Dawny Gdańsk Strona Główna Dawny Gdańsk


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  DownloadDownload

Poprzedni temat :: Następny temat
Śluzy w Przegalinie - Einlage
Autor Wiadomość
Krzysztof 


Dołączył: 14 Lip 2006
Posty: 2564
Wysłany: Wto Sie 18, 2020 8:37 pm   

Z: http://forum.dawnygdansk....er=asc&start=75

podpisane: Einfahrt in die Schleuse zum neuen Weichseldurchstich - wejście w śluzę [prowadzącą] do nowego przekopu Wisły
2 sierpnia 1895
 
 
Krzysztof 


Dołączył: 14 Lip 2006
Posty: 2564
Wysłany: Pią Lut 19, 2021 1:55 pm   

Z: https://historia.trojmiasto.pl/Kajakiem-przez-Wolne-Miasto-n153380.html?fbclid=IwAR156B-CecfHqAAWmNoJmUXOuFaVfp5uYB-_EuJgqi2C1uZJA8s8DfYfwkk&id_zdjecia=506570&type=2#fb_id:gp3:506570,pozycja:11
Na podejściu do śluzy dla tratew.

2848789-Najpewniej-przy-ujsciu-Szkarpawy-do-Wisly-Po-prawej-stronie-zwracaja-uwage-bindugi-Z-albumu-Verein-fur-Kanusport.jpg
Plik ściągnięto 4629 raz(y) 49,41 KB

 
 
pumeks 
Mottlauspucker


Dołączył: 22 Paź 2003
Posty: 7596
Wysłany: Sob Lut 20, 2021 2:35 pm   

Nie wiedziałem, że przed wojną Szkarpawa uchodziła do Wisły :hihi:
_________________
#MuremZaPolskimMundurem
 
Zbych 
Wonneberger

Dołączył: 30 Lis 2011
Posty: 932
Wysłany: Pon Lut 22, 2021 8:32 pm   

Jak powiał wiatr ze wschodu, to uchodziła.
_________________
Tanie nie może być dobre, drogie nie musi.
 
pumeks 
Mottlauspucker


Dołączył: 22 Paź 2003
Posty: 7596
Wysłany: Wto Lut 23, 2021 9:44 am   

(offtop) Przypomniałeś mi dowcip z czasów PRL-u: jak się zachowywać, gdy wieje wiatr ze wschodu?

Odpowiedź: wiać razem z nim! :wink:
_________________
#MuremZaPolskimMundurem
 
Krzysztof 


Dołączył: 14 Lip 2006
Posty: 2564
Wysłany: Nie Maj 16, 2021 10:02 pm   

Z: https://www.facebook.com/...808125275982748
Cytat:
Zdjęcie przedstawia cztery jednostki Straży Granicznej II RP w śluzie Przegalina [stara] wówczas nazywała się Einlage. Sadząc po dacie 2 czerwiec 1932 płyną one z Modlina zapewne do Gdyni przez terytorium Wolnego Miasta Gdańsk. Na zdjęciu wyróżnia się kuter pościgowy BATORY [pierwszy od lewej, przy nim stoi KASZUB. Po prawej dwie pozostałe motorówki.


186510259_4077548675617667_2229335638589499997_n.jpg
Plik ściągnięto 4085 raz(y) 82,71 KB

 
 
Krzysztof 


Dołączył: 14 Lip 2006
Posty: 2564
Wysłany: Pon Mar 21, 2022 8:24 am   

Z: https://www.facebook.com/...003233580622250
Cytat:
Usługi w Einlage (Przegalina, przez krótki czas Łożyska).
Poczekalnia Salewski przy śluzie (1908).
Jeden z niewielu budynków budowanych "za wałem" (od strony Wisły). Stoi do dziś pod adresem Przegalińska 48.
[/quote]

Unnamed1.jpg
Plik ściągnięto 2958 raz(y) 97,17 KB

 
 
Krzysztof 


Dołączył: 14 Lip 2006
Posty: 2564
Wysłany: Sob Maj 07, 2022 8:13 am   

Z: https://www.facebook.com/...034994994112775
Cytat:
Chata na Wyspie

W sierpniu 1895, kilka miesięcy po zakończeniu prac na Przekopie Wisły (31.03.1895) oraz otwarciu śluzy w Einlage (Przegalinie) kadeci szkoły wojennej z Gdańska (Kriegsschule Danzig) odwiedzili te miejsca.
Po tym wydarzeniu zostało kilka mało znanych, ale bardzo interesujących zdjęć.


