Dawny Gdańsk Strona Główna Dawny Gdańsk


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  DownloadDownload

Poprzedni temat :: Następny temat
Jak zwykle... czyli Gdańsk daje ciała
Autor Wiadomość
danziger 
Korytarzanin


Dołączył: 03 Gru 2004
Posty: 4632
Wysłany: Pon Sty 15, 2007 12:24 pm   

Nie zrzucam winy na wszystkich. To, że coś było powszechne (praktyka handlu "skórami", nieudzielanie pomocy chorym) nie znaczy jeszcze, że robili to wszyscy, tylko że było to robione często i przez wielu. A pavulonem zabijali rzeczywiście nieliczni - ale o tym wspomniałem. Natomiast Ty wszystkich uniewinniasz, co jest fałszowaniem rzeczywistości.
_________________
da, da, da...
 
 
Strach 


Dołączył: 26 Sie 2005
Posty: 780
Wysłany: Pon Sty 15, 2007 12:56 pm   

danziger napisał/a:
Nie zrzucam winy na wszystkich. To, że coś było powszechne (praktyka handlu "skórami", nieudzielanie pomocy chorym) nie znaczy jeszcze, że robili to wszyscy, tylko że było to robione często i przez wielu. A pavulonem zabijali rzeczywiście nieliczni - ale o tym wspomniałem. Natomiast Ty wszystkich uniewinniasz, co jest fałszowaniem rzeczywistości.


Nie uniewinniam nikogo, bo to nie moja rola, tylko sądu. Moje wątpliwości budzą stwierdzenia "często i przez wielu" jak i inne. Podziwiam tych ludzi że jeszcze pracują w zawodzie mimo tego że codziennie rodacy plują im w twarz. Zdaję sobie sprawę że afer z ochrona zdrowia w roli głównej czeka nas jeszcze wiele, co jest wynikiem wieloletniego zapóźnienia w rozwoju tej dziedziny. Bardzo się cieszę że gazety zaczęły dostrzegać tematy medyczne w naszym kraju, chociaż rzeczywistość medialna znacznie różni się od prawdziwego życia.
 
syrenka 


Dołączyła: 04 Mar 2006
Posty: 256
Wysłany: Pon Sty 15, 2007 9:01 pm   

Strach napisał/a:

syrenka napisał/a:
Strach napisał/a:


8O A poznańską byś chciała? :%


Mam w niej masę znajomych :P I chyba wszyscy mnie lubią, więc się nie boję :D


Wiem że w Polsce potoczne poglądy są inne, ale karetka to nie jest miejsce spotkań towarzyskich i okoliczności w których sie z niej korzysta nie należą do najprzyjemniejszych. Efekt pobytu w karetce w znacznej mierze nie zależy od znajomości z załogą.


Drogi Strachu!
Rzecz była rzucona w żarcie i szkoda tej dyskusji doprawdy. Z drugiej jednak strony przytaczam Ci słowa mojego znajomego sanitariusza, jeżdżącego na karetce w pogotowiu mającym w Poznaniu opinię najlepszego: "Gdybym Ci, Aska, powiedział wszystko co wiem, to byś już nigdy pogotowia nie zamówiła..."

Wiem, że łódzcy lekarze nie mordują ludzi, tak samo jak wiem, że nie każdy Arab jest terrorystą, nie każdy gimnazjalista młodym chuliganem, nie każdy polityk kłamie (chociaż to ostatnie... :P ). Wyluzuj.

Peace :)
_________________

 
Strach 


Dołączył: 26 Sie 2005
Posty: 780
Wysłany: Pon Sty 15, 2007 11:40 pm   

Ja jestem wyjątkowo spokojnym człowiekiem :???: i pokojowo nastawionym. 8)) .(i żeby się nie chwalić mam duży dystans do siebie samego :hihi: )
Słów twojego znajomego sanitariusza nie skomentuję, bo to zupełnie inny problem.

