Jeden z najwybitniejszych gdańszczan, którego dokonania w dziedzinie fizyki i chemii pozostają wciąż w kręgu zainteresowań uczniów szkół i naukowców, został uhonorowany pamiątkową tablicą. Znalazła ona swoje miejsce na ścianie budynku przy ul. Ogarnej 95 w Gdańsku, gdzie urodził się w roku 1686 najstarszy syn kupieckiego małżeństwa Fahrenheitów.
Odsłonięcia tablicy w przeddzień rocznicy śmierci wielkiego gdańszczanina (zmarł 16 września 1736 r. w Hadze) dokonał prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, który jest zarazem pomysłodawcą idei uczczenia Fahrenheita. Pierwotnie na budynku przy Ogarnej 95, istniała tablica wykonana z brązu, która zaginęła w roku 2002. Obecną tablicę odtworzoną w piaskowcu, wykonał artysta rzeźbiarz Tomasz Radziewicz. Na tablicy umieszczono symbol termometru ze skalą Fahrenheita i skalą Celsjusza oraz rok urodzenia i rok śmierci gdańszczanina.
- W planach mamy jeszcze budowę pomnika Fahrenheita oraz wniesienie stylizowanej kolumny, na której zostanie umieszczony termometr ze skalą jego autorstwa. Przypomnę, że Fahrenheit jest też patronem stypendiów, które otrzymują najzdolniejsi gdańscy uczniowie, podejmujący studia za granicą. Nie zapominamy więc o znanych gdańszczanach, a Fahrenheit należy do najznamienitszych w tym gronie – powiedział Paweł Adamowicz odsłaniając tablicę.
Dowiedziałem się ostatnio, żę to nie ma być nie kolumna tylko rodzaj szklanej gabloty z olbrzymim termometrem wewnątrz podającym temperaturę w C i F.
Stać ma na Długim Targu.
_________________ Ponury Zwracacz Uwagi na Wykraczających Poza Ramy
Katolickie Stowarzyszenie "Civitas Christiana" oraz Urząd Miasta Gdańska zapraszają na drugie spotkanie z cyklu "Spacerkiem po Gdańsku" pt. Niezwykle dzieje Spichlerzy", które będzie nam przybliżał Andrzej Januszajtis znany miłośnik Gdańska.
Serdecznie zapraszamy na spotkanie do Galerii Mariackiej przy ul. Mariackiej 48 w dniu 24 września o godz. 17.00.
Następne spotkania w październiku i listopadzie z równie ciekawymi gdańszczanami.
villaoliva napisał/a:
Pora dobra chyba dla emerytów
i dla studencików z wolnymi wrześniami
a to jest tak jakoś dla węższego grona czy dla wszystkich?
bo było nas bodajże 13 osób z Januszajtisem i organizatorami
no wydaje się, że dla wszystkich, ale gdyby przybyła liczba osób porównywalna ze słuchaczami spotkań KILWrzeszcz to by był problem ze zmieszczeniem się w dość wąskiej kamieniczce
no jak dla mnie bomba nie umiem opowiadać, ale generalnie historia wyspy - pokrętne losy nazw ulic, co ciekawsze spichrze i (słuszne ) krytyczne spojrzenie na kilka przykładowych projektów nowej zabudowy i kładek.
np. taka ciekawostka - jeden ze spichrzów miał być może największą - żebym teraz nie skłamał, bo pamięć ma zawodna, ale wydaje mi się, że "w Europie" - ścianę ryglową (z pruskiego muru).
To ten po prawej tutaj:
- W planach mamy jeszcze budowę pomnika Fahrenheita oraz wniesienie stylizowanej kolumny, na której zostanie umieszczony termometr ze skalą jego autorstwa. (...) – powiedział Paweł Adamowicz odsłaniając tablicę.