275900233_1002751040670504_1708758608578550228_n.jpg
Plik ściągnięto 2408 raz(y) 46,39 KB

 
 
Krzysztof 


Dołączył: 14 Lip 2006
Posty: 2564
Wysłany: Pią Wrz 16, 2022 9:32 am   

Za: https://www.facebook.com/...5rJZG2FHSw4Ke7l

Pod koniec relacja z budowy.
Cytat:
XIX-wieczna Przegalina jako miejsce magiczne. Opisana przez Bruno Wilmę w opowieści "Wakacje nad Wisłą w Einalge" z "Unser Danzig" (1958, nr 14, s. 15-16).
"Już jako małe dziecko (urodziłem się w 1881 roku), a później jako dorastający uczeń, spędzałem co roku, przynajmniej wakacje, czasem także jesień, u dziadków w Einlage. Później przyjeżdżałem także z moimi dwoma młodszymi braćmi. W całym roku nie było nic lepszego niż ten wyjazd, a rodzice zawsze wysyłali mnie do Einlage. To nie było łatwe. Mój ojciec był wówczas nauczycielem w Preußisch Stargard, pracując wcześniej w Krakowie. Najpierw więc trzeba było odbyć podróż do Gdańska, z przesiadką w Dirschau. W tym czasie można było dopłynąć parowcem z Gdańska do Einlage. Były dwie możliwości: zielone parowce "Habermanna" oraz statki "Weichsel A.G.". Przez długi czas szalała ostra rywalizacja, która była dość korzystna dla podróżnych. Jedna firma próbowała zwalczyć drugą, oferując tańsze bilety i wszelkiego rodzaju zniżki. Habermann stopniowo okazywał się słabszy, a lepiej finansowany "Weichsel A.G." wygrał wyścig.
Nawet podróż z Gdańska do Einlage była wyjątkowo piękna i ciekawa. Liczne przystanki po drodze zawsze przynosiły nowe urozmaicenia. Zwłaszcza przełom Wisły w Neufähr był z niecierpliwością oczekiwany, gdyż w oddali widać było Bałtyk, a przy sprzyjającym wietrze, był on bardzo pożądany, można było również odczuć jego działanie poprzez mniejsze lub większe kołysanie parowca. Zawsze wydawało mi się to zdecydowanie za krótkie. Po drodze spotykało się niezliczone statki wszelkiego rodzaju, a przede wszystkim tratwy (flisaki) "Flissakena", które przewoziły tą drogą duże ilości drewna z Polski do Gdańska. Nie było to jednak tak romantyczne, jak wyglądało i jak zostało to kilkakrotnie opisane.
W tym czasie państwo zrobiło bardzo dużo dla pruskiej części Wisły, ale było to konieczne również ze względu na występujące niemal co roku niebezpieczeństwo powodzi, które było spowodowane zatorami lodowymi na wiosnę i nierzadko prowadziło do pęknięcia zapory i dużych powodzi. Najbardziej gwałtownym wydarzeniem było przedarcie się Wisły w Neufähr w 1840 r. Brzegi Wisły były zabezpieczone groblami, przez które kierowano nurt z brzegów na środek koryta. Były one stale ulepszane i odnawiane, ale stawały się bezużyteczne podczas ciężkich warunków zimowych.
Przy wale zbudowano drewniane pomosty, które służyły jako przystanki dla parowców. Kapitan miał niekiedy wiele kłopotów podczas cumowania, by swoich podróżnych odstawić na brzeg. Dla nas, dzieci, cumowanie nie mogło być trudne. A teraz wreszcie byliśmy u naszego wytęsknionego celu.
Wspaniały czas zawsze zaczynał się w Einlage. Tam, "na wsi", dla nas, mieszkańców miast, nie było w ogóle nudy. Były konie i krowy, zawsze jakiś pies, który po kilku latach wyglądał inaczej i miał inne imię, koty, kury, gęsi, kaczki i inne zwierzęta. Przede wszystkim były to dwa drzewa wiśniowe, tuż na lewo od ścieżki, gdy schodziło się z nasypu i wchodziło na posesję dziadka. Chronili owoce jak się tylko dało do przyjazdu wnuków, choć szpaki - w dużych stadach zrobiły wszystko, by zjeść nasz udział w smacznych czereśniach.
Mój dziadek posiadał jeszcze zabytkową kufrówkę, do której sam odlewał pociski. Ja z nabożną czcią obserwowałem. Następnie ładowano karabin, również pracochłonne zajęcie, i oddawano strzał bez celowania. Rozlegał się głuchy huk, całe stado wylatywało w górę skrzecząc - a po około godzinie wracało się znowu na drzewach. Pewnie wiedziały, że to nie było na poważnie. Nie pozwalano nam też, obsługiwać tak często, jak by nam się podobało, "grzechotki" lub "skrobaczki". Były to bardzo wyszukane instrumenty z drewna, które wytwarzał ogromny hałas, obracając się wokół własnej osi. Robiło to na ptakach jeszcze mniejsze wrażenie niż strzał bo w krótkim czasie wszystkie były z powrotem. Mimo to i tak mieliśmy w zbiorach duży swój udział. Użyliśmy tej broni niezgodnie z jej przeznaczeniem, miała ona służyć do ogłaszania alarmu przeciwpożarowego w nocy bo zagrody były od siebie oddalone. Wielkim wydarzeniem - zwłaszcza dla nas, dzieci, które musiały się wtedy wykazać "dobrym wychowaniem" - był letni zjazd rodziny Wilmów w Einlage. Mój ojciec, najmłodszy ze wszystkich, miał pięcioro żyjącego rodzeństwa, brata i cztery siostry, które spotykały się tam od czasu do czasu. Mieszkali w Berlinie, Breslau, Tilsit, Neuteich i Danzig, ale w lipcu co jakiś czas świętowali ponowne spotkanie. Zawsze odbywała się wielka uczta, a głównym daniem była zupa z węgorza, do której używano węgorzy grubych jak ramię. Jadło się go zawsze na świeżym powietrzu pod drzewami owocowymi, bo dziwnym trafem w tamtych latach w miesiącu lipcu była dobra pogoda. Dziadek często zabierał mnie ze sobą, gdy wcześnie rano łowiono węgorze. Używano "pułapki na ryby", które umieszczano w Wiśle. Były to kosze specjalnie kunsztownie wyplatane z wierzby, w które zaplątywały się węgorze i minogi, szczególnie delikatny rodzaj ryb. Rano opróżniano pułapki na ryby, a następnie wrzucano je z powrotem do wody jako przynętę z haczykiem. Oczywiście mój dziadek nie tylko w lipcu łowił ryby. Gdy był młodszy, co roku na Boże Narodzenie otrzymywaliśmy "Lüschke" (koszyk wypleciony z drewnianej rafii) z lampasami i butelką Machandlu.
Sprawiało mi to wielką przyjemność, gdy pozwolono mi wziąć udział w szkolnym festiwalu Einlage na wydmach koło Schnakenburga. Nauczycielem szkoły był "wujek" Hermann Korsch. Czczony i ceniony nauczyciel, uczył całe pokolenia uczniów i wychowywał ich na zdolnych ludzi. Wszyscy mieszkańcy Einlage, których znałem - a było ich całkiem sporo - i ci, których nie znałem (z wyjątkiem starych, oczywiście), chodzili do jego szkoły. Oczywiście chodziła tam także moja matka i wszyscy moi liczni wujkowie i ciotki, i prawie wszyscy osiągnęli sukcesy. Z pewnością w niemałej mierze zawdzięczają to bardzo dobrej edukacji szkolnej, którą otrzymali od swojego zdolnego nauczyciela. Ponieważ po jego przejściu na emeryturę pracę dostał zięć Nitz, pozwolono mu nadal mieszkać w szkole, a ja nadal często się z nim spotykałem, aż do końca jego życia.
Codziennie jako dziecko szło się na śluzę, aby zobaczyć świat zewnętrzny i odwiedzić krewnych i przyjaciół. Z zagrody miałeś tylko widok na północ, na wydmy Bałtyku, a tam nie było wiele ciekawego, tylko pola zbóż i buraków, padoki z bydłem i Triften (ścieżki). Jeśli chciało się zobaczyć rzekę i tętniące na niej życie, jeśli chciało się dotrzeć do zagrody, która nie była bezpośrednio przyległa, trzeba było skorzystać z wałów.