Jestem w stanie się założyć, że mimo wysłuchania opowieści są sytuacje w których wezwała byś karetkę :P

:dobranoc: :jezyk:
 
syrenka 


Dołączyła: 04 Mar 2006
Posty: 256
Wysłany: Wto Sty 16, 2007 12:01 am   

Strach napisał/a:

Jestem w stanie się założyć, że mimo wysłuchania opowieści są sytuacje w których wezwała byś karetkę :P


No są są. Jakbym u siebie zobaczyła takiego pajęczaka jak w Twoim avatarze to zawał murowany :P
_________________

 
Strach 


Dołączył: 26 Sie 2005
Posty: 780
Wysłany: Wto Sty 16, 2007 3:06 pm   

No co ty ? To maleństwo ma 6 mm z nóżkami... :hmmm: no może od tego czasu przytyło? :hihi:
 
syrenka 


Dołączyła: 04 Mar 2006
Posty: 256
Wysłany: Wto Sty 16, 2007 4:02 pm   

To jest mój największy wróg -
Zwierzę co ma osiem nóg
:P :hihi:
_________________

 
Strach 


Dołączył: 26 Sie 2005
Posty: 780
Wysłany: Wto Sty 16, 2007 6:36 pm   

No co ty nie lubisz Petera Parkera? :cry: Parker się obrazi bo to chyba jej krewny? :hihi:
 
syrenka 


Dołączyła: 04 Mar 2006
Posty: 256
Wysłany: Wto Sty 16, 2007 6:42 pm   

Parker mi wybaczy, mam nadzieję. ;)


Jezu, off top z off topu, który powstał z off topu. Ja już biję wszelkie rekordy... :P
_________________

 
Strach 


Dołączył: 26 Sie 2005
Posty: 780
Wysłany: Wto Sty 16, 2007 6:56 pm   

Ty w to jeży nie mieszaj :hiihihi:
 
parker 


Dołączyła: 08 Wrz 2004
Posty: 4927
Wysłany: Wto Sty 16, 2007 8:13 pm   

Nie, Peter to nie z mojej rodziny :wink:
To z innych Parkerów.
_________________
Czyż nie rozumie pan, że wszystko, co piękne w architekturze, osiągnięto już dawno temu? Zostało to autorytatywnie stwierdzone. (Ayn Rand "Źródło")
 
kazik 


Dołączył: 08 Mar 2005
Posty: 158
Wysłany: Wto Sty 16, 2007 10:41 pm   

wracając do sytuacji społeczno-gospodarczej poszczególnych miast i regionów - polecam przestudiowanie Internetowego Atasu Polski


Edit: to już setny post na karku :dziadek: :ban: :D
_________________
Umiłuj to, co spaliłeś,
Spal to, co umiłowałeś
 
seestrasse 
Zesztrasia z Szafy


Dołączyła: 13 Kwi 2004
Posty: 6544
Wysłany: Wto Sty 16, 2007 10:47 pm   

kazik napisał/a:
to już setny post na karku

ooo, gratuliren! :party:
 
villaoliva 
Olivaer


Dołączył: 23 Wrz 2004
Posty: 3297
Wysłany: Wto Lut 20, 2007 11:09 pm   

Tak w temacie utyskiwania na Gdańsk... :%
Zastanawiam, się gdzie mieszka pan Grzechowiak. Odnoszę wrażenie, że za tym murem o którym wspomina :wink:

Siedem grzechów głównych Trójmiasta wg. Jana Grzechowiaka
Cytat:

W Trójmieście łatwo się zakochać. Mnie przytrafiło się to właściwie od pierwszego wejrzenia. Pewnie dlatego tak bardzo boli, gdy widzę, jak trwonimy swoją szansę
Trójmiasto ma właściwie wszystko, o czym marzą inne polskie miasta: wielką historię, wielkie postaci (Fahrenheit mieszkał w Gdańsku przy Ogarnej), powody do dumy, bo to u nas zaczął się upadek komunizmu. Na dodatek żyje się tu dość wygodnie, trudno narzekać na nudę. Dobrze rozwinięta sieć szkół i uczelni, sporo ciekawych imprez i festiwali. W oczach Europejczyków nie wypadamy już jednak tak atrakcyjnie. Omijają nas duże inwestycje, przegrywamy konkurencję z dużymi miastami Polski i krajów nowej Unii. To rodzi narastające poczcie niewykorzystywanych szans. Zastanawiam się, dlaczego z taką łatwością marnotrawimy swoje atuty? Trzeba zrobić rachunek sumienia.

Grzech wyniosłości

To jasne: abyśmy mogli zdobywać więcej unijnych pieniędzy, Trójmiasto musi stać się jedną metropolią. Tymczasem źle pojęte współzawodnictwo, przekonanie o własnej wyższości samorządowych polityków powodują, że w XXI wieku ciągle żywa jest granica z lat międzywojennych - Trójmiasto: Gdańsk i Sopot (teren Wolnego Miasta Gdańsk) oddziela od Gdyni niewidoczny mur. A właściwie jest jeszcze gorzej. W towarzyskich rozmowach w dobrym tonie są pełne wyniosłości bon moty udowadniające przewagę Sopotu nad Gdańskiem, Gdyni nad Sopotem, Gdańska nad Gdynią itd.

A efekty są żałosne: "każdy sobie rzepkę skrobie". Od 16 lat nie udało się wprowadzić wspólnego biletu dla całego Trójmiasta. W walce o duże inwestycje z Warszawą, Wrocławiem, Krakowem czy Poznaniem sami stawiamy się na przegranej pozycji.

Brema, Sztokholm czy Tallin też nie dadzą nam żadnych szans.

Grzech zaniechania

Idąc majestatycznym Długim Targiem, przechodzę przez dostojną Zieloną Bramę i... wpadam na koszmarne ruiny na Wyspie Spichrzów . Moich znajomych odwiedzających Gdańsk - podobnie pewnie jak miliony turystów - ten obraz wprawia w osłupienie. Jak to możliwe, że przez kilkadziesiąt lat najbardziej atrakcyjne miejsce w Gdańsku, nie doczekało się odbudowy? Dlaczego tak łatwo przywykliśmy do tego porażającego widoku.

Ale to nie jedyny powód rozczarowania turystów. Warszawiacy, Ślązacy czy łodzianie zazdroszczą nam bliskości wody. Mają czego: w Trójmieście mamy nie tylko piękne morze, plaże, ale i gęstą sieć kanałów wodnych. Tylko że w miastach Europy Zachodniej akweny pełne są łódek wiosłowych, żaglówek i motorówek. A gdańskie kanały są puste. Podobnie jest wzdłuż trójmiejskiego odcinka brzegu Zatoki Gdańskiej, gdzie brakuje marin, których nie wstyd byłoby pokazywać żeglarzom z innych krajów. Dlaczego odwróciliśmy się plecami do Motławy?

Do listy zaniechań trzeba dopisać jeszcze przynajmniej: tereny opuszczone przez Stocznię Gdańską , sopockie centrum i gdański Targ Sienny, wreszcie Westerplatte. Spis ten dedykuję naszym włodarzom i urbanistom.

Grzech samozadowolenia

Z sondaży dotyczących jakości życia wynika, że w Trójmieście żyją jedni z najbardziej zadowolonych ludzi w Polsce. Dość dobre zarobki, bezrobocie należy tu do najniższych w kraju. Nasze dobre samopoczucie znalazło odbicie w wynikach ubiegłorocznych wyborów. Dotychczasowi prezydenci Gdańska, Sopotu i Gdyni z miażdżącą przewagą zwyciężyli już w pierwszej turze. Jest więc świetnie? Prawda jest inna. Brak poważnej opozycji w samorządach popycha rządzących w senne samozadowolenie. Tymczasem pod względem wzrostu gospodarczego i inwestycji zagranicznych jesteśmy zaledwie w środku stawki, a przecież mamy potencjał, by być liderem. A stawką tego wyścigu są po prostu lepsze warunki życia. Niech pamiętają o tym dzisiejsi ulubieńcy wyborców.

Grzech niefrasobliwości

Z jednej strony Zatoka Gdańska, z drugiej - Trójmiejski Park Krajobrazowy. A w środku Trójmiasto. Nasze unikatowe położenie „na końcu drogi” ma jednak też swoje wady. Utrudnia komunikację ze światem. Ale przecież wiadomo o tym nie od dziś. Tym bardziej denerwuje mnie to, że tak trudno dostać się z miasta na obwodnicę. Wyjątkiem potwierdzającym regułę jest chyba jedynie ul. Wielkopolska w Gdyni. W Gdańsku łącznikiem ma być Trasa W-Z, a później poszerzona ul. Słowackiego. Ale to ciągle za mało. Dlaczego urbaniści nie pomyśleli o nowym dojeździe do obwodnicy z południowych, dynamicznie rozbudowujących się dzielnic Gdańska? Cóż z tego, że w przyszłym roku Pomorze doczeka się wreszcie autostrady A1 , skoro nie będzie jak się na nią dostać?

Grzech lęku przed nowoczesnością

Jak zauważył kolega z redakcji Mikołaj Chrzan, przez lata czołowi gdańscy architekci wyznawali zasadę: w centrum Gdańska mają prawo powstać tylko te obiekty, które będą rekonstrukcją swych historycznych (najlepiej średniowiecznych) pierwowzorów. Podobne argumenty padały w dyskusji o kładce nad Motławą, która połączyć ma nowoczesne centrum muzyczno-kongresowe na Ołowiance z Targiem Rybnym w Gdańsku.

Przyznam się, że ta uporczywa "wierność historii" jest mi też jakoś bliska. Ale trzeba obiektywnie przyznać, że dopadł decydentów paraliżujący strach przed odważnymi pomysłami. Efekt? Gdańsk, a właściwie całe Trójmiasto, nie doczekało się dotąd żadnej nowoczesnej budowli, którą można by uznać za dzieło sztuki architektonicznej. A Francuzi pokazali, że nawet w futurystyczne budowle można tchnąć ducha historii. Gdańskowi przydałaby się budowla na miarę Wielkiego Łuku ze szkła i kamienia w Paryżu.

Grzech brzydoty

Lubimy zachwycać się gdańskim gotykiem, sopocką secesją. I omotani tym samouwielbieniem nie widzimy szpetnego asfaltu, kryjącego bruk wokół Bazyliki Mariackiej, największej ceglanej świątyni świata. Urzędnikom polecam wycieczkę do Torunia, tam trudno dziś na starówce (300 km>>) znaleźć choćby kawałek asfaltu.

Dobrego samopoczucia nie psują nam także sklecone z płyt pilśniowych budy, bezczelnie panoszące się w nobliwym Sopocie. A gdy dodamy do tego gąszcz byle jak i byle gdzie wiszących reklam, całe ulice szarych i odrapanych kamienic to mityczny urok Trójmiasta pryska. Co na to architekci i plastycy? Czy lata brzydoty w PRL już na zawsze pozbawiły nas wrażliwości estetycznej?

Grzech nietolerancji


Chuligani na stadionie rzucają bananami w ciemnoskórych piłkarzy. Radykalni politycy, grając na bolesnych przeżyciach wojennych, każą nam widzieć we wszystkich Niemcach wrogów, rewizjonistów. Inni zajmują się demaskowaniem "pederastów" wśród konkurentów politycznych.

Trudno uwierzyć, że to tu azyl znaleźli francuscy kalwiniści i holenderscy menonici. Trzeba przypomnieć bowiem, że Gdańsk słynął niegdyś w Europie z otwartości i tolerancji.

Wszystko to dzieje się za naszym cichym przyzwoleniem. Oczywiście, można powiedzieć, że to tylko margines. Ale czy nasz brak reakcji nie zachęca do poszerzania tego marginesu? Nie ośmiela jeszcze bardziej wszelkiej maści kseno- i homofobów?

Czas więc głośno zaprotestować. Zobowiązuje nas do tego tradycja, ale także troska o to, by turyści i inwestorzy ze świata nie zaczęli omijać nas wielkim łukiem.

Co dalej z Trójmiastem?

Gdzieś w głębi duszy mam przekonanie, że jeszcze nigdy od końca drugiej wojny światowej Trójmiasto nie stało przed tak ogromną szansą. Sprzyja nam nasza tradycja, położenie geograficzne, obecność w Unii Europejskiej. Co zrobić więc, byśmy potrafili z tego skorzystać? Jak walczyć z naszymi grzechami? Co zmienić, by młodzi po studiach chcieli zostać i właśnie tu rozwinąć swe skrzydła?
_________________
Ponury Zwracacz Uwagi na Wykraczających Poza Ramy


www.staraoliwa.pl
 
villaoliva 
Olivaer


Dołączył: 23 Wrz 2004
Posty: 3297
Wysłany: Wto Lut 20, 2007 11:15 pm   

I czas na obronę Gdańska :^^
Prezydent Adamowicz o gdańskich grzechach
Cytat:
Pozwolę sobie na trawestację wypowiedzi redaktora Grzechowiaka - prawie nigdy w dziejach Gdańsk nie stał przed tak ogromną szansą. Sprzyja nam nasza tradycja, położenie geograficzne, obecność w Unii Europejskiej oraz determinacja mieszkańców i włodarzy miasta - pisze prezydent Paweł Adamowicz

Artykuł Jana Grzechowiaka "Siedem grzechów głównych Trójmiasta" to kij w mrowisko. Obraz naszej aglomeracji, jaki przedstawia, pełen jest przesady. Ponadto z lektury tekstu czytelnik może wywnioskować, że grzechami trójmiejskimi obciążony jest tylko Gdańsk, w kilku przypadkach Sopot - i tyle. W niczym nie zmienia to jednak mojej radości, że tekst ten się ukazał. Bowiem

jest o czym rozmawiać

Nie będę ustosunkowywał się do wszystkich zarzutów, jakie mnoży autor artykułu. Nie chcę, by moja z nim polemika zamieniła się w nudną wyliczankę spraw załatwionych i nie załatwionych. Myślę, że warto skupić się na kilku głównych problemach, przed którymi stoi Gdańsk i - szerzej - obszar metropolitalny od Wejherowa poprzez Gdynię i Sopot po Tczew.

Grzechowiak pisze: "przez lata czołowi gdańscy architekci wyznawali zasadę: w centrum Gdańska mają prawo powstać tylko te obiekty, które będą rekonstrukcja swych historycznych (najlepiej średniowiecznych) pierwowzorów. ( ) w skutek tej doktryny Gdańsk, a właściwie całe Trójmiasto, nie doczekało się dotąd żadnej nowoczesnej budowli, którą można by uznać za dzieło sztuki architektonicznej". Jest w tym stwierdzeniu wiele racji. Problem podstawowy polega na tym, dlaczego tak się dzieje.

W Gdańsku, jak w każdym mieście wojewódzkim, istnieje instytucja wojewódzkiego konserwatora zabytków. Bez jego zgody nic nie da się zbudować na terenie Starego i Głównego Miasta. Wiem, że kładka nad Motławą przy Filharmonii jest konieczna. Bez niej Filharmonia jest praktycznie odcięta komunikacyjnie od miasta. Ale konserwator kilka lat temu postawił ostre weto.

Moim zdaniem uprawnienia konserwatora są nadmiernie szerokie. Nie bardzo wiadomo, gdzie kończy się jego rola jako kogoś, kto ochrania zabytkową strukturę miasta, a gdzie zaczyna się rola twórcy. Na przykład przy próbie adaptacji Spichlerza Pakownia na hotel konserwator dyktował nawet sposób otwierania okien.

Zresztą, nie jest prawdą, że w tym rejonie miasta nie będzie współczesnej architektury - właśnie rozpoczęły się przygotowania do budowy współczesnego hotelu na Targu Rybnym.

Chybiony jest zarzut, że uliczki Starego Miasta zalane są asfaltem. Ten asfalt to jeden z przykrzejszych spadków po systemie komunistycznej urawniłowki. I od kilku lat, na moje polecenie, zastępowany jest kostką brukową, a w miejsce betonowych, pseudonowoczesnych latarni, wyrastają latarnie stylizowane. Powoli? Cóż,

różnica między Bogiem a prezydentem

miasta polega i na tym, że prezydent nie jest w stanie załatwić problemu za pomocą cudu. Potrzebuję na to zarówno pieniędzy, jak i czasu.

W materii "estetyki miasta" Jan Grzechowiak dotknął problemu, który dla mnie jest najbardziej bolesny. Pisze on; "przechodzę przez dostojną Zieloną Bramę i... wpadam na koszmarne ruiny na Wyspie Spichrzów". To niestety prawda. Ale należy wiedzieć - i Grzechowiak to wie - że od wielu lat władze miasta robią naprawdę wiele, by ten problem rozwiązać. Kluczowe grunty na północnej i południowej części wyspy są własnością spółek skarbu państwa. Przez lata walczyłem o to, by zostały one przekazane miastu. Zabiegałem o to nawet przez prokuraturę.

Sytuacja powoli, ale się zmienia. W ciągu ostatnich 2-3 lat uporządkowaliśmy sprawy własności działek części Wyspy. Ruszają inwestycje na środkowej części Wyspy. Są chętni poważni inwestorzy na dalszą zabudowę części środkowej i południowej. I obiecuję, że nie spocznę, póki Wyspa Spichrzów nie stanie się perłą gdańskiej architektury.

Nie odwróciliśmy się też od Motławy, jak chce redaktor Grzechowiak. Rozbudowujemy marinę, podnosimy jej standard. Dostrzegają to żeglarze, którzy coraz liczniej odwiedzają Gdańsk. W tym roku odbędą się dwie duże, międzynarodowe imprezy żeglarskie. Najpierw Baltic Sprint Cup, potem Baltic Sail.

Druga poważna kwestia, którą warto przedyskutować, to "żałosne" efekty współpracy między miastami Trójmiasta. To prawda.

Obiektywnie rzecz biorąc

międzynarodową markę ma tylko Gdańsk :co_jest:

Inne elementy Trójmiasta, jak i samo to określenie, są zupełnie - poza Polską - nierozpoznawalne. Stąd pytanie: czy oprzeć się na marce już istniejącej, ugruntowanej? Czy poświęcić lata na budowanie czegoś nowego?

Od początku lat 90., od czasów kiedy byłem radnym, przekonany byłem, że bardzo ścisła współpraca między naszymi miastami jest koniecznością. Jest naszym być, albo nie być. Niestety moje słowa odbijają się od ściany. A właściwie od kilku ścian. Nazwijmy je nareszcie po imieniu. To niemoc, przerost ambicji, kompleksy.

Autor, jako klasyczny przykład braku tej współpracy, podaje to, że "od 16 lat nie udało się wprowadzić wspólnego biletu dla całego Trójmiasta". To bolesna prawda, ale gdyby cały problem współpracy sprowadzał się tylko do braku wspólnego biletu, byłbym szczęśliwy. Sprawa wygląda zdecydowanie gorzej.

Starałem się wytłumaczyć moim kolegom prezydentom, że powinniśmy w wielu sprawach występować wspólnie. W promocji turystycznej, inwestycyjnej, kulturalnej, czy wreszcie gospodarczej. Bowiem - tłumaczyłem - nie jest najważniejsze, czy inwestor umieści nowy zakład pracy w Gdyni, w Tczewie, czy w Gdańsku. Wszak mamy praktycznie wspólny rynek pracy. Mieszkańcy Gdańska pracują w Gdyni, Wejherowie, w Tczewie itd. I o ile zazwyczaj spotykałem się ze zrozumieniem u prezydenta Sopotu i marszałka województwa, to już z prezydentem Gdyni były - i są nadal - problemy.


Ale nie tylko lokalni politycy ponoszą odpowiedzialność za brak harmonijnej współpracy.

Winę ponoszą także dziennikarze

w tym także dziennikarze lokalnego dodatku "Gazety Wyborczej". Dlaczego? Ano dlatego, że przez lata nie kibicowali wspólnym poczynaniom, a raczej podsycali źle pojętą rywalizację między naszymi miastami. A - co dla mnie jest oczywiste - konkurować powinniśmy nie ze sobą, a z Łodzią, Poznaniem itd.

Trójmiastu jako całości od siedemnastu lat (!) nie udało się wspólnie zaprezentować na międzynarodowych targach turystycznych! A przecież oferta winna być wspólna, choćby dlatego, że większość odwiedzających nas turystów zostawia swoje pieniądze we wszystkich naszych miastach. I o ile z Sopotem w tej sprawie da się dojść do porozumienia, to z Gdynią raczej nie.

Mamy w Polsce kilka obszarów metropolitalnych. Wśród nich jest Gdański Obszar Metropolitalny, wykraczający poza ramy samego Trójmiasta, bo obejmujący miasta od Tczewa na południu do Wejherowa na północy. Naturalnym centrum tego tworu jest i będzie Gdańsk, skupiający prawie 50% ludności metropolii. Tu lokują się też najważniejsze instytucje administracji rządowej i samorządowej, tu ma swoje siedziby prawie 60 tysięcy firm. Tutaj znajduje się jeden z najdynamiczniej rozwijających się w Polsce portów lotniczych.

Skoro nie udało się nam - prezydentom metropolii gdańskiej - dogadać, trzeba sięgnąć po rozwiązania prawne. Nie wierzę bowiem w zapewnienia o współpracy, za którymi nie idą działania. Konieczna jest specjalna sejmowa ustawa metropolitalna. Boje się, że bez niej daleko już nie ujedziemy.

Na koniec pozwolę sobie na małą trawestację wypowiedzi redaktora Grzechowiaka - prawie nigdy w dziejach Gdańsk nie stał przed tak ogromną szansą. Sprzyja nam nasza tradycja, położenie geograficzne, obecność w Unii Europejskiej oraz determinacja mieszkańców i włodarzy miasta.

Mam nadzieję, że zrozumieją to także inne miasta naszego regionu, rezygnując z zaściankowych partykularyzmów, włączą się w budowę silnej, międzynarodowej pozycji metropolii gdańskiej.



I jak na razie w gazetowej dyskusji brak stanowiska prezydenta miasta leżącego....za granicą :hihi:
_________________
Ponury Zwracacz Uwagi na Wykraczających Poza Ramy


www.staraoliwa.pl
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Dawny Gdańsk Strona Główna

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template subTrail v 0.4 modified by Nasedo. adv Dawny Gdansk