Dawny Gdańsk Strona Główna Dawny Gdańsk


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  DownloadDownload

Poprzedni temat :: Następny temat
Gustloff
Autor Wiadomość
Corzano 
bi-cyklista
z Północy


Dołączył: 18 Lis 2004
Posty: 4572
Wysłany: Czw Lut 04, 2010 6:59 am   

Czy może ktoś zacytować treść tablicy, która wywołała takie zamieszanie?
_________________
 
pumeks 


Dołączył: 22 Paź 2003
Posty: 7279
Wysłany: Czw Lut 04, 2010 8:14 am   

Z artykułu Gdynianie pamiętają o ofiarach z Gustloffa:

z7512759X.jpg
Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta
Plik ściągnięto 7458 raz(y) 79,71 KB

_________________

 
groszek 


Dołączyła: 15 Lis 2007
Posty: 996
Wysłany: Czw Lut 04, 2010 7:10 pm   

2xM napisał/a:

Przyznam, ze ciężko zachować dystans gdy słyszy się takie bzdury z ust "wybrańców Narodu".
Dostojny Wieśniak napisał/a:
Funkcjonariusze partyjni oddelegowani do odpowiedzialnej pracy na odcinku sejmowym z reguły plotą bzdury. Do tego służą
:== Brawo panowie. A ofiarom pamięć, i znicz na Święto Zmarłych i trochę szacunku
2xM napisał/a:
Osób, które zasłużyły sobie na śmierć było na tych statkach niewiele w stosunku do ogólnej ilości ofiar.
A tak na marginesie moja teściowa(wtedy małe dziecko ) miała wraz z rodziną uciekac na Gustlofie a mogę zaręczyć że to porządni ludzie.Szacunek Kościołowi w Gdyni za umieszczenie tablicy , lepiej póżno niz...
_________________
mały kot na wielkiej drodze...
 
Fasola_Gdańsk 

Dołączył: 30 Mar 2005
Posty: 111
Wysłany: Pią Lut 05, 2010 11:38 am   

Nie wiem na ile to prawda, ale moja babcia ktora w czasie okupacji byla sluzaca u bogatych i wysoko postawionych Niemcow (roznych) wspominala cos o prywatnej lodzi podwodnej nalezacej do wlascicicieli gdanskiej stoczni, ktora ta lodzia mieli uciekac. Babcia nie chciala uciekac z Gdanska, a lodz nie doplynela do celu. Nie wiem na ile to fantastyka Babcii...

Z tego co opowiadala byla sluzaca u jakiegos oficera gestapo, ktoremu musiala myc buty z krwi w tajemnicy przed reszta rodziny. Oficer ten "zalatwil" jej lekarza jak upadla i rozciela sobie noge (ta pomoc oficera byla dla niej szokiem). Potem byla sluzaca u tego lekarza, ktory w czasie wojny zmarl i ona do dzisiaj zapala swieczke tam gdzie powinien byc jego grob przy ul. Bema w parku, no a potem sluzyla wlasnie u tych stoczniowcow. No i ci stoczniowcy chcieli ja zabrac ze soba. Nie sila, dobrowolnie, wspominala ich wszystkich raczej dobrze.

Jeszcze raz powtarzam, ze nie wiem ile w tym jest prawdy...
 
 
pumeks 


Dołączył: 22 Paź 2003
Posty: 7279
Wysłany: Pią Lut 05, 2010 11:52 am   

Fasola_Gdańsk napisał/a:
wspominala cos o prywatnej lodzi podwodnej nalezacej do wlascicicieli gdanskiej stoczni

Ale której? bo Stocznia Schichaua od 1929 r. była już "państwowa", a Stocznia Klawittera upadła w 1932 r., po tej dacie w Gdańsku pozostaly tylko jakieś małe prywatne stocznie, coś mi się nie wydaje, by ich właściciele dysponowali własnymi U-bootami :???:
_________________

 
Fasola_Gdańsk 

Dołączył: 30 Mar 2005
Posty: 111
Wysłany: Pią Lut 05, 2010 12:23 pm   

pumeks napisał/a:
Fasola_Gdańsk napisał/a:
wspominala cos o prywatnej lodzi podwodnej nalezacej do wlascicicieli gdanskiej stoczni