Pewnego lata zdarzyło się coś zupełnie nowego dla mieszkańca - dach posesji dziadka został świeżo pokryty trzciną, co było długotrwałą pracą. Dawniej wszystkie tamtejsze domy miały taki dach, ale stopniowo, ponieważ towarzystwa ubezpieczeniowe od ognia były temu przeciwne, budowano coraz więcej dachów krytych dachówką, czasem nawet blachą cynkową, co wyglądało bardzo brzydko. Ale mój dziadek jeszcze zachował stary zwyczaj.
Pewnego razu czekała na mnie nowa niespodzianka. Dwóch moich wujków kupiło "Lomm", mniejszą barkę wiślaną z masztem i odpowiednimi żaglami. Wykorzystywali go do wykonywania wszelkiego rodzaju frachtów kontraktowych, głównie do zwożenia materiału z piaszczystych ławic w rzece do innych miejsc, gdzie go brakowało. Płynąłem z nimi kilka razy i to zawsze było coś wyjątkowego. Ale pewnego lata, gdy wróciłem, Lomma już tam nie było! Co roku jeździliśmy z rodzicami raz lub kilka razy naszą barką przez Wisłę do Schönrohr, gdzie jedna z młodszych sióstr mojej mamy miała ślub. Wuj posiadał okazałe gospodarstwo, w skład którego wchodził mały wiatrak. W tamtych czasach było jeszcze wiele większych wiatraków, a jeden pracował również w Einlage.
Kiedy trochę dorosłem chodziło się czasem z wujkiem, później także samemu, do karczm, których było tu trzy. Pierwsza była tam, gdzie wieś zaczynała się na zachodzie. Prowadził ją Luchts Johann wraz z siostrą, oboje niezamężni. Szukał on też zajęcia jako rybak, bo knajpa była trochę na uboczu. Machandel był narodowym napojem w całym Gdańsku i przychodził na niego pies Szpic, który był od niej całkowicie uzależniony. Było to z pewnością bardzo złe, ale goście dawali temu psu cukier nasączony Machandlem, tak że bywał on niekiedy zupełnie pijany. Po przeciwnej stronie wsi znajdował się Klomhusa, ale rzadko tam chodziliśmy. W środku między nimi Grünwitzki miał swoje domy towarowe'; można to tak nazwać, bo można tam było kupić wszystko, że tak powiem. Dobra lokalizacja ułatwiała też odwiedzanie tamtejszego pubu, zwłaszcza że główna rampa wyładunkowa dla wszystkich parowców znajdowała się w dole przy nabrzeżu.
Tak mijały lata i zawsze miło było wrócić do Einlage. Kiedy zbudowano wielki kanał, przez który Wisła dostała nowe ujście w Schiewenhorst wszystko się zmieniło. Ciągłe i ogromne trudności, jakie powstawały niemal co roku z powodu zatorów lodowych w okolicach Einlage, które wielokrotnie prowadziły do przerwania zapór i zalania dużych obszarów, zmusiły rząd do nadania Wiśle prostszego i znacznie skróconego kierunku. Zbudowano ogromny kanał, który zaczynał się poniżej Einlage i dochodził do Bałtyku w Schiewenhorst. To, co udało mi się wtedy zobaczyć, było naprawdę przytłaczające. Tysiące robotników, w tym bardzo wielu Włochów, było zajętych tworzeniem tego nowego koryta dla Wisły. Ogromne koparki wydrążyły je, pociągi ciągnięte przez lokomotywy spiętrzały ziemię, tworząc wysokie tamy po obu stronach nowego koryta rzeki. W końcu zbudowano śluzy i bieg Wisły od Einlage do Neufähr został zablokowany tamą: odtąd istniała już tylko "martwa", czyli pozbawiona strumienia Wisła. Wszystko to było wielkim postępem i tu także rozpoczęła się nowa era, zwłaszcza że zbudowano linię kolejową z Gdańska do Nickelswalde. Ale "stare dobre czasy" (!) dla mnie i wielu mieszkańców wsi minęły. Oczywiście, żałowałem tego tylko na początku, potem już nie."
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Dawny Gdańsk Strona Główna

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template subTrail v 0.4 modified by Nasedo. adv Dawny Gdansk