Dowiedziałem się ostatnio, żę to nie ma być nie kolumna tylko rodzaj szklanej gabloty z olbrzymim termometrem wewnątrz podającym temperaturę w C i F.
Stać ma na Długim Targu.
ZDiZ rozstrzygnął konkurs na pomnik. Wygrała kropla rtęci przecięta na pół autorstwa Zbigniewa Mikielewicza z Torunia.
Rozpoczyna się największa kampania reklamowa Gdańska na rynku zagranicznym.W poniedziałek 22 września na ekranach CNN International rusza sześciotygodniowa emisja spotu „We make things happen”, natomiast cztery dni później, również na ekranach CNN International rozpocznie się kampania promocyjna Polski.
Emitowana na ekranach CNN International kampania jest kierowana przede wszystkim do mieszkańców Europy, w tym Wielkiej Brytanii, Niemiec oraz Skandynawii, ale także do odbiorców z Azji Środkowo-Wschodniej i Afryki.
- Podjęliśmy bardzo dobrą decyzję rozpoczynając promocję Gdańska równocześnie z promocją kraju – mówi Anna Zbierska, p.o. dyrektora Biura Prezydenta ds. Promocji Miasta. – To połączenie sił zaowocuje niespotykaną do tej pory kampanią Gdańska.
Kanał telewizyjny CNN International wyemituje gdański spot 275 razy w tym 173 razy, w porze najlepszej oglądalności.
Film trwa zaledwie 30 sekund, ale dzięki profesjonalizmowi twórców to wystarczy by rozkochać w Gdańsku nawet najbardziej wymagających. Głównym motywem spotu jest papierowa łódeczka, wraz z którą porywani wiatrem unosimy się nad Gdańskiem a następnie lekko opadamy do wody i płyniemy wzdłuż linii brzegowej podziwiając piękną panoramę miasta. Mocną stroną filmu są pełne poetyki, utrzymane w ciepłych, bursztynowych barwach zdjęcia autorstwa jednego z najzdolniejszych operatorów młodego pokolenia - Jacka Podgórskiego (autora m.in. zdjęć do filmu „Święto Latawców”). Reżyserem spotu jest Tomek Nalewajek, laureat m.in. Yacha za teledysk Marii Peszek „Nie mam czasu na sex”.
Film dla Gdańska, wg storyboardu Agencji Przybora Zaniewski Limited, przygotował Dom Produkcyjny Papaya Films Sp. z o.o., znany nie tylko z realizacji ostatnich spotów dla Gdańska („Tu się żyje”, ”Odważ się, zobacz sam”), ale również reklam Link 4, ING Banku, Nordea Banku, Plus GSM, Reserved czy Knorr.
Emisja spotu to tylko część kampanii wizerunkowej Gdańska poza granicami Polski. Jednocześnie na stronach CNN.com, CNNInternational.com oraz CNNMoney.com wyświetlonych zostanie 530 000 banerów reklamowych Gdańska.
Gdańska kampania kierowana jest przede wszystkim do mieszkańców dużych miast, w wieku od 25 do 55 lat, ze średnim i wyższym wykształceniem, do ludzi o otwartych umysłach, ciekawych świata i kochających podróże. Koszt emisji 300 spotów wynosi 300 tys. dolarów, koszt realizacji filmu wyniósł ok. 260 tys. zł.
Efekt kampanii wizerunkowej Gdańska wzmocni promocja Polski, odbywająca się na ekranach CNN od 26 września do 14 grudnia. Podczas kampanii promocyjnej Polski wyemitowanych zostanie 625 spotów, podczas których nasz kraj zostanie ukazany oczyma zagranicznego biznesmana. W 30-sekundowych spotach pojawią się migawki z Gdańska, Warszawy, Krakowa, Łodzi, Helu i Zakopanego. Reklamówki zrealizował CNN.
W uzupełnieniu kampanii telewizyjnej, spoty zostaną wyświetlone na stronach CNN.com, CNN.com, CNNInternational i CNNMoney.com ok. miliona razy. Również milion, tym razem dolarów wynosi koszt realizacji ogólnopolskiej kampanii, a pokrywają go: Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Polska Organizacja Turystyczna, Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych oraz Polskie Linie Lotnicze LOT.
Jednak to nadal nie wszystko. Kampania jest uzupełnieniem promocji Polski w ramach programu "Eye on Poland" odbywającego się w tygodniu od 6 do 12 października. W trakcie programu prowadzonego przez prezenterkę CNN, Fionnualę Sweeney telewizja wyemituje serię reportaży ukazujących Polskę w trakcie przemian. Korespondenci CNN odwiedzą m.in. Gdańsk i Warszawę, by zapytać Polaków o codzienne aspekty życia.
Kampania ma na celu wypromowanie Polski jako kraju nowoczesnego, dynamicznego i atrakcyjnego turystycznie. Kampania Gdańska ściśle nawiązuje do Strategii Marki Gdańska, zgodnie z którą gród nad Motławą zarówno mieszkańcom, jak i turystom powinien się kojarzyć z duchem wolności, miejscem, które inspiruje i w którym rzeczy niemożliwe stają się rzeczywistością.
Na niezwykłą inkluzję natrafili poszukiwacze bursztynu na gdańskich Stogach. W bryle bursztynu sprzed 40 milionów lat znajduje się niewielki ssak - praprzodek współczesnego królika. Nowy eksponat trafi wkrótce do gdańskiego Muzeum Bursztynu.
Dotychczas największym okazem zwierzęcia zatopionego w bursztynie była, znaleziona w 1997 roku również na plaży na Stogach, jaszczurka z gatunku Succinilacerta succinea.
Niezwykłe znalezisko zostało szczegółowo i wszechstronnie zbadane pod kątem autentyczności. Prof. Andżelika Pasieka - geolog i badacz bursztynu i innych żywic kopalnych z Muzeum Ziemi PAN w Warszawie zidentyfikowała żywicę, w której znajduje się królik i określiła, że jest to bursztyn bałtycki (sukcynit), datuje to okaz z nietypową inkluzją na ponad 40 milionów lat.
Królik dziki (Oryctolagus cuniculus) od zamierzchłych czasów zamieszkiwał tereny północnej Europy, Azję, a także Afrykę. Był zwierzęciem roślinożernym. Osobnik, który przypadkowo wpadł do żywicy przed milionami lat, to zdaniem specjalistów młody samiec.
Nazwa "bursztyn" pochodzi od niemieckiego bernstein (kamień, który się pali). Znanych jest około 60 odmian (gatunków) bursztynu. Najstarsze z nich pochodzą z utworów dewońskich (stwierdzono je w Kanadzie); najmłodsze, nie zaliczane zasadniczo do bursztynów są znajdowane w Ameryce Południowej, Afryce, Australii i Nowej Zelandii.
Zazwyczaj są dowodem pamięci. Ale też czasami dowcipu i szalonej wyobraźni. Bywają patriotyczne i patetyczne, a także humorystyczne. Ze spiżu, brązu, kamienia i betonu. Pomniki.
Nic nam tak dobrze nie wychodzi jak one.
Tylko w ostatnich tygodniach w Gdyni wynurzył się z morza marzyciel - dyrygent fal, a Gdańsku odsłonięto pomnik upamiętniający kindertransporty, ratujące żydowskie dzieci przed nazistami. W kolejce na otwarcie czeka pomnikowa ławeczka w Orłowie, na której zasiądzie legendarny malarz Antoni Suchanek z paletą w ręku i wzrokiem utkwionym w morze.
Gdynia słynie z szalonych pomysłów. Przed paroma laty miał się z fal wynurzyć orzeł, w dodatku w rytm patetycznej muzyki. Ojcem tej pomnikowej idei był sam mistrz Andrzej Wajda. Pomysł jednak obśmiano, skazując go na pozostanie na razie w odmętach ludzkiej wyobraźni. Nie upadła jeszcze idea budowy pomnika... konia. Nie brakuje bowiem jego zwolenników głoszących chwałę tego zwierzęcia i jego zasług dla miasta. Końskie lobby przypomina o tym, że to poczciwe koniki padały jak muchy przy budowie portu i miasta. Więc pomnik im się należy jak nic. I pewnie pomnik już by stanął, gdyby nie silne głosy przeciwników nawołujące do tego, żeby się raczej martwić o ludzi, a nie o zwierzęta, w dodatku w betonie.
Konikom, podobnie jak orłowi, na razie się nie udało. Ale pszczoły miały już więcej szczęścia. A to dzięki pszczelarzom, którzy dopięli swego. I na Kamiennej Górze ufundowali tablicę pamiątkową - dla pszczoły miodnej, zapylającej. Sam pomysł został "zapylony" na jednej z pszczelarskich konferencji. Jak na morskie miasto przystało, w Gdyni roi się od pomnikowych rybek. Mamy łososie płynące do celu. Ta rzeźba zwana "Powrotem do domu" to dar miasta Seattle. Jest morświn naturalnej wielkości, stojący w okolicy Akwarium Morskiego. Są wreszcie "Gdyńskie rybki" - odlane z metalu.
Gdynia ma też Ławeczkę Kaszubskiej Pary na placu Kaszubskim. Na ławeczce siedzi dwoje staruszków trzymających się za ręce. Mężczyzna wskazuje palcem na położony niedaleko budynek Jakuba Scheibe - Kaszuba, który w okresie międzywojennym dorobił się majątku. A potem wrócił do Polski i mimo bogactwa, wzorem innych rybaków, wypływał w morze, zarzucał sieci i łowił. Ostatnio do tego grona zabawniejszych pomników dołączył Marzyciel - dyrygent fal. Niczym kopenhaska syrenka ma witać i żegnać żeglarzy. Umiejscowiono go na dalbie, która stoi w morzu, w odległości około 40 metrów od brzegu. Dwumetrowa rzeźba nie jest więc z lądu dobrze widoczna. Można jej się przyjrzeć, podpływając żaglówką.
Gdańsk słynie głównie z patetycznych pomników. Gdzie się nie obrócisz, tam masz historię... wykutą w kamieniu. A to pomnik Poległych Stoczniowców, a to znowu Westerplatte czy pomnik Obrońców Poczty Polskiej, że o królu Janie Sobieskim na koniu nie wspomnę. Te lżejsze i zabawniejsze są w mniejszości. Lekki charakter ma fontanna Neptuna na gdańskiej starówce (300 km>>) czy ławeczka Oskara na placu Wybickiego we Wrzeszczu.
Ta ławeczka była owiana zresztą mgiełką skandalu. Otóż władze miasta wymyśliły sobie, że spocznie na niej sam Guenter Grass - odlany z brązu. Noblista rodem z Gdańska jednak sprzeciwił się pomysłowi odlewania go za życia. Zasugerował złośliwie, że lepiej pieniądze włożyć w odremontowanie toalet w jego dawnej kamienicy we Wrzeszczu. Władze odmową się jednak nie zraziły. I postawiły na swoim. Połowicznie. Ławeczka stanęła we Wrzeszczu, na placu Wybickiego. Ale zasiadł na niej Oskar, bohater "Blaszanego bębenka". Oczywiście z bębenkiem. W ostatnich dniach Gdańskowi przybył nowy pomnik, upamiętniający kindertransporty, ratujące żydowskie dzieci przed nazistami. Stoi ona koło Dworca Głównego PKP na Podwalu Grodzkim. Dwa podobne pomniki wzniesiono już wcześniej przed dworcami w Londynie i Berlinie. Autorem wszystkich trzech jest Frank Meisler - gdańszczanin, który był jednym z ponad stu dzieci wywiezionych z Gdańska w tzw. kindertransporcie.
Jak Sopot to rzeźba Parasolnika. Zresztą cudownie rozmnożonego. Bo jeden stoi na Monciaku, a drugi mniejszy, w Krzywym Domku. Parasolnik to nieżyjący już Czesław Bulczyński - niezwykle kolorowa postać. Człowiek o wielkim sercu i olbrzymiej fantazji.
Dwaj ludzie z szafą to jeden z bardziej oryginalnych pomników. Odsłonięty z pompą przed rokiem na sopockiej plaży, nawiązuje do etiudy Romana Polańskiego. Uroczyście odsłaniał go sam reżyser w asyście przyjaciół z Polski i z Hollywood, między innymi aktorki Faye Dunaway.
Pomnik Haffnera, ojca kąpieliska w Sopocie, jest też jednym z bardziej znanych monumentów w mieście, podobnie jak Oddech Hasiora - znajdujący się koło sopockiego urzędu, a składający się z wielkich kół i drabiny do nieba oraz diabełka na szczycie. Można by jeszcze wyliczać. Ale jedno jest pewne - lista pomników jest cały czas otwarta.
Marzyciel - dyrygent fal. Najnowszy pomnik w Gdyni. To rzeźba chłopca dyrygującego... falami, umiejscowiona na dalbie, nieużywanej przez Urząd Morski od lat. Rzeźba posadowiona jest 40 metrów od nabrzeża. Więc z lądu ta dwumetrowa statuetka jest raczej kiepsko widoczna. Można jej się przyjrzeć dobrze z wody. Marzyciel, wzorem kopenhaskiej syrenki, ma witać i żegnać żeglarzy.
Pomnik upamiętniający kindertransporty, ratujące żydowskie dzieci przed nazistami, został uroczyście odsłonięty przed dwoma dniami. Podobne pomniki stoją już w Londynie i Berlinie. Pomysłodawcą i autorem jest były gdańszczanin Frank Meisler, który sam był takim jednym z ponad stu dzieci uratowanych dzięki kindertransportowi. Rzeźba stanęła w pobliżu Dworca Głównego PKP na ulicy Podwale Grodzkie.
Morświn jak żywy, tyle że... odlany z brązu. Stoi sobie na Skwerze Kościuszki, naprzeciwko Róży Wiatrów. To symbol Morza Bałtyckiego. Pomysłodawcy chcieli, żeby ta rzeźba przypominała nam o tym bardzo rzadkim ssaku. Żebyśmy o nim nie zapominali.
Fontanna Neptuna na Długim Targu. Neptun to najbardziej znana rzeźba Gdańska. Król morza i oceanów przyciąga tłumy nie tylko z Polski. Pod Neptunem trzeba się pokazać. Z Neptunem warto sobie zrobić zdjęcie. To po prostu symbol Gdańska.
Ławeczka z Parą Kaszubów wrosła w plac Kaszubski na dobre. Para starych ludzi, trzymając się za ręce, patrzy na kamienicę należącą do Jakuba Scheibe, który przed wojną w Ameryce dorobił się majątku, a potem wrócił do kraju i mimo bogactwa żył nadal jak Kaszub.
Parasolnik - rzeźba żart na ulicy Bohaterów Monte Cassino. Parasolnik to Czesio Bulczyński - przed wojną cyrkowiec, po wojnie naprawiał parasole. Na Monciaku pojawiał się w meloniku i fraku, ciągnąc za sobą chmarę dzieci. Turystów zabawiał historyjkami.
Ławeczka Oskara na placu Wybickiego. Zanim powstała, przeżyła kilka drobnych skandali. Bo najpierw miał na niej siedzieć sam Guenter Grass. Ostatecznie rozsiadł się Oskar - bohater "Blaszanego bębenka", powieści Grassa, która toczy się w Gdańsku.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum