Dawny Gdańsk Strona Główna Dawny Gdańsk


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  DownloadDownload

Poprzedni temat :: Następny temat
Dzieje się na Żuławach.
Autor Wiadomość
lotos 

Dołączyła: 05 Mar 2008
Posty: 15
Wysłany: Nie Cze 01, 2008 11:43 pm   

Ja również mam pecha :II
 
ruda 
Mierzeja


Dołączyła: 24 Cze 2007
Posty: 1792
Wysłany: Pon Cze 02, 2008 9:13 am   

Cytat:
I Żuławski Rajd Rowerowy

Do końca maja Klub Turystyczny PTTK w Nowym Dworze Gdańskim przyjmuje zgłoszenia do I Żuławskiego Rajdu Rowerowego. Uczestnicy będą mieli do pokonania trasę z Nowego Dworu przez Nowy Staw, Lichnowy, do Białej Góry i Malborka. Start do pierwszego etapu – 6 czerwca, finisz – w niedzielę 8 czerwca. Współorganizatorami są m.in.: marszałek województwa oraz burmistrzowie Nowego Dworu i Nowego Stawu.

Program rajdu

6 czerwca (piątek)

14.00-16.00 – przyjmowanie uczestników na placu przy Starostwie Powiatowym w Nowym DworzeGd., możliwość odwiedzenia Muzeum Żuławskiego, spacer po mieście z przewodnikiem
16.00 – wyjazd do Nowego Stawu
19.00 – kolacja, spacer po mieście z przewodnikiem
20.00 – ognisko

7 czerwca (sobota)

9.00 – wyjazd w kierunku Białej Góry
14.00 – grochówka na mecie rajdu
15.00-18.00 – dla chętnych: zwiedzanie rezerwatów Mątawski Las i Biała Góra z przewodnikiem lub rowerowa zabawa na orientację
19.00 – konkursy sprawnościowe i wiedzy o Żuławach
20.00 – ognisko

8 czerwca (niedziela)

9.00 – zwiedzanie Izby Pamięci w Szkole Podstawowej w Piekle oraz węzła wodnego Biała Góra
11.00 – uroczyste zakończenie rajdu, wręczenie nagród; przejazd do Malborka z możliwością zwiedzania Muzeum Zamkowego
16.00 – powrót.

Każdy uczestnik otrzymuje znaczek rajdowy, materiały krajoznawcze, potwierdzenie punktów KOT, kiełbaski przy ogniskach oraz grochówkę na mecie rajdu. Organizatorzy gwarantują nagrody dla zwycięzców w konkursach oraz przewóz sprzętu i osób z Białej Góry do Nowego Dworu Gdańskiego (w niedzielę 8 czerwca). Uczestnicy rajdu winni posiadać ubezpieczenie (książeczkę zdrowia), sprawny rower, wyposażony zgodnie z zasadami kodeksu drogowego, śpiwór, karimatę, a także zadbać o wyżywienie i dobry humor.

Komandorem rajdu jest Wiesław Olszewski. Zgłoszenia przyjmowane są do końca maja pod adresem e-mail w.olszewski57@o2.pl lub pod nr telefonu 0 506 170 950. Wpisowe w wysokości 5 zł płatne jest na starcie rajdu.


A proszę bardzo.
Czytajcie i rowerujcie! :==
 
 
Dostojny Wieśniak 


Dołączył: 02 Gru 2007
Posty: 3725
Wysłany: Sro Cze 04, 2008 11:35 pm   

W Cyganku, w skansenie, w budowie unoszą się opary niezwykle szkodliwych wynalazków. Omijajcie, za radą trucicieli to miejsce przez tydzień. :D

DSCN2269.JPG
Plik ściągnięto 13868 raz(y) 65,12 KB

_________________
Poldergeist
 
Corzano 
bi-cyklista
z Północy


Dołączył: 18 Lis 2004
Posty: 4571
Wysłany: Czw Cze 05, 2008 6:36 am   

A co jest napisane na tej kartce?
_________________
 
ruda 
Mierzeja


Dołączyła: 24 Cze 2007
Posty: 1792
Wysłany: Czw Cze 05, 2008 9:00 am   

że gazują! :hihi:
 
 
Dostojny Wieśniak 


Dołączył: 02 Gru 2007
Posty: 3725
Wysłany: Czw Cze 05, 2008 9:34 pm   

Fumigują :D

napis.jpg
Plik ściągnięto 13838 raz(y) 31,61 KB

_________________
Poldergeist
 
ruda 
Mierzeja


Dołączyła: 24 Cze 2007
Posty: 1792
Wysłany: Pią Cze 06, 2008 10:09 am   

W poszukiwaniu technicznych obiektów

Cytat:

Grupa uczniów Technikum Mechanicznego w Nowym Dworze Gd. uczestniczyła w edukacyjnej wycieczce "Szlakiem hydrotechnicznych zabytków sztuki inżynierskiej powiatu nowodworskiego". W czasie jednodniowej wyprawy zobaczyli konstrukcje rozwiązania, które od wieków zabezpieczają Żuławy przed powodziami.

- Co roku planujemy takie terenowe lekcje - tłumaczy Andrzej Grabowski, nauczyciel z Zespołu Szkół Nr 2 w Nowym Dworze Gd. - Koncentrujemy się na technicznych rozwiązaniach stosowanych w obiektach, ale nie tylko. To także poznawanie regionu i jego historii. Dla części młodych osób pewne miejsca są nieznane mimo, że mieszkają w ich pobliżu.

Na niezwykle bogatą sieć hydrograficzną w delcie Wisły składają się liczne rzeki i kanały, gęsta sieć rowów melioracyjnych, oraz urządzenia - przepompownie, śluzy i mosty.

- Ewolucji systemu hydrograficznego towarzyszyło powstawanie szeregu przedsięwzięć będących na ówczesne czasy wspaniałymi rozwiązaniami technicznymi sztuki inżynierskiej - opowiada Grabowski. - Mieliśmy okazję zobaczyć zabytki będące jak na owe czasy śmiałymi rozwiązaniami konstrukcyjnymi, a które służą do dnia dzisiejszego.

