Żołnierze 23kłącz powinni nosić pomarańczowe kotwice na mundurze polowym, a nosili chabrowe...?!?...
Ponoć jak my przyszliśmy do wojska to zaczeli zmieniać wszystkie emblematy na jednolite (czyli niebieskie)....co tyczy się też pojazdów (emblematów na pojazdach)
Nasz rocznik Jesień 1986 – Jesień 1988 w 23kłącz nosił już od poczatku poboru na moro prawego ramiena emblematy (100% niebieskie). No i tak też na koniec do rezerwy zostało namalowane niebieske tło emblemau na mojej chuście do rezerwy Obrazek
No i zdjecie w nowym desantowym moro jakie dostaliśmy chyba na drugim roku. Miało dodatkowe kieszenie do tego pierwotnego stosowanego w dywizji no i ten niebieski emblemat
Takie moro to nosilem juz od 1979 do 1980 roku!!!!
Ta ilosc kieszeni to bylo NAJLEPSZE w tym moro :-)
_________________ Danzig (Gdańsk), it's where my story begins... W Gdańsku się wszystko rozpoczęło...
"Tak, jeśli mam żyć szczęśliwie
to musi to być tylko w Gdańsku"
(czy aby na pewno??)
Uprzejmie donoszę ,że w latach 1976-1978 nosiłem na ramieniu niebieską kotwicę.Moja jednostka 41DA JW 3632..i szczerze powiem nie pamiętam innych kolorów..pzdr!
ZGADZA SIE; DWA LATA POZNIEJ - TEZ BYLY NIEBIESKIE - JAK NASZE MORZE BALTYCKIE....
_________________ Danzig (Gdańsk), it's where my story begins... W Gdańsku się wszystko rozpoczęło...
"Tak, jeśli mam żyć szczęśliwie
to musi to być tylko w Gdańsku"
(czy aby na pewno??)
Wyobraz sobie Filip, ze naprawde nie pamietam na ktorym ramieniu mialem przyszyta kotwice?!?!?!? Obstawiam na lewe ramie (mundur polowy), ale co do koloru to jestem na 100% i wiecej pewny, ze nosilem NIEBIESKIE kotwice!!!
_________________
skoro służyłeś w pułku w Lęborku to oczywiste, że miałeś niebieskie kotwice. Natomiast fajnie gdybyś pamiętał na 100% czy takie same na obu mundurach czy też leciutko różne w odcieniu. Ale skoro nie pamiętasz ramienia ....
Pozwolę sobie zacytować oficera, który w latach 1969-71 służył w 41drt : "...co pamiętam to w 41 drt. noszono kotwice ciemno zielone, innych oznak nie noszono, a na pojazdach dokładnie nie pamiętam, czy były kotwice, ale romby i szachownice na pewno nie." - cytat z prywatnej korespondencji.
Ponadto podpisuję pod tym co JMjr odpisał tadter`owi, tzn. żołnierze 4 pułku desantowego w Lęborku (JW3596) nosili kotwicę na niebieskim tle.
Z A P R O S Z E N I E
Zarząd Stowarzyszenia Żołnierzy i Sympatyków "Niebieskich Beretów" zaprasza członków i chętnych do wzięcia udziału w Sympozjum pt.: "Skandynawia - Słowiańszczyzna wspólna Historia". Zaproszenie i program w załączeniu.
Termin: 21.05.2016 r. godz. 10.30.
Miejsce: Narodowe Muzeum Morskie w Gdańsku, ul. Ołowian
ka 9-13.
STOWARZYSZENIE ŻOŁNIERZY I SYMPATYKÓW„NIEBIESKICH BERETÓW”
Gdańsk dn. 21.04.2016 r.
ZAPROSZENIE
Zarząd Stowarzyszenia Żołnierzy i Sympatyków „Niebieskich Beretów” zaprasza członków i chętnych do wzięcia udziału w Sympozjum Popularnonaukowym:
SKANDYNAWIA-SŁOWIAŃSZCZYZNA WSPÓLNA HISTORIA.
Sympozjum odbędzie się w Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku.
W programie sympozjum omówione będą między innymi zagadnienia dotyczące stosunków wczesnośredniowiecznego Państwa Polskiego ze słowiańskimi ludami Pomorza i Skandynawii oraz wpływu na nie Chrztu Polski w 966 r. a także słowiański desant z 1136 r.
W ramach naszego spotkania przewidujemy prezentację eksponatów i modeli z zakresu tematyki sympozjum oraz poczęstunek.
W drugiej części spotkania po zakończeniu Sympozjum, odbędzie się Walne Zgromadzenie Stowarzyszenia Żołnierzy i Sympatyków „Niebieskich Beretów”.
W planie Zgromadzenia sprawozdanie z działalności , w tym finansowe oraz zapoznanie z planem zamierzeń na najbliższy rok.