Ale której? bo Stocznia Schichaua od 1929 r. była już "państwowa", a Stocznia Klawittera upadła w 1932 r., po tej dacie w Gdańsku pozostaly tylko jakieś małe prywatne stocznie, coś mi się nie wydaje, by ich właściciele dysponowali własnymi U-bootami :???:


Nie wiem naprawde. Moze sam cos przekrecam i to byla zwykla lodz. Moze to byla lodz podwodna, ale nie stoczniowcow a jakichs innych wplywowych ludzi. W kazdym badz razie babcia o okresie wojny BARDZO niechetnie opowiada, bardziej wspomina to co przed wojna, ale zadnych rewelacji ktore moglyby Was zaskoczyc. I jest tez bardzo prosta kobieta wielu rzeczy nierozumiejaca, zwlaszcza technicznych, wiec moze i stad jakies przeklamanie. Ale nie wydaje sie to tez jakies bardzo nieprawdopodobne.
 
 
2xM 


Dołączył: 11 Wrz 2008
Posty: 227
Wysłany: Pią Lut 05, 2010 12:50 pm   

Możliwe, że jest to kolejna legenda tamtych dni, możliwe, że echo jakichś gorączkowych rozważań, ale potrafię sobie wyobrazić sytuację, w której byłoby to prawdą...
W prywatną łódź podwodną zdolną do pełnomorskiego rejsu jakoś ciężko mi uwierzyć, ale Kriegsmarine stosunkowo często wykorzystywało U-Booty w charakterze "podwodnych ciężarówek" do transportu cenniejszych materiałów i wyposażenia - również cennych dla III Rzeszy osób. Kursowały w tym charakterze po całym niemal świecie. Mogę wyobrazić sobie, że przy pomocy U-Boota planowano ewakuację dokumentacji i być może również części wyższego personelu. Nie sądzę jednak, żeby dotyczyło to również służących.
Druga możliwość to faktycznie "prywatny" rejs zorganizowany przez dyrekcję stoczni na jakimś doświadczalnym, czy zbudowanym, ale nie przekazanym Kriegsmarine okręcie (według Akademii Rzygaczy u Schichaua 27 marca łupem Sowietów padło "wiele gotowych i prawie gotowych okrętów podwodnych"). Biorąc pod uwagę skalę produkcji pod koniec wojny znalezienie czegoś zdatnego do żeglugi nie powinno być dla dyrekcji wielkim problemem. Wówczas dobór pasażerów byłby bardziej dowolny.
Ciekawe, czy da radę zweryfikować jakoś tę historię.
_________________

 
Fasola_Gdańsk 

Dołączył: 30 Mar 2005
Posty: 111
Wysłany: Pią Lut 05, 2010 1:56 pm   

Nie wiem jak mozna to zweryfikowac innym zrodlem niz opowiesci mojej babci. A babcia bardzo niechetnie o tym opowiada, raczej sama musi wejsc w tok opowiadania o wojnie, bo na pytania nie odpowie, albo sprytnie zmieni temat po dwoch zdaniach... Jedynie o tym lekarzu bardzo dobrze sie wypowiada, ze pomagal wszystkim, i Polakom i Niemcom na rowni, i wielu ludzi uratowal. Ale wszystko ogolniki. Przy okazji sproboje cos spytac ale moze wyjsc roznie...
 
 
pawel.45 
z komódeczki

Dołączył: 26 Sie 2006
Posty: 781
Wysłany: Pią Lut 05, 2010 3:31 pm   

Zorganizowanie prywatnego rejsu okrętu podwodnego w tamtym czasie i miejscu uważam za całkowicie niemożliwe. Każdy okręt podwodny zdolny do odbycia rejsu nawet wyłącznie transportowego a nie bojowego był dla władz niezwykle ważny – nie mógł więc znaleźć się w prywatnych rękach. Samowolne wypłynięcie z portu Gdańsk nie było w żaden sposób możliwe.
To, że w Rosjanie zdobyli w Gdańsku wiele okrętów podwodnych „gotowych i prawie gotowych” świadczy o tym, że nie były one zdolne do odbycia rejsu nawet w celu ewakuacji. Brak paliwa czy akumulatorów w ostatnim okresie wojny decydował o tym.
Wątek Fasoli jest moim zdaniem niezrozumieniem Babci, albo Jej nierealnym rozumieniem ówczesnych zdarzeń.
 
2xM 


Dołączył: 11 Wrz 2008
Posty: 227
Wysłany: Pią Lut 05, 2010 9:34 pm   

pawel.45 napisał/a:
Zorganizowanie prywatnego rejsu okrętu podwodnego w tamtym czasie i miejscu uważam za całkowicie niemożliwe.
Dlatego napisałem "prywatny", czyli de facto służbowy - powód: "Ewakuacja dokumentacji i personelu technicznego celem wznowienia produkcji, gdy losy wojny odwrócą się, a nasza niezwyciężona armia ruszy ku ostatecznemu zwycięstwu."
pawel.45 napisał/a:
To, że w Rosjanie zdobyli w Gdańsku wiele okrętów podwodnych „gotowych i prawie gotowych” świadczy o tym, że nie były one zdolne do odbycia rejsu nawet w celu ewakuacji.
Domyślam się, że nie był to prezent urodzinowy dla Stalina. Pytanie tylko ile okrętów udało się jednak ewakuować i czy możliwe, że na ich pokładzie był ktoś oprócz marynarzy. Myślę, że nie można kategorycznie tego wykluczyć.
pawel.45 napisał/a:
Samowolne wypłynięcie z portu Gdańsk nie było w żaden sposób możliwe.
Wypłynąć to jedno, pytanie jak by ich przywitano w Rzeszy... Ja stawiam na pluton egzekucyjny za tchórzostwo i kilka innych "drobniejszych" przewinień.
Oczywiście takich dywagacji nie należy brać zbyt poważnie (zastanawiam się, czy nie powinny zostać wydzielone z tego wątku). Zapewne mamy do czynienia ze zwykła ludzką konfabulacją (i myślę, że to nie Babcia była jej autorem), na zasadzie: Jak uciekł z Gdańska szef stoczni produkującej U-Booty - Wsiadł na jeden z nich i tyle go widziano...
_________________

 
Ponury2 


Dołączył: 01 Cze 2007
Posty: 768
Ostrzeżeń:
 4/4/6
Wysłany: Pią Lut 05, 2010 11:08 pm   

Fasola_Gdańsk napisał/a:
Nie wiem jak mozna to zweryfikowac innym zrodlem niz opowiesci mojej babci.


Sądzę, że są to niestety jedynie bajeczki dla wnuków. Na logikę, jaka łódź prywatna... :głupi_ty:
_________________
"Ci, którzy się boją, umierają codziennie. Ci, którzy się nie boją, umierają tylko raz."

Giovanni Falcone (1939-1992), włoski sędzia śledczy, poległy w walce z mafią.
 
 
Fasola_Gdańsk 

Dołączył: 30 Mar 2005
Posty: 111
Wysłany: Pią Lut 05, 2010 11:51 pm   

W bajeczki dla wnukow nie wierze, bardziej w niezrozumienie czegos, o czyms Babcia nie miala pojecia. Gdyby chciala "bajeczkowac" to by o tym opowiadala w kolko, a ona w ogole o wojnie nie chce mowic. Jednak naprawde jest osoba prosta nie znajaca sie na wielu rzeczach. Zreszta wyksztalcenie owczesnych ludzi nie jest oszalamiajace... Z ciekawostek to kiedys jej pokazalem kilka fotek na tym forum, i wszystko rozpoznawala, nazwala po niemiecku, i o coponiektorych zdjeciach nawet troche poopowiadala. Jak pisalem wczesniej wszystko pokrywalo sie z wiedza juz tu zawarta, ale z bajeczkowaniem tez nie mialo nic wspolnego, czy jakimis wymyslami powstalymi przez kilkadziesiat lat...

Na zdrowy rozum, bogaci i wplywowi Niemcy musieli miec sposob na ewakuacje. Nie wierze, ze nie wiedzieli o zblizajacych sie Rosjanach, i planowali uciekac z "plebsem".
 
 
tobocian 


Dołączył: 19 Sty 2007
Posty: 683
Wysłany: Czw Lut 11, 2010 11:58 am   

Na pewno nie chodziło o prywatną łódź ew.po naprawie lub czymś podobnym i rozumieć to trzeba że
Fasola_Gdańsk napisał/a:

Na zdrowy rozum, bogaci i wplywowi Niemcy musieli miec sposob na ewakuacje. Nie wierze, ze nie wiedzieli o zblizajacych sie Rosjanach, i planowali uciekac z "plebsem".