Uczniowie zwiedzanie rozpoczęli od miejscowości Rybina, przez stację pomp Chłodniewo, obrotowy most kolejowy na Szkarpawie, odrestaurowane mosty zwodzone. Następnie przez śluzę Głowa Gdańska, ujście Wisły, czynny most zwodzony w Sztutowie dotarli do Tujska.

- Wycieczkę zakończyliśmy przy moście zwodzonym centrum Nowego Dworu Gd. - podsumowuje Grabowski. - Konstrukcja jest w kiepskim stanie, ale mam nadzieje, że doczeka gruntowego remontu, bo czynny most w centrum miasta mógłby się stać wspaniałą turystyczną atrakcją.
 
 
ruda 
Mierzeja


Dołączyła: 24 Cze 2007
Posty: 1792
Wysłany: Pią Cze 06, 2008 10:13 am   

Za tydzień rozpoczynają się Dni Żuław - impreza z latynoskim rytmem

Cytat:
Już w przyszłym tygodniu mieszkańcy uczestniczyć będą w święcie regionu. Tegoroczna edycja Dni Żuław przypada w dniach 13,14 i 15 czerwca. Regionalne święto tradycyjnie rozłożono na trzy dni. Impreza jest także elementem obchodzonego na terenie Pomorza Roku Żuław.

Program jest podobny do ubiegłorocznego, nie zabraknie Turnieju Gmin, Jarmarku Żuławskiego, wręczenia Nagród Burmistrza. Do programu powraca parada motocyklistów, którzy poprowadzą uliczny przemarsz.

W piątek odbędzie się IV Międzynarodowy Festiwal Chórów. W sobotę nie zabraknie imprez sportowych, m.in. II Memoriału Mieczysława Nowaka w podnoszeniu ciężarów. Wieczorem wystąpi najstarszy działający polski zespół muzyczny - Tercet Egzotyczny. Muzycy w godzinnym występie zaprezentują najbardziej znane utwory w stylu latynoamerykańskim. Zaplanowano także inne pokazy artystyczne, w tym grypy z miasta partnerskiego Swietłyj. W niedzielę scenę zajmą artyści i zespoły amatorskie z terenu lokalnych gmin i sołectw. Na zakończenia zagra zespół Noc i Orkiestra Morskiego Oddziału Straży Granicznej.

Program Dni Żuław

13 czerwca
18.00 - IV Międzynarodowy Festiwal Chórów
21.00 - Grzegorz Wilk , koncert z zespołem Wesołe Futra

14 czerwca
10.00 - Jarmark Żuławski
15.30 - Przemarsz korowodu mieszkańców miasta, gości z Niemiec, Rosji i Ukrainy, parada motocyklistów
16.00 - Uroczyste otwarcie Dni Żuław
16.45 - Wręczenie Nagród Burmistrza
18.00 - Żuławska Układanka - prezentacja artystów i zespołów amatorskich z okolicznych gmin
19.45 - Dom Kultury w Swietłyj (Rosja) - program artystyczny
20.30 - Fryderykiana - Suita tańców egzotycznych
21.00 - Tercet Egzotyczny - koncert
22.00 - 2.00 - Zabawa plenerowa

15 czerwca
15.00 - Turniej Gmin Gronowo Elbląskie, Krynica Morska, Lichnowy, Nowy Dwór Gd., Nowy Staw, Ostaszewo, Stegna, Sztutowo
18.00 - Suita Żuławska - widowisko wokalno - taneczne
19.00 - NOC - koncert
20.00 - Orkiestra Morskiego Oddziału Straży Granicznej - koncert



Imprezy towarzyszące

- Plener malarski dla dzieci „Tak widzę Żuławy” - 15 czerwca, od godz.15.00, przy ŻOK
Imprezy sportowe:
- II Memoriał Pamięci im. Mieczysława Nowaka - podnoszenie ciężarów - 14 czerwca, godz. 11.00 - hala „Pilawa”
- Turniej piłki nożnej Oldbojów - 14 czerwca, godz.15.00 - stadion LKS
- I Mistrzostwa Nowego Dworu Gdańskiego w Piłce Siatkowej - 14 czerwca, godz. 10.00 - 16.00, Gimnazjum Nr 1 w Nowym Dworze Gd.
- Żuławski Uliczny Bieg Sztafetowy Młodzieży Szkół Podstawowych i Gimnazjalnych Powiatu Nowodworskiego


ZAPRASZAMY :co_jest:
 
 
ruda 
Mierzeja


Dołączyła: 24 Cze 2007
Posty: 1792
Wysłany: Pią Cze 06, 2008 10:18 am   

wiadomość od Bassy ! :lol:

Cytat:
Serdecznie zapraszamy na Dzień Żuław w Nadbałtyckim Centrum Kultury. Będzie to okazja do zapoznania się z tym regionem. Impreza dobędzie się 7 czerwca w Ratuszu Staromiejskim.

W programie:
Wystawa Kraina wiatraków powraca od 11:00 – 17:00
Wystawa o Żuławach z Cedr Wielkich

Część koncertowa:
15:00 Zespół Pieśni Bursztynki
15:40 prezentacja filmu o wiatrakach Kraina wiatraków powraca – Klub Nowodworski Stowarzyszenie Miłośników Nowego Dworu Gdańskiego
16:00 Capella Antiqua da Camera z Drewnicy – muzyka dawna
16:30 prezentacja filmu o Żuławach (TVP Gdańsk) Ląd na wodzie, czyli żuławski świat Marka Opitza
 
 
ruda 
Mierzeja


Dołączyła: 24 Cze 2007
Posty: 1792
Wysłany: Nie Cze 15, 2008 12:20 pm   zaproszenie

Spływ kajakowy żuławskimi rzekami

Cytat:
Spływ kajakowy żuławskimi rzekami
Już w przyszłym tygodniu rozpoczyna się V Jubileuszowy Spływ Wodami Żuław. Trzydniowa impreza rozpocznie się na rzece Szkarpawie przy śluzie Gdańska Głowa. Wszyscy zainteresowani udziałem w wyprawie muszą dysponować własnym sprzętem kajakarskim i kamizelką asekuracyjną.

- Zapraszamy wszystkich chętnych, nie ma ograniczeń wiekowych, każdy może się dołączyć - mówi Wiesław Olszewski z Klubu Turystycznego PTTK w Nowym Dworze Gd. - Osoby poniżej 18 roku życia także mogą uczestniczyć w spływie, pod warunkiem, że będą pod opieką dorosłych.

Uczestnicy poznają odcinki kilku żuławskich szlaków. Trasa spływu wiedzie przez Szkarpawę, Tugę i Świętą. Organizatorzy proszą o kontakt do 15 czerwca, pisząc na adres w.olszewski57@02.pl, dzwoniąc na numer 0504 134 991, lub 506 170 950. Wpisowe wynosi 5 zł, płatne na starcie spływu.

- Tradycyjnie nie zabraknie pamiątkowego znaczka, każdy uczestnik otrzyma koszulkę spływową, będą także nagrody dla uczestników wieczornych konkursów - dodaje Wiesław Olszewski.

Program spływu

20.06
17.00 - start spływu z Gdańskiej Głowy
20.00 - meta I etapu w Rybinie przy gospodarstwie agroturystycznym rodziny Komorowskich
21.00 - ognisko

21.06

10.00 - wypłynięcie z Rybiny
14.00 - przybycie do Cyganka nad Tugą
15.00 - ceremonia odsłonięcia słupa przyjaźni
16.00 - zwiedzanie kościoła greckokatolickiego i lapidarium
17.30 - wypłynięcie z Cyganka do Nowego Dworu Gd.
19.00 - ognisko przy remizie OSP

22.06
10.00 - wypłynięcie z Nowego Dworu Gd.
15.00 - przybycie do Nowego Stawu
16.00 - zakończenie spływu przy stadionie miejskim



Trochę późno , ale myślę że wszystko można załatwić :wink:

foto. A.Arent.jpg
Plik ściągnięto 13735 raz(y) 26,41 KB

 
 
ruda 
Mierzeja


Dołączyła: 24 Cze 2007
Posty: 1792
Wysłany: Pią Cze 27, 2008 7:37 am   ZAPROSZENIE

Mierzeja Wiślana. Dni Rybaka nad Bałtykiem i Zalewem Wiślanym w ten weekend

Cytat:
Mierzeja Wiślana. Dni Rybaka nad Bałtykiem i Zalewem Wiślanym w ten weekend
Rybacka brać świętować będzie imieniny swoich patronów - świętych Piotra i Pawła. W najbliższą niedzielę w nadmorskich miejscowościach zaplanowano tradycyjne uroczystości.

W porcie w Kątach Rybackich, zgodnie z tradycją, lokalni rybacy przebiorą się w szaty Apostołów i wypłyną w nich na Zalew Wiślany. Wraz z nimi na wodzie pojawi się cała flotylla odświętnie przystrojonych łodzi. Będzie to główny, najbardziej oczekiwany przez wszystkich punkt obchodów II Ogólnopolskich Imienin Piotra i Pawła. Nie zabraknie także festynów dla mieszkańców i wczasowiczów, w czasie których wystąpią znane zespoły muzyczne i aktorzy.

Uroczystości planowane są także w nadmorskiej przystani w Jantarze. Tu gości i rybaków powita Neptun wraz z żoną, Prozerpiną.

- Zapraszamy wszystkich do wspólnej zabawy - mówi Aldona Godek z Urzędu Gminy w Sztutowie. - Gościem specjalnym obchodów będzie Piotr Miazga, aktor znany m.in. z serialu "M jak miłość".
W niedzielę o godzinie 21.30 wystąpi znany zespół rozrywkowy Bayer Full.

Tradycyjnie nie zabraknie sportowych rozgrywek na plaży. Jutro wieczorem zostanie rozegrany turniej plażowej piłki nożnej w Kątach Rybackich. W niedzielę na plaży w Sztutowie odbędą się Mistrzostwa Powiatu Nowodworskiego w Plażowej Piłce Nożnej, zaplanowano również dwudniowy XIV Ogólnopolski Turniej Piłki Siatkowej Plażowej "Trójek"- Mini Camp w Kątach Rybackich.

Program

28 czerwca - turniej piłki nożnej na plaży w Kątach Rybackich.

29 czerwca
16 - otwarcie nowych wystaw w Muzeum Zalewu Wiślanego
17 - koncert orkiestry MOSG
17.20 - święcenie łodzi rybackich w porcie nad morzem
17.20 - święcenie łodzi rybackich w dużym porcie nad Zalewem Wiślanym i przepłynięcie do małego portu w asyście Apostołów
17.40 - święcenie kutrów w małym porcie
17.50 - uroczysty przemarsz do kościoła parafialnego
18.15 - msza św.,rybny poczęstunek, koncert orkiestry MOSG
19 - występ lokalnego zespołu dziecięcego
20.15 - występ zespołu Coctail
21.30 - koncert zespołu Bayer Full
23 - występ zespołu Coctail


 
 
ruda 
Mierzeja


Dołączyła: 24 Cze 2007
Posty: 1792
Wysłany: Pią Cze 27, 2008 6:16 pm   ZAPROSZENIE

FESTYN RYBACKI W JANTARZE.

Rybacy z Jantara zapraszają na obchody święta rybackich patronów.

Program:
29 czerwca

18.30 - uroczysta msza w kościele w Jantarze
19.30 - rybny poczęstunek
20.00 - występy artystyczne
20.30 - konkursy , gry , zabawy dla najmłodszych
23.00 - zakończenie Festynu
 
 
ruda 
Mierzeja


Dołączyła: 24 Cze 2007
Posty: 1792
Wysłany: Nie Cze 29, 2008 3:28 pm   

Historia według profesora stąd


Cytat:
W Roku Żuław jesteśmy...
W województwach pomorskim i warmińsko–mazurskim trwa, ogłoszony przez samorządy wojewódzkie obu regionów, Rok Żuław. W Malborku przypomnieli o tym organizatorzy sesji popularnonaukowej pt. „Jesteśmy stąd” – Stowarzyszenie Gmin i Powiatu Malborskiego. Była to, jak na razie, pierwsza tak duża impreza w ramach Roku Żuław.

