Dawny Gdańsk Strona Główna Dawny Gdańsk


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  DownloadDownload

Poprzedni temat :: Następny temat
Zbigniew Kosycarz
Autor Wiadomość
villaoliva 
Olivaer


Dołączył: 23 Wrz 2004
Posty: 3297
Wysłany: Sob Sty 19, 2008 7:18 pm   Zbigniew Kosycarz

Fajny tekst wspominkowy.

Ważny adres - Gdańsk, Podwale Staromiejskie 89. Tu mieszkał Zbigniew Kosycarz - fotoreporter legenda


Cytat:
Ruinami Gdańska wędruje dwóch panów - ten w kolejarskim szynelu to Zbigniew Kosycarz. Jest rok 1945. Zbyszek ma lat dwadzieścia, właśnie przyjechał z Kęt, małej miejscowości koło Oświęcimia. Nigdy nie widział morza. Idzie więc na plażę, aby sprawdzić, czy woda jest rzeczywiście słona. Spalone przez Rosjan miasto przeraża i fascynuje.

Postanawia zostać. Wkrótce zaczyna studiować malarstwo w sopockiej szkole plastycznej. Nie ukończy jednak uczelni, pochłonie go inna pasja. Fotografia.
Pierwszym jego aparatem jest Kodak Retina. Zaczyna robić zdjęcia dla szwedzkiej agencji i polskich gazet: "Przekroju", "Rzeczypospolitej" - ma w niej nawet czołówkę z wodowania rudowęglowca "Sołdek" (1947 rok).
- Ilustrowanych gazet ukazywało się wówczas niewiele, a druk fotografii był wielką sztuką - opowiada syn Maciek.


Fotograf na morzu

Przez pewien czas Zbyszek pływa na "Batorym", jako fotograf statkowy, co pozwala mu zarobić na dobry sprzęt i najlepsze materiały fotograficzne. Współpracuje też z "Dziennikiem Bałtyckim", ale od marca 1949 roku na stałe zwiąże się z "Głosem Wybrzeża".
Początkowo młody człowiek mieszka na ulicy Stalina w Sopocie (dzisiaj aleja Niepodległości). Nie powodzi mu się najlepiej, w dodatku każdą złotówkę wydaje na sprzęt, który troskliwie nosi ze sobą. Drzwi do mieszkania nie mają zamka. Wisi za to kartka: "Przepraszam złodzieja, że nic nie można stąd ukraść".
W redakcji poznaje swoją przyszłą żonę Ludmiłę, dziennikarkę. Po ślubie małżonkowie meldują się w Oliwie. Pod koniec lat pięćdziesiątych przenoszą się o domu w Gdańsku przy Podwalu Staromiejskim 89. Na przeciwko, na placu wysypanym żużlem, parkują samochody, tu handluje się warzywami. Hałas budzi lokatorów już o szóstej rano. Protesty sprawiają, że rynek przenoszą bliżej kościoła świętego Mikołaja.


Groźny Lejek

Ludmiła i Zbyszek prowadzą dom otwarty. Bywają tu koledzy z Domu Prasy, aktorzy, malarze i literaci. Wpadają Zbyszek Cybulski i Agnieszka Osiecka. Zachowała się fotografia, na której podłoga po jakiejś imprezce zasypana jest korkami od szampana. Bezpieczeństwa pilnuje pies Lejek. Postrach listonosza i gości.
- Uznawał tylko mamę i tatę, jako swoich absolutnych władców - opowiada Maciek. - Kiedy się urodziłem, rodzice musieli go oddać, ponieważ Lejek był o mnie zazdrosny, więc bali się, że zrobi mi krzywdę.
Środowisko artystyczne i dziennikarskie trzyma się wtedy razem. Wspólne wyjazdy nad jezioro - pieczenie szaszłyków w ognisku, tańce, mecze. Żeby zobaczyć gdańskich aktorów i dziennikarzy grających na Stadionie Lechii przychodziło kilka tysięcy ludzi.
To Ludmiła Kosycarz tworzyła ciepły gościnny dom. Miała swoje przeboje kulinarne. Słynny był jej placek cytrynowy, którym częstowała gości. Na Wielkanoc specjalizowała się w mazurkach, które piekła dla kolegów w redakcji.
- Gdy byłem dzieckiem, na niedzielne obiady chodziliśmy z rodzicami do hotelu Monopol - wspomina Maciek. - Moją ulubioną potrawą był kotlet bulgot, czyli devolay. Tata spędzał wiele czasu w pracy, wychodził rano, a wracał wieczorem, gdy już spałem. Za to gdy skończyłem 10 lat zabierał mnie na wszystkie sobotnio-niedzielne imprezy, które obsługiwał - na mecze, zawody latawcowe. Wodowanie statku lub przysięgę wojskową. Dla mnie to była super sprawa! Za to na sankach byliśmy razem tylko raz, może dlatego pamiętam!


Słynna dziupla

Zbyszek, bo tak mówili o nim koledzy dziennikarz, żegnał się i z redakcją trzykrotnie, ale nie potrafił odejść. Następnego dnia po przejściu na emeryturę stawił się w pracy. Uważał, że nie ma tematów ważnych i mniej ważnych. Tak narodziła się jego "Drzazga". Maleńki ludzik, którego sam rysował. "DrzazgaĂĄ chodził po Gdańsku i swój długi, spiczasty nos wtykał, gdzie nie trzeba. A to zauważył śmieci na podwórku, a to bałagan na zapleczu baru mlecznego itd. Reakcja na krytykę była wówczas natychmiastowa. Maciek Kosycarz wyciąga pożółkłą teczkę z listami do "Drzazgi" - od czytelników i instytucji.
"W odpowiedzi na krytykę prasową, stwierdzającą, że dania obiadowe w restauracji Wczasowa w Sobieszewie były nie do zjedzenia, Zarząd Gminnej Spółdzielni wyraża uznanie redaktorom, którzy dostrzegli zło w naszej kuchni." I inny list "Drogi, Kochany, Ty dobry panie Drzazga! Z tym pięknym, długim nosem. Ty wszystko widzisz, ty wszystko wiesz, przyjedź do nas to zobaczysz tę partacką robotę mości panów inżynierów, którzy od miesiąca kwietnia 1963 roku kopią, kopia naszą nieszczęsną uliczkę Broniewskiego."
Zbyszek - żadne wydarzenie nie mogło się odbyć bez niego. Rejestrował te wielkie i te małe. Aby zrobić dobre zdjęcie, potrafił wejść na wieżę ratusza albo wdrapać się na komin gdańskiej rafinerii.
- Pamiętam, jak opowiadał - wspomina syn. - Widzę, jest drabinka, więc wchodzę. Kiedy jestem na górze patrzę, a tam na dole ludzie krzyczą, machają rękami. Okazało się, że komin nie został jeszcze na stałe przymocowany. Byłem pierwszym człowiekiem, który się tam wdrapał.
Słynna była jego "dziupla" w Domu Prasy, w której trzymał negatywy i zdjęcia. Tysiące zdjęć.
- Pewnego razu potrzebnego było zdjęcie Cybulskiego. Idź do dziupli, powiedzieli w redakcji. Wchodzę, a tam teczki, koperty, pudełka. Jak on znajdzie to zdjęcie, pomyślałam. Zbyszek Kosycarz popatrzył, coś przestawił i już trzymałam w ręku fotografie - wspomina moja koleżanka.
Zbyszek. Pamiętam, że zawsze był w biegu, w ciągłym ruchu, z nieodłącznym aparatem fotograficznym. Złośliwi żartowali, że nawet z nim sypiał. Pogodny, ale w pracy wymagający perfekcjonista. Był tak popularny, że krąży anegdota o tym, jak to podczas wizyty Charlesa de Gaule’a, gdy Zbyszek robił zdjęcia, ktoś spytał, kim jest ten wysoki facet w dziwnej czapce obok Zbyszka Kosycarza?

Grażyna Antoniewicz - POLSKA Dziennik Bałtycki


_________________
Ponury Zwracacz Uwagi na Wykraczających Poza Ramy


www.staraoliwa.pl
 
rychu40 


Dołączył: 19 Lis 2007
Posty: 279
Wysłany: Sob Sty 19, 2008 9:42 pm   

Mamy do niego mówiąc w cudzysłowiu blisko. Grób jest na cmentarzu Oliwskim. Artykuł bez jakiegokolwiek zdjęcia mistrza. Muszę poszukać u siebie. Tyle razy mijaliśmy się na różnych imprezach w muzeum i nie tylko, wymieniając ukłony.
 
rychu40 


Dołączył: 19 Lis 2007
Posty: 279
Wysłany: Pon Mar 24, 2008 10:36 pm   

Obiecałem zdjęcie Kosycarza i wreszcie wyszperałem. Dwa ujęcia. Na jednym pogania z kadru, na drugim w akcji. Juwenalia na Długiej, 1972?73? :)
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Dawny Gdańsk Strona Główna

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template subTrail v 0.4 modified by Nasedo. adv Dawny Gdansk