czyli jakis rejs próbny,próba wytrzymałościowa tudzież przetransportowanie ważnych oficjeli drogą morską...
Oficerowie wywozili przecież skrzyniami to co udało się "mieć" w posiadaniu po 1939 wszędzie na terenach zajętych.
_________________

 
 
Fasola_Gdańsk 

Dołączył: 30 Mar 2005
Posty: 111
Wysłany: Wto Mar 30, 2010 8:32 pm   

Nie wiem czy to dobre miejsce, ale jest szansa zweryfikowac wiedze mojej babci, i jednoczesnie chociaz postarac sie odpowiedziec na dwa Jej pytania, gdyz udalo mi sie z Nia troche porozmawiac i poznalem z grubsza Jej historie wojenna, i robilem sobie tez male notatki, wiec ja nie przekrece tego co mowila ;)

No wiec babcia mieszkala sobie pod Czerskiem w rodinnej wsi, az zostala skierowana do sluzby u niejakiego Helmut`a Muller`a (u z kropeczkami) ktory byl chyba doktorem, i ze sluchu piszac ubershaftfuhrer`em wiceprezydentem policji (gestapo?) w Gdansku w latach 44-45, mieszkal przy Ferberweg 2. Potem awansowal na prezydenta policji w Gdyni i mieszkal w Gdyni przy Eugen Strasse 2. Babcia podczas domowych obowiazkow spadla z drabiny i rozwalila sobie kolano. Przeszla operacje tego kolana (pokazywala mi paskudna blizne) i dostala zwolnienie lekarskie. Wrocila do pracy (sluzby) wieczor przed uplywem waznosi tego zwolnienia. Nie mogla znalezc w swoich tobolkach kluczy do mieszkania, wiec zapukala. Otworzyl jej pan domu, ktory byl do tej pory bardzo kulturalny. Wzial ja do pustego pokoju, i opieprzyl za to, ze jego dzieci maja katar, i to przez babci spacerki. Babcia cos odpyskowala, dostala w twarz i uciekla. Zlapali ja, trafila do aresztu w Gdynii w sasiedztwie domu tego Mullera, tlumaczyla sie ze nie uciekla bo miala jeszcze zwolnienie, Gestapowcy uroili sobie ze jest w ciazy, jeden za obiecanie ze babcia bedzie z nim "spala" zgodzil sie ja wypuscic, ona sie zgodzila, wypuscili ja i uciekla do Czerska.

Pytanie babci jest takie, co sie stalo z tym Helmutem Mullerem. Chociaz babcia sie domysla...

Nastepnie przyszlo pisemko, ze ma sie zglosic do urzedu pracy w Gdansku. Przydzielili ja do sluzby u dra Josepha (Josefa) Bunger (u z dwoma kropeczkami), na ulicy Schwarzes Mier (Meer) 1 (po polsku "czarne morze"). Bylo to podobno w okolicy jakiegos kosciola Mennonitow bodajze. Doktor kolo tego kosciola mial nawet garaz z samochodem, ale sowieci go spacyfikowali. U Bunger`a babcia jak sama mowi miala lepeij jak w domu. Z jego zona byla jak z przyjaciolka, do dra wpuszczala jako pierwszych Polakow, i ogolnie sobie conieco mogla porozrabiac. Dyrektorzy stoczni i inne szychy byly goscmi tego domu, i jak sie domyslam, o tych lodziach podwodnych musiala poprostu podsluchac. Doktor zmarl na tyfus w 1945.

Pytanie babci jest takie: zona doktora byla pani Anna Bunger z domu Grunke (u z dwoma kropeczkami), urodzila sie w Malborku. Uciekla do Niemiec z 1945 roku, czy da sie ja jakos odszukac? Ja osoboscie nie wiem gdzie szukac...
 
 
Hochstriess 
von Hochstriess

Dołączyła: 05 Sie 2006
Posty: 834
Wysłany: Wto Mar 30, 2010 10:59 pm   

Schwarzes Meer leży pod ulicą Armii Krajowej, koło kościoła Menonitów ;-)
Oto wycinek z adresbucha 1942:
(Josef Bünger, oczywiście)

Helmut Müller w 1942 roku mieszkał przy Ferberweg 17 (obrazek później)

Bunger1.jpg
Plik ściągnięto 6984 raz(y) 27,72 KB

 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Dawny Gdańsk Strona Główna

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template subTrail v 0.4 modified by Nasedo. adv Dawny Gdansk