Na „własnej” ziemi wystąpił profesor Uniwersytetu Gdańskiego, historyk Wiesław Długokęcki.

– Jestem z Malborka, ale z Nowego Stawu przede wszystkim, ze środka Żuław. Tam mieszkałem 18 lat – mówił prof. Długokęcki. W wykładzie „Żuławy Wiślane na przestrzeni wieków” przedstawił przemiany, jakie zachodziły w naszym regionie od neolitu do współczesności.

Podczas sesji ogłoszono także wyniki konkursu literackiego „Jesteśmy stąd – dom na Żuławach”, który pod patronatem „POLSKI Dziennika Bałtyckiego” zorganizowały Starostwo Powiatowe oraz Stowarzyszenie Gmin i Powiatu Malborskiego. Laureaci (uczniowie gimnazjów, szkół ponadgimnazjalnych i dorośli) odebrali nagrody za prace, w których opisali m.in. swoje lub swoich bliskich przybycie na tzw. Ziemie Odzyskane i pierwsze lata osadnictwa.

Historia według profesora stąd

Sesja popularnonaukowa "Jesteśmy stąd" w Karwanie oficjalnie otworzyła w naszym powiecie obchody Roku Żuław, ustanowionego przez samorządy wojewódzkie Pomorza oraz Warmii i Mazur. Były wykłady i rozstrzygnięcie konkursu literackiego dla mieszkańców "Jesteśmy stąd - dom na Żuławach" - dziś publikujemy prace laureatów w kategorii dorosłych.

Podczas sesji popularnonaukowej wykład "Żuławy Wiślane na przestrzeni wieków" wygłosił profesor Uniwersytetu Gdańskiego, historyk Wiesław Długokęcki.

"Chciałbym zacząć od tego, że jestem z Malborka, ale z Nowego Stawu przede wszystkim, ze środka Żuław, tam mieszkałem 18 lat, dosyć krótko jak na tak długie życie. Ale czuję i jestem przekonany, że jestem zarówno nowostawianinem, jak i malborczykiem. (...)
Pierwsi ludzie pojawili się na Żuławach w neolicie, zatem około czterech tysięcy lat temu. Od tego czasu w mniejszym lub większym natężeniu były one zamieszkane i gospodarczo wykorzystywane. We wczesnym średniowieczu Żuławy były regionem pogranicznym między Pomorzem a Prusami, zasiedlonym przez Pomorzan, czyli Kaszubów, Polaków i Prusów. (...)
Zmiana politycznej sytuacji nastąpiła z chwilą podboju Prus przez zakon krzyżacki w trzynastym wieku, a następnie w momencie zagarnięcia w latach 1308-1309 przez wspomniany zakon Pomorza Gdańskiego. Cała dolina Dolnej Wisły, a w niej także Żuławy geograficznie znalazły się w centrum Państwa Zakonnego. Już w 1237 roku na północno-wschodniej krawędzi Delty Wisły powstał Elbląg, a na początku lat osiemdziesiątych trzynastego wieku Malbork. Właśnie w Malborku wielki mistrz zakonu umieścił w 1309 roku swoją siedzibę i pod jego zarządem znalazła się większa część Żuław. Od drugiego dziesięciolecia czternastego wieku Zakon zaczął przeprowadzać reformę gospodarczą południowej strefy Żuław. W oparciu o istniejące już osadnictwo, ale przede wszystkim ekonomistów sprowadzonych z landów północnych Niemiec, a więc terenów o podobnych warunkach naturalnych zaczęto zakładać wsie o zwartych siedliskach o powierzchni przeciętnie ponad tysiąc hektarów, z reguły z kościołami parafialnymi, posiadające samorząd. Po 1330 roku kolonizacją objęto część północną, około 1350 roku osiągając linię Wisły Elbląskiej, a nawet ją przekraczając. W latach 1330-1350 przeprowadzono kolonizację Żuław Pańskich, najmniej wiemy o akcji osadniczej na Żuławach Elbląskich, ale można powiedzieć, że miała ona miejsce także w pierwszej połowie czternastego wieku i objęła ich południowo-zachodnią część. Ogółem w ciągu kilkudziesięciu lat na Żuławach zreorganizowano lub założono od podstaw ponad sto dużych wsi chłopskich, które połączone zostały siecią dróg i przepraw promowych przez Wisłę. Zagęszczeniu sieci osadniczej towarzyszył też przełom techniczny, nowi osadnicy przywieźli nowe narzędzia. Pełne wykorzystanie żuławskich gleb możliwe było tylko poprzez budowę systemu przeciwpowodziowego, a także odwadniającego, złożonego z kanału i rowu do odprowadzania nadmiaru wody. W ciągu kilkudziesięciu lat Żuławy stały się najbardziej rozwiniętym rolniczo regionem w państwie krzyżackim, za tym szedł wysoki poziom życia i bogactwo ich mieszkańców. Tak jak w państwie krzyżackim, tak i w Rzeczpospolitej Polskiej Żuławy były regionem przodującym, dorobek poprzedniego okresu nie został zaprzepaszczony. (...)
Czego dziś uczy nas historia Żuław? Zmiany, które uformowały się tutaj w pierwszej połowie XIV wieku, to używając dzisiejszych pojęć, wielki proces modernizacji, nowych technologii i dysponujących odpowiednią wiedzą ludzi. Przykład średniowiecznych Żuław pokazuje, że nawet w krótkim czasie region peryferyjny może stać się centralnym, że taka przemiana może się udać."
Za tydzień opublikujemy kolejny wykład z wygłoszonych podczas sesji w Karwanie.

Czesław Przewklekły - I miejsce w kategorii dorosłych

Jak zetknięcie z nową kulturą nauczyło szacunku dla odmienności i złamało stereotypy

W szkole zawodowej w Malborku miałem kilku kolegów, którzy między sobą rozmawiali po niemiecku. Byli autochtonami i tak im było wygodniej. A może wtedy sięgali po niemiecki, kiedy chcieli, żeby inni nie zrozumieli. Nie wiem. Ale wiem, że ten język kojarzył mi się źle, bardzo źle. Ciarki mnie przechodziły szczególnie, jak słyszałem: „faflukte donner veter” (czy jakoś tak). Bo zaraz widziałem dwóch szwabów z pałami zabierających naszą krowę, a najwyraźniej tego z nich, który walnął z całej siły „kańcem” (pałą) w głowę mamy, aż się krwią zalała. Bo mama broniła krowy. Niemiec za powróz krowę z obórki, a mama za ten powróz z powrotem.
Jak teraz Gerard do Huberta mówił po niemiecku, to ja słyszałem te okropne wrzaski zaborców naszej krowiny i przeraźliwy płacz zakrwawionej mamy. I wszystko tutaj na tych „ziemiach odzyskanych” widziałem jako wrogie, obce, niemieckie. Domy z czerwonej cegły z dachami tego samego koloru, mury, nomen omen, pruskie, czego u nas w Kieleckiem się nie spotykało, ciosane kostki brukowe na ulicach. No, a jak ujrzałem potężną twierdzę krzyżacką, to zimny dreszcz mną potrząsnął. Wiedziałem ze szkoły, że to gniazdo krzyżackiego gada i dlatego. Twierdza zbita w gruz przez wojnę i dobrze jej tak – myślałem.
Przytłaczała mnie wielkość wszystkiego: domów, obór, stodół, wozów i narzędzi rolniczych, a nawet koni i krów. Tylko ludziki wśród tego małe i chudzieńkie: przybysze z Wołynia, Galicji, Polesia, Wileńszczyzny i z Kielecczyzny. Te grupy regionalne trzymały się razem i biada mi, gdybym próbował zadawać się, dajmy na to, z Wołyniakiem. A już, Boże broń, z Niemcem, czyli autochtonem. Ci z „centralnej” zjedliby mnie.
A jednak po pewnym czasie zbliżyłem się z Gerardem i Hubertem, a zwłaszcza z tym drugim. A zaczęło się od tego, że Hubert spytał mnie kiedyś:
- A ti, Cieszek, ni masz kanapka?
Ja nigdy nie miałem w szkole „kanapka” ani nic innego do jedzenia, bo kto by mi to dał? Mieszkałem u krewnych 20 km od szkoły, dojeżdżałem wąskotorówką. Oni jeszcze głęboko spali, kiedy ja wychodziłem do kolejki. A zresztą sami biednie żyli. Zjadałem, co było, przed wyjściem i to samo po powrocie.
Mówię jednak do Huberta:
- Miałem, ale zjadłem.
- Ti nie cygań, Cieszek, bo ti ni masz. Masz kawałek ode mnie.
Tak się zaczęło. On przynosił mi kanapki, a ja pomagałem mu z polskiego, bo, tak jak inni autochtoni, miał z nim trudności.
Powoli poznawałem Huberta i Gerarda. I zaczęli mi się podobać, mało: zaczęli mi wieloma cechami imponować. Pracowitość, sumienność, słowność, zamiłowanie do porządku, uczynność, lojalność – to cechy, które u nich ceniłem i które spowodowały, że zaprzyjaźniłem się z nimi. Ba, nawet ich niemiecki przestał mnie straszyć. I rzecz niezwykła, prosiłem, aby tłumaczyli mi na ten język niektóre słowa, i zwroty. Tak że poznałem spory ich zasób. Nigdy tylko nie wspomniałem, aby mi który powiedział co znaczy „faflukte donner veter” (czy jakoś tak). Nie mogłem się przemóc. No i nie zdradziłem się moimi zainteresowaniami niemieckim przed krewnymi i ziomkami bo byłbym wyklęty. Pochwaliłem się za to nauczycielce znanej mi z braku narodowych czy regionalnych uprzedzeń, a ona mi na to:
- W innej rzeczywistości, synku, dobrze jest znać obce języki, ale teraz? Szkoda wysiłku, bo gdzie ty będziesz się tym językiem posługiwał? Przyłóż się lepiej do nauki zawodu.
I tak zostało, czego w późniejszym życiu bardzo żałowałem. Ale o tym później. A co do Niemców: Gerarda i Huberta, to przekonałem się już wtedy, że nie jest ważne, jakiej kto jest narodowości, tylko jaki on jest. Nie miejsce tu na opis przebiegu naszej przyjaźni. Powiem tylko, że przyjaźnimy się do dziś, choć Hubert wyjechał po 1989 roku do Niemiec. (...)
W czwartej klasie technikum znalazłem się w samym sercu Żuław - Nowym Stawie. Odbywałem tam praktykę wakacyjną. Przydzielono mnie do majstra Wilhelma Wenty. Pan Wenta z początku traktował mnie nieufnie. Ale potem jakoś się zbliżył i nawet zaczął mi się zwierzać. Domyślam się, że przekonał go do mnie drobny z pozoru fakt. Kazał mi mianowicie wykonać pewną część do snopowiązałki. Ja to zrobiłem dobrze i w rekordowo krótkim czasie. A majster:
- Ti mie, chłopaku, tak nie hub, bo mie przindzia technik nohmowania i mie obetnie nohma! I co ja zahobia, jo? A mam pięć dzieci, jo. Tedi ti idź w krzaki i leż do fajhantu.
No to ja poszedłem i spałem, aż mnie Wenta obudził o piętnastej.
- Jo, chłopaku, takie teha czasy.
Jak pan Wenta o „takich teha czasach”, to ja mu się zwierzyłem, że mój cioteczny brat ukrywał się z powodu AK do roku 1956. Najpierw w Górach Świętokrzyskich, a potem w Sudetach. To Wenta wtedy opowiedział mi swoją historię. A była ona, w skrócie taka: w trzydziestym dziewiątym zmobilizowano go do polskiego wojska i bronił Gdyni. Tu dostał się do niewoli niemieckiej i wcielono go do Wehrmachtu. Jako element niepewny narodowo wysłany został na front wschodni. Tam dostał się do niewoli sowieckiej i wysłany został na daleki Sybir. Kiedy tworzyło się wojsko Andersa, wstąpił do niego. Przeszedł z II korpusem cały jego szlak bojowy. Zdemobilizowany w Bolonii, wrócił do Polski. A tu na granicy już czekali na niego ubowcy i wsadzili na dwa lata.
- I tera powidz ty mie, chłopaku, kto ja właszcziwie jest: Polak, Niemiec, czy jaki inszy?
Pan Wenta z jego historią przypomniał mi się bardzo niedawno, jak Tuskowi wypominano dziadka z Wehrmachtu. A dla mnie kimkolwiek by był pan Wenta z narodowości, to stał się przyjacielem. Przywołałem te dwa przykłady: Huberta z Gerardem ze szkoły w Malborku i Wilhelma Wenty z Nowego Stawu, bo to dla mnie – kilkunastolatka – było szokujące zetknięcie z nową kulturą, nowym językiem, nową mentalnością. I nauczyło mnie szacunku dla odmienności. Pomogło przełamać spotykane dotychczas stereotypy. (...)
Po przemianach osiemdziesiątego dziewiątego roku u nas i po otwarciu drzwi do Europy budzą się jednak i nadzieje. Żona moja od lat poszukuje śladów swojego ojca, który nie wrócił z wojny. W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku udało nam się dotrzeć do człowieka, który był szefem kompanii ojca. Mieszkał w Głubczycach. Pan Bogdan (to nazwisko) opowiedział nam o przebiegu walk pod Budziszynem. Powiedział między innymi: „do boju poszło nas trzystu osiemdziesięciu, wróciło trzydziestu sześciu. Kryspina wśród nas nie było”. I tyle. Na podstawie jego opowieści, którą spisałem, a w której były dane określające numery plutonu, kompanii, batalionu i pułku, a także nazwiska (rosyjskie) dowódców, uzyskaliśmy z Centralnego Archiwum Wojskowego pismo stwierdzające, że ojciec żony „zaginął bez wieści”. I nic więcej. A jak w ubiegłym roku napisaliśmy tam ponownie, to już przysłali kserokopię karty powołania, karty ewidencyjnej i kilku innych dokumentów zawierających istotne dane. Co prawda, miejsca pochówku nie podali. Ale szukamy go innymi drogami. Zdobyliśmy już, co wcześniej było niemożliwe, dokładne informacje o miejscu zaginięcia ojca. Chcieliśmy tam pojechać i wypytać miejscowych starych mieszkańców. Zwierzyłem się z tego zamiaru przyjacielowi, który często przejeżdża przez tamtą okolicę, jadąc do Niemiec. A on mi na to: „tam ci nikt nic nie powie o walczących tu Ruskich i Polakach. Odwróci się na pięcie i pójdzie nie podejmując rozmowy.” I jesteśmy w kropce: jechać tam, czy nie jechać? Ma rację Jurek, czy nie ma? Przecież i u nas są cmentarze niemieckie. Czy ja bym skąpił informacji poszukującemu Niemcowi? O! W ubiegłym roku przyjechała starsza pani z Niemiec, wyjęła plan naszej wsi i pyta, gdzie tu jest określone gospodarstwo. Zawieźliśmy ją na miejsce, przedstawili gospodarzom. Obejrzała, popłakała się. Bo tam mieszkali jej dziadkowie, a ona jako dziecko - u nich. Po powrocie ugościliśmy ją u siebie kawą i ciastem, ona zrewanżowała się słodyczami i wdzięcznością. I tak powinno być. Co my - współczesne pokolenie - jesteśmy winni temu, co było? A przesiedlenia nie odbywały się ani na ich, ani na naszą prośbę!
* Tytuł pochodzi od redakcji.

Co my - współczesne pokolenie - jesteśmy winni temu, co było?

Helena Biskup - II miejsce w kategorii dla dorosłych

Z domu do domu na Żuławach

Dom w moim życiu miał różne miejsca. Ten baśniowy, choć biedny, stoi do dziś w Malborku na Marszałkowskiej. Drugi dom był w Miłoradzu, równocześnie piękny i bolesny. A potem to już odyseja – Nowy Staw i Malbork. Niestety, nie mam przed sobą Itaki, czyli takiego miejsca, gdzie na mnie ktoś czeka i na powrót mogę być szczęśliwa.
Z miejsca na miejsca...
Tak tułali się moi rodzice, by znaleźć swój dom na Żuławach. Przybyli z Kresów Wschodnich, oboje pochodzą z Wołynia. Mama, Zofia Kopij z domu Zalewska, urodziła się 24.09.1924 r. Mieszkała w Kolonii Gnilak w gminie Silno w powiecie łuckim. Gdy miała dwa lata, zmarł jej ojciec, uczestnik I wojny światowej (z frontu wrócił w 1919 r.). W chwili wybuchu II wojny była piętnastoletnią dziewczyną i tu skończyła się jej młodość. Starszego od niej o dwa lata brata, Jana, Niemcy ujęli w ulicznej łapance i wywieźli na roboty do Niemiec. Jej mama, a moja babcia, Julia Zalewska, zaczęła chorować. I tak piętnastolatka stała się odpowiedzialna za bezpieczeństwo najbliższych: chorej matki, przyrodniego brata Czesława, mającego wówczas 10 lat. Prawdziwa gehenna zaczęła się dla nich, gdy do akcji wkroczyli banderowcy. Puszczali z dymem całe wsie, mordując „Lachów”. Nawet kolega z ławy szkolnej w czasie wojny okazał się śmiertelnym wrogiem. I tak właśnie spłonęła rodzinna wieś mamy – Gnilak. Ratując się ucieczką, znaleźli się na Przebrażu. Do końca wojny mieli schronienie u życzliwych ludzi, oczywiście Polaków. Ogromnym ciosem dla tej młodej dziewczyny była śmierć matki w 1944 r. Została sama wśród obcych z nieletnim bratem. Chodziła do ludzi na zarobek, by zapłacić za dach nad głową, za przysłowiową łyżkę strawy.
Tuż po zakończeniu wojny mama została przewieziona jedenastym transportem do Malborka. Przyjechała tu z bratem Czesławem, wówczas już 14-latkiem. Podróż trwała prawie dwa tygodnie. Gdy znaleźli się na dworcu w Malborku i zobaczyli żołnierzy radzieckich, nie chcieli opuścić wagonów, tak paraliżował ich strach przed Rosjanami. Zostali siłą wyrzuceni przez kolejarzy na peron. Ponad dwa tygodnie koczowali na dworcu, bojąc się ruszyć. Ale trzeba było karmić krowę, którą mama wiozła z Przebraża, szukać jakiegoś opuszczonego przez Niemców mieszkania.
I tak znalazła dom na Piaskach na ulicy Marszałkowskiej, w którym mieszka do dziś od 1 czerwca 1945 r. Tu poznała mego ojca – Władysława. On również jako repatriant przyjechał ze wschodu. Tu również znalazła mieszkanie dla brata Jana. Wrócił on z robót z Niemiec dopiero w 1946 roku.
Początki nowego życia rodziców były bardzo trudne. Jedna krowa – żywicielka ze Wschodu była podporą dla powiększającej się rodziny. Dostali ziemię od władzy ludowej i konia ofiarowanego przez UNRĘ. Nie było narzędzi do pracy, maszyn, ale było optymistyczne nastawienie do życia. Między ludźmi panowały życzliwość, wzajemna pomoc. Uleciał strach przed tym, że wrócą Niemcy i ich stąd wygonią. Zaczęli czuć się jak u siebie, zwłaszcza że niemal wszyscy mieszkańcy Piasków przyjechali z kresów. Ciężko pracowali, ale byli radośni. Z domu rodzinnego pamiętam tzw. wieczórki, gdzie zimowymi wieczorami przychodzili sąsiedzi i snuli wspomnienia o kraju lat dziecinnych, z którego wygnała ich wojna. Józef Sobiesiak „Maks”, organizator oddziałów partyzanckich na wschodzie, opisał lata wojny. Jego powieść zatytułowana „Ziemia płonie” ukazywała się w odcinkach w „Głosie Wybrzeża”. Ja, wówczas uczennica VI klasy, głośno czytałam rodzicom, sąsiadom. Potem były dyskusje, komentarze, pomstowania na „bolbowców” (tak nazywano bandę UPA). Już wtedy wiedziałam o Katyniu, nie mając zielonego pojęcia o białych plamach w historii naszego narodu. A w szkole nas uczono, że jedynym wrogiem byli Niemcy. (...)
Przepustka w dorosłość
Przyszedł czas, by wyfrunąć z rodzinnego gniazda. Zaopatrzona w największy posag, jaki mogli mi dać rodzice, czyli wykształcenie. Nie strawi go ogień, woda nie zaleje i nie zniszczy żaden żywioł ni kataklizm życiowy. Z maturą w kieszeni absolwentka Liceum Pedagogicznego rozpoczęłam pracę jako nauczycielka w Miłoradzu. I tu zaczęłam tworzyć swój nowy dom. Miał być moją ostoją na długie lata.
Jakże inne było środowisko miłoradzkie od mojego rodzinnego, w którym rosłam. Tylko 12 kilometrów od Malborka, a zgoła inna kultura, inni ludzie. Gdy dla moich rodziców wojna zakończyła się w 1945 r., dla mieszkańców Miłoradza dopiero się zaczynała wraz z wkroczeniem armii radzieckiej. Ładowali swój dobytek na furmanki i uciekali z zamiarem dotarcia do Rzeszy. Wracali po kilku dobach, ponieważ styczniowy mróz 1945 r., zablokowane drogi uniemożliwiały im ucieczkę. Pozostali do dziś.
Nieswojo czułam się w Miłoradzu, słysząc niemiecką mowę w sklepie, na ulicy. Minęło prawie 25 lat od zakończenia wojny, a tubylcy nadal między sobą rozmawiali tylko językiem Gutenberga. Ale zostali przemieszani z ludźmi, przybyszami z różnych regionów kraju. Repatriantów ze wschodu tu nie było, przeważali ludzie z Krakowskiego i Kieleckiego. Otrzymywali zatrudnienie w miejscowym PGR.
Szybko wrosłam w to środowisko. Wraz z przydziałem pracy dostałam służbowe mieszkanie. Praca stała się moją pasją i była nią aż przez 37 lat. Zdobywając doświadczenie pedagogiczne, jednocześnie poszerzałam swój warsztat zawodowy poprzez samokształcenie, zdobywając tytuł magistra historii, II stopień specjalizacji zawodowej, miano nauczyciela dyplomowanego. Pełniłam funkcję dyrektora w szkole podstawowej. Miałam doskonały kontakt z młodzieżą, świetne porozumienie z rodzicami. (...)
Równocześnie z pracą zawodową i społeczną budowałam swój prywatny dom. Choć było to mieszkanie służbowe, ale moje. Założyłam rodzinę, urodziłam dwóch synów. Wraz z awansami zawodowymi były awanse mieszkaniowe. Najpierw jeden pokój z kuchnią, potem mieszkanie dwupokojowe, na koniec piękne, 3-pokojowe. Dorabialiśmy się z mężem od przysłowiowej łyżki. Byliśmy młodzi, cieszyliśmy się zdrowo chowającymi się dziećmi. Chłopcy doskonale się uczyli, pokończyli studia i „wyfrunęli” na swoje. Radość dnia codziennego zabiła moja choroba nowotworowa. Wielomiesięczne zmagania z rakiem, bólem fizycznym i cierpieniem psychicznym zmusiły mnie do zmiany spojrzenia na moje życie. Choroba przewróciła hierarchię wartości. Doświadczyłam zdrady bliskich i nagłej utraty przyjaciół. Doświadczyłam strachu, samotności, a także bezinteresownej dobroci. Zostałam sama. Mój dom, który miał być azylem, stał się dla mnie koszmarem. (...)
*****
Żuławy to moja najbliższa ojczyzna. Tworzą ja trzy miejscowości: Malbork, Miłoradz i Nowy Staw. Zaznałam na tej ziemi wiele dobrego i złego. Mimo to lubię spoglądać na monumentalny zamek, na niebo pławiące się w Nogacie. Zwłaszcza wtedy, gdy słońce jest u kresu dnia. Ile bym dała za to, by móc jak dawniej chodzić po łąkach miłoradzkich, by wsłuchiwać się w szum wierzb płaczących. One mnie najlepiej rozumieją…

Już wtedy wiedziałam o Katyniu, nie mając zielonego pojęcia o białych plamach w historii naszego narodu.

Ewa Grenda - II miejsce w kategorii dorosłych

Kości bolą, łupie w krzyżu

Od kiedy pamiętam, mieszkam na Żuławach. Nie przyszło mi do głowy, że w ogóle można mieszkać w innym regionie Polski, a cóż dopiero świata. Biadolę wprawdzie codziennie, że bolą mnie kości, łupie w krzyżu, rwie w stawach, ale nie wyobrażam sobie, że mogłabym przeżyć życie inaczej.
Korzenie zapuszczone przeze mnie są głębokie, choć konary moje już stopniowo usychają. Z bólem wspominam słowa matki, która całe życie czuła się tu źle. Mawiała, że została wygnana z domu, była to jakaś wioska pod Warszawą, i że człowieka nie da się przesadzić jak roślinę. Nawet jeżeli przeżyje, nie będzie owocowała. Matka całe życie ciężko pracowała w cukrowni, na zmiany i ponad swoje siły, czasami po 10 godzin dziennie. (...)
Ojca nie było w domu w ogóle. Był kimś ważnym, mówiono do niego "panie dyrektorze". Codziennie wściekał się na wszystkich, wyzywał i tłumaczył każdemu z osobna, jak ma pracować, po czym machał ręką i robił wszystko sam. Nie wyszło mu to na zdrowie. Zmarł, mając 46 lat. Śmierć przyszła nagle, a po niej zorientowaliśmy się, że nie mamy środków do życia.
Wówczas skończyłam siedem klas szkoły podstawowej, do której chodziłam na piechotę cztery kilometry. Nie pamiętam z tego okresu wielu rzeczy. Pamiętam jednak nauczycielkę, która czasami mnie odprowadzała do domu. Pamiętam piec, w którym każdego ranka musieliśmy napalić, aby było ciepło. Było nas w klasie chyba 12 osób, w różnym wieku, uczyliśmy się głównie czytać i pisać. Później poszłam do szkoły z internatem w Nowym Stawie. To były najlepsze i najgorsze zarazem lata mojego życia. Byliśmy pilnowani i podlegaliśmy kompleksowej komunistycznej obróbce. (...)
Nasz dom podupadał. Z pięknego dworku zaczęła robić się ruina, tynki poodpadały, dach od jakiegoś czasu zaczął przeciekać, ściany popękały, ganek zawilgotniał, pojawił się grzyb, okna zaczęły przeciekać. Kiedyś mama mówiła, że tylko dlatego nie wrócimy w rodzinne, warszawskie strony, ponieważ mamy tu piękny dom. Wokół domu, a właściwie dworku był zespół parkowy, zadbane uliczki, klomby, piękne stare drzewa. W domu była ogromna kuchnia, duża bawialnia, salonik. Po śmierci ojca mama przyjęła lokatorów i tak zostali do końca. Ci nowi po kilku latach sprowadzili następnych, więc dla mnie i dla mamy było coraz mniej miejsca w naszym domu. Właściwie wystarczały nam dwa pokoje, ale smutno było patrzeć, jak dom, w którym się wychowałam, tak podupada. (...)
W szkole poznałam męża. Pochodził z Pomorza. Pierwszą rzeczą, o którą zapytała mama, było: skąd pochodzi. Gdy usłyszała nazwę regionu, znacznie się uspokoiła, dodała, że Pomorzanie to uczciwi i pracowici ludzie. (...) Ślub wzięliśmy bardzo skromny. Nie mieliśmy gdzie mieszkać. Zapisaliśmy się do spółdzielni mieszkaniowej, ale na mieszkanie nie mieliśmy szans, bo byłam zameldowana u mamy, a tam powierzchnia dwóch pokoi równała się 100 m kw. Wreszcie mąż dostał pracę w pobliskim PGR. Dyrektor tego PGR był następcą mojego ojca i tak po znajomości mieliśmy źródło utrzymania. (...)
Dom nasz popadał w coraz gorszą ruinę. Sąsiedzi nie dbali o niego w ogóle. Gdy przyszła nam pomóc ekipa z PGR, dyrektor stwierdził, że w nim nie da się mieszkać i ku naszej szalonej radości dał nam mały domek jako mieszkanie zastępcze. Po kilku latach i lokatorzy wynieśli się gdzieś z naszego domku, ale nie było już zupełnie do czego wracać. W ciągu następnych dwóch lat nasz dom zniknął w ogóle z powierzchni ziemi, rozebrali go miejscowi na elementy. (...)
Moje dzieci szukają historii i szukają swojego domu. Tego domu już jednak dawno nie ma. Jedyną rzeczą, jaką mogą zrobić, to wybudować swój własny dom na Żuławach i tu rozwinąć swoje konary, stąd bowiem są ich korzenie.


Pomorzanie to uczciwi i pracowici ludzie.
 
 
ruda 
Mierzeja


Dołączyła: 24 Cze 2007
Posty: 1792
Wysłany: Nie Cze 29, 2008 4:53 pm   

na Żuławach.....

1.jpg
Plik ściągnięto 13594 raz(y) 57,29 KB

2.jpg
Plik ściągnięto 13594 raz(y) 70,54 KB

_________________
„Chamstwu w życiu należy się przeciwstawiać siłom i godnościom osobistom”.
 
 
ruda 
Mierzeja


Dołączyła: 24 Cze 2007
Posty: 1792
Wysłany: Pon Cze 30, 2008 6:44 am   

Nowy Dwór Gd. Spotkanie wojewódzkich radnych na warsztatach promowania Żuław

Cytat:
...Większość gości po raz pierwszy o atrakcjach regionu dowiedziała się w czasie tej wizyty.

- Część informacji to dla nas zupełna nowość, a w czasie zwiedzania Muzeum Żuławskiego odkryliśmy tylko fragment tego, co charakteryzuje to miejsce.......


_________________
„Chamstwu w życiu należy się przeciwstawiać siłom i godnościom osobistom”.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Dawny Gdańsk Strona Główna

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template subTrail v 0.4 modified by Nasedo. adv Dawny Gdansk