W czasie Zebrania będzie istniała możliwość składania Deklaracji oraz opłacenie składek członkowskich.
Termin 21.05.2016:
- Sympozjum godz. 10.30 - 13.00 - Walne Zgromadzenie godz.13.30 - 14.30
Miejsce: Narodowe Muzeum Morskie w Gdańsku, ul. Ołowianka 9-13.
Dojazd i zakwaterowanie uczestników Sympozjum we własnym zakresie.
Informacji uzupełniających udzielamy pocztą elektroniczną niebieskieberety@wp.pl lub telefonicznie pod numerami 601304492; 512436103; 505067891; 50266522.
Prosimy o potwierdzenie obecności do dnia 17 maja.
Sekretarz Zarządu Prezes Stowarzyszenia Stowarzyszenia Franciszek Szczęsny Andrzej Morawiec
Witam serdecznie
szukam historii, opowieści, może informacji o "menu" i najlepiej zdjęć ze stołówki żołnierskiej z Garnizonu we Wrzeszczu.
Może ktoś przypadkiem mógłby w jakiś sposób pomóc?
Nasz kucharz kompani jak miał służbę na kuchni to czasami przynosił po znajomości kiełbasy do naszej 23KŁ. Najlepiej się je gotowoło na sali podłączając dwa widelce wciśniete na końce w kiełbasy i podłączając je oddzielnym kablem do kontaktu, oczywiście na chwilę.
Jak sie robiło gorącą cherbatę w plastykowych kubkach to napewno już pamiętacie? Najlepsza grzałka była zrobiona z kawałka piłki metalowej te gorsze z żyletek oddzielonych zapałkami
Moja mała dygresja dotycząca stołówki dywizjonowej..szefował tam w moich czasach,czyli w latach 76-78 niejaki sierżant Skubik,podoficer chlubiący się niezwykłą tuszą i sztukowanym pasem z racji obwodu
_________________ ..Nie każdy śmiech się zbudzić da! Nie każda łza się da powtórzyć!
norveg, Witam, jestem tu po raz pierwszy ale też służyłem w 23 KŁ, jesień 1984-86. Na zdjęciu kadry KŁ widać jeszcze : 4 z lewej - por. Kadłubowski , 5 z lewej (trochę schowany) z-a dowódcy ds.politycznych por. Wachowski , 5 z prawej strony - plutonowy Malicki , 4 z prawej chor. Jursz a Siek był w stopniu sierżanta. Reszty nie kojarzę bo zdjęcie chyba po jesieni 86. Pozdrawiam
Witam Panów, mimo iż nie jestem z Gdańska los chciał abym spędził nad pięknym polskim morzem dwa lata.
Kilka słów tytułem wstępu, stan wojenny zastał mnie w ośnieżonej Łodzi, jako ucznia jednego z techników mechanicznych, w tym samym czasie poznałem dziewczynę, moją przyszłą pierwszą żonę, większość z Was wie jak to jest, zaczyna się myśleć inną częścią ciała.
I ten nieskomplikowany proces myślenia zaowocował relegowaniem ze szkoły na dwa tygodnie przed obroną pracy dyplomowej, szkoła powiadomiła o tym WKU, a ta w nagrodę postanowiła mnie wysłać na wczasy, problemem było tylko miejsce.
W komendzie WKU w Łodzi na ulicy 22-ego Lipca Pan Major popatrzył na kwiat łódzkiej młodzieży tłoczący się na korytarzu i skwitował środowy tłok "Kurwa wszystko to jebani symulanci" w związku z tym dostałem dwie propozycje, jedną nie do odrzucenia, Rzeszów i okolice, oraz Gdańsk, się rozumie że wybrałem bardziej cywilizowany rejon PRL-u, i tak 19 kwietnia po długiej podróży zatłoczonym pociągiem, wypiciu ćwiartki wódki w ażurowym śmietniku, z poznanym w pociągu ziomalem, późniejszym kolegą z innej kompani, około godziny 17-tej zostaliśmy wchłonięci przez machinę wojskową.
Zdanie cywilnych ciuchów, szwanc-parada z nieodzownym "rozchylić pośladki, fasowanie mundurów i wszystkiego tego co miało być bratem, siostrą, kochanką rozprowadzenie na kompanię, nieśmiałe rozmowy, pisanie wiadomości do rodziny na takich samych, z takim samym tekstem pocztówkach, ble ble całuski i dwie rybie łuski, no i czas relaksu, refleksja jestem jebanym kotem (to określenie w rozmaitych odmianach słyszałem dość długo każdego dnia) a czuję się desantowcem, obrońcą naszej umęczonej imperialistycznymi knowaniami ojczyzny, zasnąłem mocno.
Powoli nieśmiało nadchodziła wiosna 82, gdzieniegdzie leżał jeszcze śnieg, a słonko już przygrzewało, och młodości, co wznosisz nad poziomy.
Ranek okazał się bardziej przyziemny, mycie golenie, ścielenie koja pierwszy pilot, łał się działo, śniadanko, zupa mleczna marmolada chlebek, margarynka paczka na iluś tam chłopa, Kaszub w Topazie, zbilansowana dieta, a potem fitnes i tak do wieczora.
No pewnie to nic nowego, ale wtedy wydawało mi się że to strata czasu, z biegiem czasu zmieniałem zdanie, było śmiesznie, wesoło, czasem smutno, czasem naprawdę ciężko, dziś przezwyciężając starczy uwiąd i amnezję z rozrzewnieniem wspominam ten wycinek życia który wyrył we mnie niezatarte piętno, pozwalające prawie z pogardą patrzeć na tych którzy nie byli w MON-ie.
Podobnie jak założyciel tego wątku służyłem w 4KD moim dowódcą był Kpt.Malinowski zwany "Plamą", dowódcą mojego plutonu był Por.Gnitecki zwany "Gnidą" Szefem kompani był Sierżant Rusiecki, pamiętam kilka nazwisk Kapral Mai, Kapral Miesikowski "Ruda menda" Kapral Pokrywko - sagan, jeszcze był taki wysoki Hanys, ale nie pamiętam jak się nazywał, kilku chłopaków z Łodzi, przeważająca liczba miejscowych, kilku Kaszubów, szeregowy Jankowski który chciał mieć żonę z dużymi "cyckami", ot taka przypadkowa zbieranina obrońców granic.
Zdjęć nie ma wszyscy, byli zesrani z powodu stanu wojennego, a tematem przewodnim było czy w razie czego strzelać do swoich, pozostały wyidealizowane, coraz mniej wyraźne, wspomnienia.
Zimny i zimny wicher dmie
a nasza kompania do boju aż się rwie
i rwie się dziewczyna i jej śpiew
i młodzi desantowcy co przelewają krew
Ot tyle pamiętam i to nie mam pewności czy tak było, zawsze przy wódeczce na prośbę kolegów śpiewam choć zupełnie talentu mi brak te zapamiętane słowa.
Emblemat nosiłem na lewym ramieniu błękitny.
Jeśli zakłóciłem dyskusję to przepraszam.
Znalazłem się tutaj dzięki przyjacielowi który przypadkiem trafił na to forum, a że widział o mojej oddanej służbie podesłał mi link i oto jestem.
Czołem Panowie Desantowcy
PS.Zmiana klimatu, wyborne jedzenie i ruch na świeżym powietrzu, sprawiły że pierwszy akt defekacji nastąpił po prawie tygodniu, do dziś pamiętam tę rozkoszną chwilę i obawę o możliwość wypadnięcia gałek ocznych.
Pod koniec lat osiemdziesiątych jeden z wozów w wyniku nie właściwego wyważenia zatonoł w trakcie desantowania w Ustce. Ze względu na słoną wodę cały wóz został wybrakowany i złomowany.
Witam, jestem tu nowy ponieważ zaciekawił mnie ten wątek co w cytacie.
Byłem wtedy dowódcą PTS-a który "ratował " ten wóz.
Powodem zatoniecia było nieuszczelnienie kadłuba pojazdu w miejscach wyjścia wachaczy z kadłuba!(po wyciągnięciu cała woda wyleciała przez te miejsca właśnie :-) )
Złe wyważenie to tylko propagandowa śpiewka-żaden wóz nie był wyważany a uszczelniany towotem jak teczka czterech pancernych w Berlinie.
Podpływając PTS-em do tego wozu podaliśmy linę i jeden z obsługi zczepił ją szeklą ze swoją liną, odeszliśmy i zaczęliśmy go ciągnąć.
Natychmiast puścił hak "przysmarkany elektrodą do pancerza" na tonącym pojeździe.
Podeszliśmu drugi raz i zdjęliśmy jednego zołnierza a dwóch pozostałych zdjęła motorówka.
Osobiście po powrocie na brzeg zostałem natychmiast zdjęty z dowództwa PTS-a przez szefa sztabu dywizji !! (oczywiscie nie było w tym zadnej mojej winy ale szef sztabu był znany ze swoich idiotyzmów).
I tak oto zatonęły walizki dowództwa dywizji znajdujące się w wnętrzu tego "topielca".
Niektóre wypłynęły potem na powierzchnię i była kupa smiechu.
Pojazd został potem wyciągnięty przez WZT i zabrany do Gdańska na lawecie.
Tyle w temacie historii Gdańskiego "topielca".
Pozdrawiam serdecznie :-)
ps. latał wtedy śmigłowiec z kamerą -jakaś kronika czy może propagandówka z MON w każdym razie gdzieś jest na pewno film z tego zdarzenia :-)
Na zdjęciu ja z lewej i kierowca PTS-A z prawej :-)
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum