Ksiądz Stanisław Bogdanowicz, proboszcz Bazyliki Mariackiej w Gdańsku, nie kryje oburzenia, że Muzeum Narodowe będzie w sądzie walczyć o odzyskanie zabytków będących, jak twierdzi, odwieczną własnością Kościoła. – To niegodziwa grabież. Nie oddamy, nawet mowy nie ma! – zapowiada.
I podkreśla, że części ołtarza były od zawsze własnością Kościoła, a państwo zagarnęło je w 1946 roku na mocy komunistycznego dekretu o mieniu poniemieckim i porzuconym. Eksperci muzeum argumentują, że Niemcy wywieźli i pochowali większość zabytków z Prus Wschodnich, a państwo je odzyskało i sklasyfikowało. – Nie jest też tak, że każdy historyczny właściciel ma prawo do dzieł, które są naszym dziedzictwem narodowym – dodaje dyrektor Agnieszka Morawińska i tłumaczy też, że jej głównym powodem do niepokoju nie jest sam fakt, że zabytki są w bazylice – bo na to mogłaby się zgodzić – ale to, że według jej informacji niszczeją. I są narażone na kradzież. A proboszcz nie wpuszcza konserwatorów, którzy mogliby je ocenić i odrestaurować.
– Zabytki są w jak najlepszym stanie – odbija piłeczkę proboszcz Bogdanowicz. I argumentuje, że konserwatorów nie wpuści, bo w ten sposób uznałby, że muzeum ma prawo własności wobec średniowiecznych fragmentów ołtarza.
Sprawa nie jest jednoznaczna. Dorota Szmyt z biura wojewódzkiego konserwatora zabytków w Gdańsku nie ma zastrzeżeń do stanu malowideł i rzeźb. Jej zdaniem najlepiej czują się one w swoim naturalnym środowisku kościoła gotyckiego. Transport oraz nowe miejsce mogłyby im nie służyć. – Z drugiej strony trudno się dziwić działaniom władz muzeum. Obecny trend zwrotu dzieł pierwotnym właścicielom prowadzi do znacznego zubożenia zbiorów – dodaje.
Także Andrzej Sołtan, prezes Stowarzyszenia Muzealników Polskich, przyznaje, że sprawa jest wyjątkowo zawiła, a żadne rozwiązanie kompromisowe nie będzie sprawiedliwe w odczuciu obu stron. W Niemczech państwo wykupywało dzieła, na których mu szczególnie zależało. – My nie jesteśmy tak bogaci – dodaje.
PRAWO
Co na to prawo
Do nabycia przez Muzeum Narodowe własności dzieł zgromadzonych w Bazylice Mariackiej w Gdańsku doszło na skutek wejścia w życie aktów prawnych regulujących stan prawny mienia pozostawionego na Ziemiach Odzyskanych, w szczególności dekretu z 8 marca 1946 r. o majątkach opuszczonych i poniemieckich. Dzieła trafiły do Warszawy. Ponownie niektóre z nich wróciły do Bazyliki Mariackiej wskutek udostępnienia przez stołeczne Muzeum Narodowe na podstawie umów użyczenia. Umowy te były zawierane na czas określony nieodpłatnie w latach 90. Po wygaśnięciu ostatniej z umów w 2004 r. Bazylika Mariacka odmówiła zawarcia kolejnych umów użyczenia, zatrzymując dzieła sztuki. Proboszcz ks. Stanisław Bogdanowicz przypomina, że parafował umowy użyczenia, dopisywał w nich zdanie, że przejmuje zabytki jako odwieczną i niezbywalną własność Bazyliki Mariackiej.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Artykuł z dnia: 2011-02-08, ostatnia aktualizacja: 2011-02-08 08:47
Spór miedzy instytucjami opisuje Dziennik Gazeta Prawna. Chodzi o dzieła unikatowe na skalę europejską, takie jak np. tablice Dziesięciorga Przykazań, rzeźbę Pięknej Madonny z 1410 r., ołtarze, skrzynie i świeczniki. Na początku lat 90. zostały one oficjalnie wypożyczone z Muzeum Narodowego bazylice, która teraz odmawia ich zwrotu.
Nie pomogła mediacja ministra kultury. W tej sytuacji muzeum zdecydowało się na sądowy proces.
- To byłaby grabież. Jak trzeba będzie, użyjemy koktajlów Mołotowa, a zabytków nie oddamy - komentuje w rozmowie z Dziennikiem Gazetą Prawną, która opisała tę sprawę, proboszcz Bazyliki Mariackiej, ks. infułat Stanisław Bogdanowicz.
Agnieszka Morawińska, dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie przekonuje, że ksiądz nie podpisał nowych umów na użyczenie unikatowych dzieł i "stwierdził, że zabytki należą do bazyliki".
Z kolei Stanisław Bogdanowicz przekonuje, że wypożyczone z MN dzieła, były własnością Bazyliki Mariackiej "od zawsze", a do państwa należą od 1946 r., gdy zostały zagarnięte Kościołowi na mocy komunistycznego dekretu o mieniu poniemieckim i porzuconym.
- Nie jest tak, że każdy historyczny właściciel ma prawo do dzieł, które są naszym dziedzictwem narodowym - mówi Agnieszka Morawińska.
Dyrektor muzeum dodaje, że państwo mogłoby zezwolić, by Bazylika przechowywała i eksponowała sporne zabytki, ale jej zdaniem, w Gdańsku są one słabo chronione przed zniszczeniem i kradzieżą. Muzealnicy przekonują, że proboszcz nie chce wpuścić konserwatorów, bo "w ten sposób uznałby, że muzeum ma prawo własności" wobec średniowiecznych zabytków.
- Zabytki są w jak najlepszym stanie - utrzymuje ksiądz.
No coz, byc moze te ostatnie " roboty" biskupa przyczynily sie do tego ze zaczeto blizej przygaldac sie zabytkom gdanskim w kosciolach.
Nie powiedzialabym tez ze sa chronione w nalezyty sposob. Druga strona medalu jest to ze Muzeum w Warszawie ma problemy gdzie pomiescic ichnie wszytkie eksponaty.
W kazdym badz razie czas najwyzszy wybrac sie do kosciola i wszytsko jeszcze raz obejrzec przed afera.
Z oststniej chwili, dowiedzialam sie ze, zniknely ulgi podatkowe na remonty zabytkow.
Nie sądzę, żeby miało to związek z katedrą oliwską.
Raczej nowa dyrektor Muzeum w W-wie zapoznała się ze swoimi zbiorami i stwierdziła - najprawdopodobniej słusznie - że utraciła kontrolę nad częścią zbiorów, za które przecież odpowiada.
Nie dziwię się księdzu, który ma jak najgorsze zdanie o dekrecie z 1946 r., stanowiącym główny tytuł prawny Muzeum do zabytków z Bazyliki Mariackiej. Problem w tym, że dekret wciąż obowiązuje (aktualny tekst w załączeniu), a kościół zapewne nie skorzystał na czas z artykułu 15 tegoż aktu (termin upłynął 31.12.1948) i nie złożył wniosku o przywrócenie majątku. I kiedy w latach dziewięćdziesiątych na polecenie ówczesnego prezydenta RP muzeum przekazywało sporne obiekty w depozyt bazylice, ksiądz nazywał to "zwrotem", choć podstaw prawnych nie było.
Jeszcze kilka lat temu ks. Bogdanowicz napisał:
Cytat:
23 października 2002 r. Muzeum Narodowe w Warszawie zwróciło ostatnie brakujące skrzydło ołtarza Ferberów przedstawiające św. Heleną, matkę św. Konstantyna. Przechowywane od zakończenia wojny w magazynach muzealnych było ono destruktem. Na zamówienie muzeum zostało zrekonstruowane przez pewną studentkę warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych.
W momencie przekazywania owego skrzydła dyrektor Muzeum Narodowego Ferdynand Ruszczyc oświadczył z dużą pewnością siebie, że jest to „kropka nad i” i więcej już Gdańskowi niczego nie zwróci. Proboszcz Mariacki odpowiedział, że wprost przeciwnie sakralne zabytki gdańskie prędzej lub później do Gdańska powrócą. I rzeczywiście do tej pory, w warunkach anarchizacji życia politycznego, udało się skutecznie wstrzymać dalsze powroty gdańskich dzieł sztuki sakralnej, stanowiących dziedzictwo wielu pokoleń mieszkańców grodu nad Motławą i źródło tożsamości współczesnych gdańszczan. Nie tracimy jednak nadziei, że w najbliższej perspektywie to się zmieni i gdańszczanie odzyskają swe religijne i kulturowe dziedzictwo.
W tej chwili wygląda na to, że prawa Gdańska do tych obiektów są wyłącznie "moralne"
Chciałbym wierzyć, że da się to jakoś rozwiązać - ale w obecnej konfiguracji personalnej będzie to raczej trudne.
Przecież to jest jakaś paranoja... Najlepiej wszystko zabrać do Warszawy, niech się kisi w magazynach Ja wiem, ja się nie znam - ale na zdrowy chłopski rozum, jakoś nie wydaje mi się, żeby zabytki były źle utrzymane i słabo chronione - to co, do ciężkiego diabła, postawić koło Pięknej Madonny gościa z karabinem maszynowym i nie wpuszczać do kościoła ludzi ?... Wiecie co, ja się chyba walnę na progu jak Rejtan i zabrać moich ulubionych obiektów nie pozwolę
Sorry nieskładność i nielogiczność wpisu, ale szlag mnie dziki trafia i emocje wzięły górę...
Dyrektor kilkakrotnie podkreślała, że nie zamierza zabrać. To znowu dziennikarskie rozdmuchanie sprawy, bez słuchania odpowiedzi na zadawane przez siebie pytania. Własność musi byc prawnie określona.W tej chwili sytuacja jest taka , że są one bezprawnie poza siedzibą Muzeum, nikt za nie nie odpowiada prawnie. Nie ma pieniędzy na ich konserwację bo o dotację zwrócić się może tylko właściciel.
A gdyby tak spokojnie to załatwić, to może by tak inne obiekty wróciły. Dla nas przecież nie bardzo ważne jest, jaki jest stan prawny tylko żeby były, żeby można cieszyć oko.
_________________ „Chamstwu w życiu należy się przeciwstawiać siłom i godnościom osobistom”.
Racja Ruda i Pumeks.
Ale chyba tez w interesie Kosciola powinno lezec dbanie i zabezpieczanie tego co jest wspolnym dziedzictwem narodowym. Tak mi sie wydaje. Przynajmniej te duze koscioly powinny miec zabezpieczenia.
Własność jest prawnie określona. Stosunek do prawa obecnych władz Diecezji Gdańskiej to już osobny temat. MKiDN może sfinansować oplecenie całej Bazyliki siecią alarmową, o ile jej tam jeszcze nie ma, podobnie zresztą jak i PZU. Wystarczy, że gwiazda medialna ostatnich dni, konserwator bazylicki, skrobnie zgrabny wniosek.
Muzea to zasłużone instytucje, ale proces wysysania sztuki z kościołów i innych zabytkowych przestrzeni, który się dokonał głównie w XIX w., miał fatalne skutki - mówi Jacek Friedrich*
Alicja Katarzyńska: Jaki jest status prawny średniowiecznych dzieł, o które Muzeum Narodowe w Warszawie zamierzało nawet walczyć w sądzie?
Jacek Friedrich: Nie wiem. Ale status prawny nawet najsłynniejszych dzieł oglądanych przez nas w muzeach nie jest całkiem oczywisty. Przypomnijmy choćby niekończące się spory Greków z Brytyjczykami o rzeźby z ateńskiego Partenonu, czy nagłośnione ostatnio roszczenia Egiptu wobec przechowywanego w Berlinie sławnego popiersia Nefretete. Przypuszczam, że podobnie może być w wypadku dzieł z Gdańska czy Wrocławia, które po wojnie znalazły się w warszawskim Muzeum Narodowym. Nie sądzę, żeby ich status prawny był w pełni klarowny.
Co zrobić, żeby raz na zawsze ustalić prawnego właściciela tych dzieł?
- W cywilizowanym państwie takie spory powinny rozstrzygać sądy. Ale w tym przypadku trzeba wziąć pod uwagę to, że sytuacja prawna i polityczna, która towarzyszyła pojawieniu się tych dzieł w Warszawie, była wynikiem całkowitego załamania się wcześniejszego ładu. Obawiam się przy tym, że wprowadzane w Polsce po 1945 roku prawo często nie miało wiele wspólnego z duchem praworządności. Nie wiem nawet, czy akty, na które powołuje się dziś warszawskie muzeum, obowiązywały w chwili, gdy te dzieła przejmowano. Nie wiem także, czy kwalifikacja prawna jest tu w ogóle do utrzymania. O ile wiem, mówi się tu o przejęciu na podstawie przepisów o mieniu porzuconym. Jak jednak można mówić o tym, że te dzieła były porzucone? Przecież większość z nich podczas wojny została przez niemieckich konserwatorów pieczołowicie zabezpieczona i ukryta poza Gdańskiem, a potem często odnajdywali ją polscy muzealnicy przy pomocy swych niemieckich kolegów - wystarczy przywołać świadectwa Jana Kilarskiego. O jakim więc porzuceniu może tu być mowa? Poza tym, czy w całej sprawie bierze się pod uwagę to, że Wolne Miasto Gdańsk nie było częścią Niemiec? Nie można więc wobec gdańskich dzieł stosować procedur zastrzeżonych dla tak zwanych terenów "poniemieckich". Być może ta konkretna sytuacja jest tak skomplikowana, że konieczne byłyby nowe rozstrzygnięcia ustawodawcze.
Czy proboszcz bazyliki może zrobić coś legalnie, żeby nie oddać ich do Warszawy?
- Jeśli gospodarze kościoła Mariackiego zobowiązali się do zwrotu tych dzieł muzeum warszawskiemu, to albo powinni je teraz oddać, albo w ciągu tych minionych dziesięciu lat powinni byli zadbać o wyjaśnienie strony prawnej. Nie sądzę, by taka "partyzantka" była tu na miejscu. Choć podkreślam, osobiście jestem głęboko przekonany, że dzieła te powinny zostać w gdańskiej świątyni, tyle tylko, że byłoby dobrze, gdyby dokonało się to z zachowaniem reguł prawnych.
Co możemy stracić? Jaka jest wartość historyczna i artystyczna tych dzieł?
- Ogromna. Chodzi między innymi o Tablicę Dziesięciorga Przykazań, figurę Pięknej Madonny, ołtarz św. Doroty. Zwłaszcza pierwsze dzieła należą do najwspanialszych osiągnięć w całych dziejach gdańskiej sztuki.
Dyrektor warszawskiego muzeum twierdzi, że te cenne dzieła w bazylice niszczeją i nie mają należytej opieki konserwatorskiej?
- Nie jestem przekonany, że to poważny argument. I te, i tysiące innych dzieł sztuki przez setki lat przechowywano w europejskich kościołach i jakoś w ogromnej większości przetrwały do naszych czasów. A przecież w XV czy XVIII wieku możliwości zachowania parametrów konserwatorskich były o wiele mniejsze niż dziś. Myślę, że w kościołach można na ogół zapewnić tym zabytkom przyzwoite warunki, a już na pewno w takim, jak gdański kościół Mariacki, który ma wszelkie dane, by być zarówno żywą świątynią, jak i przestrzenią o charakterze muzealnym.
A historyk sztuki gdzie widzi najwłaściwsze dla nich miejsce: w muzeum czy kościele?
- Z mojej perspektywy sytuacją idealną jest, jeśli dzieła sztuki są w tym miejscu, do którego duchowo, ideowo, historycznie należą. Oczywiście muzea to bardzo zasłużone instytucje, ale myślę, że ten gwałtowny proces wysysania sztuki z kościołów i innych zabytkowych przestrzeni, który się dokonał głównie w XIX w., miał też fatalne skutki. Przestaliśmy rozumieć te dzieła jako część większej całości, przyzwyczailiśmy się patrzeć na nie jedynie pod kątem stylu, wartości artystycznej. A przecież ich sens był o wiele bardziej złożony. Nie sądzę, żeby na przykład krakowski ołtarz Wita Stwosza zyskał cokolwiek w muzeum, a straciłby na pewno bardzo wiele. Byłbym szczęśliwy, gdyby udało się przywrócić historyczną przestrzeń kościoła Mariackiego, a więc także możliwie wszystkie dzieła sztuki pochodzące z tej wspaniałej świątyni. Wymagałoby to jednak także ogromnego wysiłku ze strony gospodarzy Bazyliki - po wojnie zrobili w tej mierze wiele dobrego, ale i bardzo wiele popsuli. Tak więc może warto by było kiedyś siąść w szerszym gronie i pogadać o tych sprawach.
Jacek Friedrich, historyk sztuki, pracownik naukowy i wicedyrektor Instytutu Historii Sztuki UG.
Niestety zaznaczone przeze mnie na czerwono fragmenty świadczą, że JF nie zadał sobie trudu zapoznania się z treścią odpowiedniego aktu prawnego. I choć zgadzam się z nim, że "wprowadzane w Polsce po 1945 roku prawo często nie miało wiele wspólnego z duchem praworządności", to jednak nikomu do tej pory nie starczyło odwagi, by cały ten dekret z 1946 r. unieważnić - bo to wiązałoby się z koniecznością płacenia bajońskich odszkodowań. Dlatego jesteśmy skazani na zgniłe kompromisy.
Do Princessity:
Cytat:
chyba tez w interesie Kosciola powinno lezec dbanie i zabezpieczanie tego co jest wspolnym dziedzictwem narodowym. Tak mi sie wydaje.
Nie mam wiedzy, by oceniać, co leży bądź nie leży w interesie Kościoła. Wiem jedno, "dbanie i zabezpieczanie" Kościół realizuje z reguły za pieniądze publiczne, z takich czy innych dotacji. Może więc lepiej byłoby, gdyby w tym konkretnym przypadku cała bazylika z wyposażeniem stanowiła własność Skarbu Państwa, co być może uprościłoby procedury finansowania poszczególnych działań? a parafia zatrzymałaby prawo użytkowania kościoła i oczywiście własność sprzętu liturgicznego i ewentualnie wyposażenia użytkowego (typu mikrofony, nagłośnienie, oświetlenie)? Ale to by wymagało odważnych działań władz państwowych, więc raczej mój projekt pozostanie w sferze political fiction.
Miejsce gdańskich zabytków jest w Gdańsku i to chyba nie podlega dyskusji. Inna sprawa, to strona prawna. Nim jednak w czambuł potępimy akcje zabezpieczania zabytków na terenach przejmowanych przez administrację polską, może warto pamiętać w jakich warunkach się to odbywało. Gdyby nie działania prof. Lorentza w latach czterdziestych i pięćdziesiątych znakomita większość obiektów przepadła by bezpowrotnie. Wyposażenia większości mazurskich czy pomorskich kościołów w kościołach nie znajdziemy. W muzeach też nie koniecznie. No co Wy nie wiecie czy nie pamiętacie wielkiej akcji rabowania Ziem Uzyskanych?
Jakieś 7 lat temu opisałem to pokrótce w artykuliku o J. Kilarskim, pozwalając sobie na parę cierpkich uwag pod adresem W-wy:
Cytat:
Na szczęście w zniszczonym mieście dało się odnaleźć niemieckich konserwatorów, prof. Willego Drosta i dra inż. Ericha Volmara. Od nich Kilarski otrzymał szczegółowy wykaz miejsc, w których znajdowały się ewakuowane przed nadejściem frontu dzieła sztuki, i mógł rozpocząć planową akcję rewindykacyjną. Wyjazdy terenowe do różnych miejscowości w okolicy Gdańska, aż po Kadyny, często przynosiły sukcesy. Najważniejsze z nich to odnalezienie już 9 czerwca 1945 r. w Rzucewie bezcennego plafonu z Czerwonej Sali Ratusza, a parę dni później w Mierzeszynie dalszych obrazów, m. in. Antona Möllera. Ocalone dzieła sztuki, zarówno uratowane z ruin Gdańska, jak i te zwożone "z terenu", umieszczano w składnicach konserwatorskich.
Niekiedy sukces był tylko połowiczny, bowiem uratowane zabytki transportowano nie do Gdańska, a do Warszawy. Pretekstem była konieczność specjalistycznej konserwacji. Taki los spotkał m. in. sporo obiektów z kościoła Mariackiego, odnalezionych w Mierzeszynie (Ołtarz Jerozolimski), Lublewie, Hopowie czy Kartuzach. Nikt nie mógł się chyba spodziewać, że kilkadziesiąt lat po wojnie warszawskie muzeum wciąż będzie uważało się za prawowitego właściciela tych, zagarniętych w niespokojnych miesiącach powojennych, gdańskich zabytków.
Istniała także konkurencja w postaci grupy operacyjnej Komitetu ds. Sztuki przy Radzie Ministrów ZSRR pod wodzą ppłka Leontija Denisowa, która działała w Gdańsku i okolicach od kwietnia do września 1945 r. Największym sukcesem tej ekipy (i zarazem porażką Kilarskiego) było splądrowanie schronu w podziemiach Zbrojowni. 5 maja 1945 r. Rosjanie natrafili na wejście do tego pomieszczenia i natychmiast obstawili teren wojskiem, dzięki czemu bez przeszkód mogli do 12 maja wydobyć i wywieźć cenny łup. Kilarski wiedział, że właśnie tam zostały w ostatnich tygodniach przed nadejściem frontu (24 lutego i 3 marca) umieszczone niektóre obrazy i ryciny z Muzeum Miejskiego, w tym także najcenniejszy obraz, miniatura pędzla Hansa Holbeina młodszego; udał się natychmiast do Zbrojowni, jednak sygnał ostrzegawczy zatrzymał go w dużej odległości od budynku, przed którym stała gotowa do załadunku ciężarówka. Łącznie grupa ppłka Denisowa zdołała zdobyć i wysłać do muzeów Moskwy i Leningradu, wg ewidencji, ponad 14 tys. dzieł sztuki! Z tego w 1956 r. Związek Radziecki zwrócił do Gdańska 4595 prac.
Konkurentami dla Jana Kilarskiego w wyszukiwaniu ewakuowanych zabytków byli wreszcie zwykli szabrownicy, zarówno umundurowani jak i cywilni. Ich łupem padła prawdopodobnie odlana z brązu chrzcielnica z Kościoła Mariackiego i cały szereg innych przedmiotów. Wiele cennych zabytków uległo też zniszczeniu dlatego, że żołnierze po prostu wyrzucili je ze skrzyń, w których były zapakowane. Taki los spotkał m. in. większość zbiorów prehistorycznych, ewakuowanych do Przyjaźni pod Żukowem, porcelanę, fajansy, szkła, tkaniny i meble z Muzeum Miejskiego wywiezione do Przywidza, oraz część wyposażenia kościoła św. Bartłomieja, które znalazło się w Bolszewie k. Wejherowa. Solidne skrzynie były przecież potrzebne do pakowania zdobycznych maszyn do szycia i zegarków...
Pumeks, byłbym wdzięczny za całościowy opis Twojego stanowiska. W przytoczonych przez Ciebie, pogrubionych zdaniach, z wywiadu z Jackiem Friedrichem oraz z Twojego tekstu nie mogę złożyć spójnego obrazu.
Napisz i jednocześnie wyedukuj nas w jednolitym tekście.
Muzeum Narodowe vs. Bazylika Mariacka. "Szlachecki zajazd dzieł"
- Wszystko odbyło się na zasadach partnerskich. Rozumieliśmy argumenty Kościoła. Mieliśmy nadzieję, że Kościół rozumie nasze - o bezprecedensowym pozwie Muzeum Narodowego w Warszawie przeciwko Bazylice Mariackiej w Gdańsku Cezary Łasiczka rozmawiał z dr Agnieszką Morawińską, dyrektor Muzeum Narodowego.
Cezary Łasiczka: Wydaje się, że mamy do czynienia z nowym konfliktem państwo - Kościół. Jaka jest geneza tego konfliktu?
Agnieszka Morawińska: Na początku lat 90. w określonej sytuacji politycznej i historycznej Muzeum Narodowe w Warszawie, ulegając prośbie polityków gdańskich i proboszcza Bazyliki Mariackiej, użyczyło osiemnaście dzieł, które są własnością Muzeum, czyli Skarbu Państwa. Te dzieła, zgodnie z umową depozytową, nadal pozostają własnością Muzeum Narodowego, które jako właściciel ma obowiązek dokonywać kontroli konserwatorskiej. Umowa z Parafią Kościoła Mariackiego wygasła 10 lat temu. Proboszcz odmówił podpisania nowej, oznajmiając, że dzieła są własnością Bazyliki, jego własnością.
Czy to możliwe, aby Kościół przejął własność państwa?
- Muzeum Narodowe musi działać zgodnie z prawem, a prawo obowiązuje wszystkie podmioty, również Kościół. Nastąpiło coś w rodzaju szlacheckiego zajazdu osiemnastu dzieł. Jedyne co nam pozostaje, to trzymać się prawa i doprowadzić do podpisania nowej umowy między Muzeum a parafią Bazyliki oraz do dopuszczenia konserwatorów muzealnych do samych zabytków.
Co to za zabytki?
To retabula ołtarzowe oraz ich części, które stanowiły dawniej wyposażenie kościoła pod zarządem gminy ewangelickiej. Nie ma ciągłości prawnej dziedziczenia Parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i gminy ewangelickiej, do której kościół należał dawniej.
Trwało to prawie 400 lat, od roku 1572 do 1945 ...
Co więcej, to nie Muzeum odebrało Kościołowi te dzieła. Wyprowadzili je Niemcy, aby ukryć je przed armią radziecką i szabrownikami. Część z tych rzeczy znalazła się w muzeach niemieckich. Ogromna część została odzyskana przez Ministerstwo Kultury i Sztuki oraz Muzeum Narodowe. Co ciekawe, ksiądz proboszcz Bazyliki nie występuje o obiekty, które znajdują się w muzeach niemieckich.
Czego dotyczy sedno sprawy? Proboszcz uważa, że zabytki są własnością parafii, a Muzeum Narodowe nie ma do nich praw.
Więcej, wymaga się od nas przekazania pozostałych ołtarzy, które stanowią najcenniejsze obiekty w galerii sztuki średniowiecznej i nadal znajdują się w Muzeum Narodowym.
Jakie są możliwe rozstrzygnięcia tego konfliktu?
Muzeum Narodowe chce reaktywować umowę spisaną przed dwudziestu laty. Zapisano w niej m.in., że te obiekty są własnością Muzeum Narodowego, znajdują się w depozycie Bazyliki Mariackiej w Gdańsku i w każdej chwili mogą mieć do nich dostęp konserwatorzy Muzeum Narodowego w Warszawie. Niczego więcej nie żądamy, nie chcemy niczego odbierać siłą.
Jeśli dojdzie do procesu, wyrok w tej sprawie będzie interesujący. Może sporo powiedzieć o relacjach państwo - Kościół oraz o tym, jak związki wyznaniowe respektują wyroki sądów polskich.
Cała sprawa ma także dalsze implikacje. Dzieła sztuki są chronione międzynarodowymi umowami prawnymi tak długo, jak pozostają własnością Skarbu Państwa. Jeśli właścicielem zostałaby gdańska parafia, wtedy mogłyby się pojawić roszczenia parafii ewangelickiej, które ma swoje przedłużenie w Niemczech.
Jaka jest różnica pomiędzy wystawianiem dzieła sztuki w kościele i muzeum?
W kościele dzieło jest częścią wielkiego zespołu sakralnego i jego zadaniem jest podnoszenie nastroju. Dzieła sztuki mogą być także swoistą atrakcją turystyczną oglądaną z daleka. Dzisiejszy sposób zachowania wiernych czy turystów w kościele nie skłania do tego, aby te obiekty były w bezpośrednim zasięgu. Zdarza się bardzo dużo kradzieży i aktów wandalizmu. Średniowieczne dzieła, drewniane rzeźby są wyjątkowo wrażliwe na zmiany temperatury, wahania wilgotności. W zachodnich kościołach dzieła sztuki oddawane są do muzeów dla lepszego zabezpieczenia i ochrony. Czasem parafie decydują się na zrobienie tak zwanych kopii konserwatorskich, które znajdują się w kościołach. Są też takie dzieła, których w ogóle nie wolno pokazywać, ponieważ muszą być przechowywane w ciemności. Do takich decyzji potrzeba postawy etycznej wyższego rzędu.
Arcybiskup Głódź przemówił w sprawie sporu o dzieła sztuki - causa finita
Arcybiskup Głódź przemówił w sprawie sporu o dzieła sztuki - causa finita
- Sprawa jest zamknięta. Roma locuta, causa finita. Zresztą rozmawiałem dzisiaj z panem ministrem Zdrojewskim. Oświadczył, że pozostaje, sprawa jest zamknięta, w ogóle nawet nie jest przedmiotem żadnej dyskusji - tak abp Sławoj Leszek Głódź skomentował spór Muzeum Narodowego w Warszawie z Bazyliką Mariacką w Gdańsku.
- Konia ze stajni się nie wyprowadza. Te dzieła sztuki tam są i tam pozostaną, bo one tam były od zawsze (...) Skończmy te monologi, które prawdopodobnie wywołała sama pani dyrektor muzeum. Wyszła przed szyk, ona nie jest symetryczną stroną całego sporu, partnerem jest minister - dodał abp. Głódź.
Agnieszka Morawińska, dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie odpowiada: - Wypowiedź księdza była żenująca. Nie jest tak, że każdy historyczny właściciel ma prawo do dzieł, które są naszym dziedzictwem narodowym. Zabytki z Prus Wschodnich zostały w większości wywiezione przez Niemców,
a państwo je odzyskało i sklasyfikowało. Proboszcz bazyliki zaś nie podpisał nowych umów na użyczenie unikatowych dzieł. Dodatkowo w świątyni są one narażone na kradzież i niszczeją.
Ks. Bogdanowicz nie chce wpuścić konserwatorów, bo "w ten sposób uznałby, że muzeum ma prawo własności" wobec średniowiecznych fragmentów ołtarza, ustalili reporterzy Gazety Trójmiasto.
Spór o dzieła sztuki dotyczy unikalnych na skalę europejską, m.in. tablic Dziesięciorga Przykazań, rzeźbę Pięknej Madonny z 1410 r., ołtarze, skrzynie i świeczniki. Na początku lat 90. zostały one wypożyczone z Muzeum Narodowego bazylice, która teraz nie chce ich oddać.
W tej sytuacji muzeum zdecydowało się na proces.
_________________ „Chamstwu w życiu należy się przeciwstawiać siłom i godnościom osobistom”.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum