Dawny Gdańsk Strona Główna Dawny Gdańsk


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  DownloadDownload

Poprzedni temat :: Następny temat
Gazeta.pl pisze, że...
Autor Wiadomość
Gdynka 

Dołączyła: 03 Lut 2006
Posty: 760
Wysłany: Sro Sie 15, 2007 6:01 pm   Danziger Straße, Berlin

Ze śledziowych stron z minionego piątku - Danziger Straße, Berlin

Cytat:
Mamy swoją ulicę w Berlinie - Danziger Straße, czyli ulicę Gdańską. Ma trzy kilometry, na oko jest przynajmniej dwa razy dłuższa od pobliskiej Warschauer!

Stacja metra nr 2 - tu się kończy lub zaczyna (jak kto woli) Danziger StrasseNie mamy się czego wstydzić, a nawet możemy być dumni. Ulica Gdańska w Berlinie jest szeroka, długa i ważna

Przedłużeniem naszej ulicy od południa jest Petersburger, od północy Eberswalder Straße. Ulica Gdańska została wytyczona w 1822 r. Początkowo nazywała się po prostu Communicationsweg, czyli droga komunikacyjna, od 1874 r. była już "nasza". I tak było do 1950 r., gdy włodarze wschodnioniemieckiego Berlina przemianowali ją na Dimitroff Straße - ku czci Georgia Dimitrowa, pierwszego premiera komunistycznej Bułgarii, w latach 30 oskarżanego o podpalenie Reichstagu. Na szczęście w 1995 r. przypomniano sobie o tradycyjnej nazwie tej arterii i odtąd znów mamy swoją Danziger. Tyle historii, a jak jest dzisiaj?

Gdański doener

Danziger łączy dwie ulubione przez młodych berlińczyków dzielnice mieszkaniowo-rozrywkowe wschodniego Berlina: Prenzlauerberg i Friedrichshain. Ma trzy, miejscami cztery pasy ruchu w każdą stronę, środkiem biegnie linia tramwajowa M10, prowadząca do wieńczącej ją na północy stacji metra nr 2. Są tu dwa parki i dwa domy kultury, teatr, szpital, 10 zakładów fryzjerskich, cztery pogrzebowe, dziesiątki restauracji i knajpek, nie wliczając w to zatrzęsienia doenerów, czyli barów serwujących mięso i warzywa w bułce, u nas zwanych raczej gyrosami lub kebabami.

I właśnie do jednego z takich przybytków zarządzanych zwykle przez berlińskich Turków wchodzę i pytam: "Jak się pracuje na Danziger? Czy wie pan, skąd pochodzi ta nazwa?"

- A dziękuję, pracuje się dobrze, ale bardzo dużo - odpowiada Riza Kurt, właściciel doenera "Aspendos Grillhaus". - Wiem, że Gdańsk to miasto w Polsce, wyczytałem w gazecie, kiedy zmieniali nazwę tej ulicy. Mówi pani, że nad morzem i że są ładne plaże? No, tego nie wiedziałem, chętnie się wybiorę, jeśli w końcu kiedyś wezmę urlop.

Riza Kurt prowadzi bar przy Danziger od 1999 r. Dla niego to tętniąca życiem ulica, jedna z najruchliwszych w Berlinie. Od kiedy kilka lat temu w starym browarze tuż za rogiem powstało centrum kulturalno-rozrywkowe, klientów ma prawie na okrągło. Dlatego bar czynny jest 20 godzin na dobę. Nigdy nie ma całego wolnego dnia. Na szczęście w pracy pomaga mu pięcioro dzieci.

- To takie diabelskie koło, cały czas się kręci, a kolejna zmiana wskakuje w biegu - mówi Riza Kurt.

Gdańsk? Przykro mi

Cały czas kręcą się też bębny pralek w salonie pralniczym po przeciwnej stronie ulicy. Tutaj spotykam Elenę Monteagudo, która dwa miesiące temu przeprowadziła się do Berlina z Kraju Basków w Hiszpanii. Przyjechała do swojego chłopaka, mieszka dwa kroki stąd, a pierze zawsze właśnie w salonie przy Danziger.

- Przykro mi, ale nigdy nie słyszałam o Gdańsku, nie wiedziałam nawet, że w nazwie tej ulicy chodzi o jakieś miasto - dziewczyna uśmiecha się przepraszająco, ładując bieliznę do pralki. - Zabawna ta ulica, na przykład punkt spotkań pod stacją metra, tyle tam zawsze ludzi, jedzą, piją piwo, naprawdę dużo ruchu, zwłaszcza wieczorem, gdy wszyscy wędrują do pobliskich klubów.

Elena jest absolwentką ekonomii, szuka pracy w Berlinie, chce być menedżerem albo pracownikiem biurowym.

- Na razie nie przejmuję się za bardzo, że nic nie znalazłam. Dwa miesiące pisania listów motywujących to jeszcze żaden powód do frustracji, prawda? - mówi i wraca do prania. Jej dzisiejsza lektura na czas trwania programu do kolorów to gramatyka niemiecka.

Idąc w dół Danziger mijam szereg sklepów. Kupić można fajki wodne, koszulki (motywy: wieża telewizyjna z Alexanderplatz, najmłodsza gwiazda Berlina biały niedźwiadek Knut, Brama Brandenburska), winylowe płyty dla didżejów, odzież i jedzenie z Ameryki Południowej w "Anden-Shop". Wchodzę do tego ostatniego przybytku spodziewając się smagłego Indianina. A tu niespodzianka - z zaplecza wychodzi postawna blondynka. Verena Blum de Sardón, była żona Peruwiańczyka, matka dwójki dzieci, otworzyła sklep z produktami południowoamerykańskimi w grudniu 2006 r. Przed wizytą w "Anden-Shop" nie miałam pojęcia, że można kupić ziemniaki suszone w kawałeczkach lub w zalewie (zamknięte w wielkich słojach), albo że ziarno kukurydzy może mieć wielkość dorodnego końskiego zęba.

Gdańsk zza burty

- Danziger to bardzo, bardzo długa ulica. Jak reklamuję gdzieś mój sklep, zawsze podaję, że to przy skrzyżowaniu z tą a tą ulicą, bo gdyby ktoś zaczął szukać ze złej strony, mógłby się zmęczyć i nie dojść już do mnie - mówi pani Verena. - A w Gdańsku byłam. Miałam jakieś 12-13 lat. Pływaliśmy po Motławie i po morzu, niewiele widziałam i niewiele pamiętam, bo wisiałam z głową za burtą. Najlepiej pamiętam takie naklejki ze smerfami, które kupiłam gdzieś w mieście. To były podróby zachodnich, ale i tak się cieszyłam, bo w NRD nie było wtedy żadnych nalepek.

Właścicielka sklepu pamięta też czasy, gdy Danziger nazywała się Dimitroff - jeszcze gdy studiowała w Berlinie. Uważa, że zmiana nazwy nie była akcją protestacyjną przeciwko przynależności Gdańska do Polski.

- Po prostu, wszystkie reprezentacyjne ulice w Berlinie musiały się wtedy nazywać na cześć komunistów z całego świata - tłumaczy Verena Blum. - Mam jeszcze w domu mapę z tamtych lat, na przykład jedna z sąsiednich arterii zwała się Ho Chi Minh Straße, po założycielu Demokratycznej Republiki Wietnamu.

Na Danziger powoli się ściemnia, miejscowi wracają do domu. Poluję więc na jakiegoś mieszkańca. Wszyscy są zabiegani, jedynie szczupły szatyn z dredami do pasa i kolczykiem w nosie niespiesznie wchodzi w jedną z bram. To Chris Brückner, student rolnictwa na berlińskim Uniwersytecie Humboldta. Właśnie pisze pracę magisterską - pierwsza strona już gotowa! Teraz ma przerwę na film - z pobliskiej wypożyczalni niesie "Labirynt Fauna". Chris przyjechał z niedalekiego Szprewaldu, mieszka w Berlinie od siedmiu lat, od początku w okolicach Danziger, od trzech lat na tej ulicy.

- Lubię to miejsce. Ludzie, którzy tu mieszkają są sympatyczni, otwarci, barwni, alternatywni. Jest dużo młodzieży z subkultur, ale także znani aktorzy i bogaci biznesmeni - mówi Chris zaliczając siebie do przedstawiciela alternatywy. - Byłem raz w Polsce, jeszcze w szkole z wycieczką w Krakowie i Oświęcimiu. Do Gdańska jeszcze nie zawitałem, ale ciągnie mnie do Polski, mój tata wychował się na Śląsku, a babcia jest Polką.

Ładną mamy ulicę w Berlinie i każdy gdańszczanin zwiedzający stolicę Niemiec powinien się tu pojawić. Poza tym Danziger faktycznie prowadzi do Gdańska :==
- wystarczy skręcić z niej raz w prawo, a później już prosto przez Szczecin do Gdańska.

W Gdańsku ulicy Berlińskiej nie znajdziemy. Nigdy też jej tutaj nie było. Może czas najwyższy? Choćby jakąś malutką, na którymś z powstających osiedli?
Izabela Jopkiewicz
_________________
Linkologia - 230 stron o Gdańsku. Dodaj do ulubionych!
 
fritzek 
THE BEST-IA


Dołączyła: 20 Sie 2004
Posty: 1078
Wysłany: Sro Lis 07, 2007 1:18 am   

Dom podcieniowy w Żuławkach
Park barokowy Migowo
_________________

 
 
Gdynka 

Dołączyła: 03 Lut 2006
Posty: 760
Wysłany: Sob Lis 17, 2007 7:38 pm   Mariacka 42

Książki o Gdańsku w różnych językach
Cytat:
W samym sercu miasta, w kamienicy przy ul. Mariackiej, powstanie biblioteka ze zbiorami dotyczącymi Gdańska. Książki, informatory i mapy w różnych językach mają przyciągać mieszkańców i turystów

W zabytkowej kamienicy pod numerem 42 mieściła się filia nr 10 Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej. Miesiąc temu do lokalu wkroczyli robotnicy. Remont ma się zakończyć wiosną. - Będzie wygodnie, elegancko i funkcjonalnie - mówi Paweł Braun, wicedyrektor WiMBP - Biblioteka zajmie parter i antresolę kamienicy. Wnętrze będzie nawiązywać do charakteru ulicy i mieszczańskich tradycji, z gdańskimi meblami włącznie.
Przy Mariackiej 42 znajdą się tysiące publikacji dotyczących wyłącznie Gdańska, bądź stworzonych przez gdańskich pisarzy. - Będziemy gromadzić książki, albumy, informatory, czasopisma - wylicza Braun. - Nie tylko po polsku, ale i angielsku, niemiecku, rosyjsku, francusku. Część zbiorów przeniesiemy tutaj z innych filii. Planujemy stworzyć taki bank informacji o mieście, z którego skorzystają zarówno mieszkańcy, jak i przyjezdni. Będą także komputery z dostępem do internetu i nowoczesna czytelnia. Wszystko bezpłatnie.

Mariacką wybrano nieprzypadkowo. Tu trafia przecież każdy turysta. - Goście odwiedzający tę magiczną uliczkę oczekują takiego właśnie miejsca - mówi Braun. - Zaglądali do starej biblioteki i pytali, jak gdzieś dojść, gdzie można dobrze zjeść. Teraz wszystkie te informacje tutaj znajdą.

Pomysłodawcy projektu zaznaczają, że placówka służyć będzie także mieszkańcom, żądnym informacji o mieście. Kiedy wielkie otwarcie?
- Myślę, że ruszymy już w marcu
- odpowiada Braun.
Jowita Kiwnik
:==
_________________
Linkologia - 230 stron o Gdańsku. Dodaj do ulubionych!
 
nad stawem 
to ja


Dołączył: 09 Lis 2006
Posty: 359
Wysłany: Sob Lis 17, 2007 8:58 pm   Re: Danziger Straße, Berlin

Gdynka napisał/a:
Ze śledziowych stron z minionego piątku - Danziger Straße, Berlin

Cytat:
Mamy swoją ulicę w Berlinie - Danziger Straße, czyli ulicę Gdańską. Ma trzy kilometry, na oko jest przynajmniej dwa razy dłuższa od pobliskiej Warschauer!


Na Danziger powoli się ściemnia, miejscowi wracają do domu. Poluję więc na jakiegoś mieszkańca. Wszyscy są zabiegani, jedynie szczupły szatyn z dredami do pasa i kolczykiem w nosie niespiesznie wchodzi w jedną z bram. To Chris Brückner, student rolnictwa na berlińskim Uniwersytecie Humboldta. Właśnie pisze pracę magisterską - pierwsza strona już gotowa! Teraz ma przerwę na film - z pobliskiej wypożyczalni niesie "Labirynt Fauna". Chris przyjechał z niedalekiego Szprewaldu, mieszka w Berlinie od siedmiu lat, od początku w okolicach Danziger, od trzech lat na tej ulicy.

- Lubię to miejsce. Ludzie, którzy tu mieszkają są sympatyczni, otwarci, barwni, alternatywni. Jest dużo młodzieży z subkultur, ale także znani aktorzy i bogaci biznesmeni - mówi Chris zaliczając siebie do przedstawiciela alternatywy. - Byłem raz w Polsce, jeszcze w szkole z wycieczką w Krakowie i Oświęcimiu. Do Gdańska jeszcze nie zawitałem, ale ciągnie mnie do Polski, mój tata wychował się na Śląsku, a babcia jest Polką.

Ładną mamy ulicę w Berlinie i każdy gdańszczanin zwiedzający stolicę Niemiec powinien się tu pojawić. Poza tym Danziger faktycznie prowadzi do Gdańska :==
- wystarczy skręcić z niej raz w prawo, a później już prosto przez Szczecin do Gdańska.

W Gdańsku ulicy Berlińskiej nie znajdziemy. Nigdy też jej tutaj nie było. Może czas najwyższy? Choćby jakąś malutką, na którymś z powstających osiedli?
Izabela Jopkiewicz


artykoł nawet fajny pokazujący charakter ulicy .

ale autorka wydaje mi się nie była nigdy na tej ulicy .
pod i nad Danziger Str. nie jedzie do dnia dzisiejszego żadna linia metra .
planowane było połączenie Warschauer Str. z Schoenhauserallee wzdłoż a właściwie nad (dlatego jest taka szeroka ) Danziger str. ale to bardzo,bardzo dawne czasy .
Przystanku metra Danziger Str. też nie ma w Berlinie.
najbliższy przystanek na linii U-2 to Eberswalder Str. ale to nie jest żaden końcowy przystanek,
w kierunku Pankow (dzielnica Berlina ) są jeszcze trzy a wkierunku Ruhleben (dzielnica Berlina ) jest jeszcze 25 przystankow .
jeszcze jednej drobnostki ta pani się w lekturze nie doczytała
a mianowicie , że w latach 1874-1950 ciąg tej ulicy składał się z dwoch ulic
Danziger Straße (1874-1950)
Elbinger Straße (1874-1950)

a tu ciekawy link
http://www.jurkun.de/strassen/danziger.htm
_________________
http://www.mierzeja1945.prv.pl/
 
knovak 
Wanoga


Dołączył: 21 Paź 2003
Posty: 1418
Wysłany: Pią Lis 23, 2007 10:32 am   

Admirał Dickman uczczony w bazylice

Cytat:
Admirał Dickman uczczony w bazylice

W Bazylice Mariackiej pojawiła się nowa płyta nagrobna. Widnieje na niej herb marynarki wojennej i napis: "Arndt Dickman Admirał Polskiej Floty Królewskiej. Zwycięzca Bitwy pod Oliwą". 28 listopada 1627 r., flota Zygmunta III Wazy dowodzona przez Holendra Arndta Dickmana, pokonała szwedzką eskadrę blokującą port w Gdańsku. Admirał, ranny w obie nogi, zmarł pod koniec bitwy. Pochowano go 2 grudnia 1627 r. w Bazylice Mariackiej. Przez lata zapomniano, gdzie dokładnie spoczął. Udało się to odtworzyć dzięki zaangażowaniu wielu naukowców. Położenie płyty nagrobnej, której poświęcenie nastąpi 2 grudnia, będzie zwieńczeniem poszukiwań mogiły admirała.

Źródło: GW Trójmiasto
_________________
"A ja sobie jeżdżę na motorowerze i nocą na szosie łapię w worek jeże..." (Jan Krzysztof Kelus)
 
 
Marcin 


Dołączył: 14 Mar 2004
Posty: 4244
Wysłany: Wto Lis 27, 2007 11:44 pm   

Słynne lipy potrzebują troskliwej opieki
Cytat:
Jemioła atakuje zabytkowe lipy tworzące dawną Wielką Aleję Lipową - dziś al. Zwycięstwa. Miasto zapewnia, że robi wszystko, aby uratować drzewa

Al. Zwycięstwa to wyjątkowa arteria w Trójmieście. Od 240 lat zdobią ją bowiem szpalery lip rosnących pomiędzy jezdniami. Drzewa ufundował w 1767 r. burmistrz Gdańska i równocześnie wybitny fizyk, Daniel Gralath. Zasadzono wtedy ok. tysiąca drzew. Dziś większość z nich jest w fatalnym stanie, do tego wiele zostało zaatakowanych przez pasożytniczą jemiołę. - Lipy z al. Zwycięstwa wyglądają bardzo słabo - ocenia pan Tomasz, jeden z naszych czytelników. - Jemioły, która wyrasta na drzewach, nikt nie usuwa. Do tego wydaje mi się, że wiele lip uszkodzono podczas modernizacji biegnącego tamtędy torowiska.

Andrzej Dąbrowski, kierownik działu utrzymania zieleni w Zarządzie Dróg i Zieleni w Gdańsku uspokaja: - To, że jemioła pojawia się na drzewach jest zjawiskiem normalnym. Co do lip w al. Zwycięstwa, to regularnie co 10 lat każde z drzew jest konserwowane i czyszczone. Podczas ostatniego remontu drzewa były dobrze zabezpieczone, choć mogły zdarzyć się pojedyncze uszkodzenia mechaniczne.

Na czym polegają takie prace?

- Odcinamy stare, chore konary. Wszystko oczywiście konsultujemy z pomorskim konserwatorem zabytków, ponieważ aleja znajduje się pod jego ochroną - mówi urzędnik.

Według Andrzeja Dąbrowskiego lipy dożywają już kresu swoich dni i dlatego stają się coraz słabsze. - Z tysiąca oryginalnych drzew do dziś pozostało 367 sztuk. Reszta to lipy dosadzone na przestrzeni ostatnich dwustu lat. Pamiętajmy, że te najstarsze okazy pamiętają jeszcze pierwszą Rzeczpospolitą.

Miasto zamierza uzupełniać braki w zadrzewieniu ulicy. W przygotowaniu jest także kompleksowy projekt rewitalizacji dawnej Wielkiej Alei.

_________________
Frakcja Miłośników Niewygodnych Kin
--------------------------------------------------------------------------
Až dojde moja poslední hodina, pochovajte mňa do bečky od vína
--------------------------------------------------------------------------
 
villaoliva 
Olivaer


Dołączył: 23 Wrz 2004
Posty: 3297
Wysłany: Sob Gru 01, 2007 1:30 pm   

Hipodrom znowu będzie wizytówką kurortu

Cytat:
Sopoccy urzędnicy uznali zaniedbany hipodrom za "czarny punkt" na mapie kurortu i postanowili się o niego zatroszczyć. Jeśli zdobędą pieniądze (prace współfinansować ma Unia Europejska), już wkrótce fanów wyścigów konnych przestaną straszyć spróchniałe trybuny i zrujnowane kasy biletowe.

- Chcemy wyremontować część zabytkową - mówi Kaja Koczurowska-Wawrzkiewicz, pełnomocnik prezydenta Sopotu ds. hipodromu. - Te budynki pochodzą z przełomu XIX/XX wieku, prawie się rozsypują i koniecznie potrzebują remontu.

Odrestaurowanie zabytkowych pomieszczeń odbędzie się pod okiem konserwatora zabytków. Nowe trybuny są niezbędne, bo widzów jest coraz więcej, a liczba imprez także rośnie. - Co tydzień, dwa organizujemy wyścigi, w których bierze udział około stu koni - mówi z dumą Koczurowska. - Mamy nadzieję, że dzięki modernizacji zawodów będzie jeszcze więcej.

Generalny remont czeka także stajnie. Zgodnie z planem przez obecny teren hipodromu mają przechodzić drogi Zielona i Czerwona. Żeby je wybudować, konieczne jest wyburzenie kilku budynków - m.in. stajni, budynków mieszkalnych, garaży i małego hotelu. Wszystkie odbudowane zostaną w innym miejscu, w pobliżu powstającej hali sportowo-widowiskowej, od strony ul. Łokietka. - Hipodrom trochę się zmniejszy - przyznaje Koczurowska. - Nie stracimy jednak nic z płyty toru, czyli terenu zielonego. A konie na zamianie lokum zyskają. Stare stajnie powstały jeszcze w latach 50., przypominają obory, nie spełniają standardów europejskich. Nowe boksy chcemy wyposażyć nawet w solaria dla koni.

Inwestycja wyceniana jest na 30 mln zł. Jeśli Sopot dostanie dotacje, prace ruszą w 2009 r. Potrwają około dwóch lat. Od poniedziałku do Urzędu Miasta w Sopocie wpływają projekty zagospodarowania terenu.


_________________
Ponury Zwracacz Uwagi na Wykraczających Poza Ramy


www.staraoliwa.pl
 
feyg 


Dołączył: 23 Kwi 2007
Posty: 1162
Wysłany: Pon Gru 31, 2007 3:14 pm   

Pruska pamiątka po gdańskim garnizonie
Cytat:
Zamiast faktorii kupieckich, spichlerzy i statków handlowych - forty, koszary, szkoła wojskowa i baza wielkich okrętów wojennych. Taki los zafundowali Gdańskowi po zakończonym 16 czerwca 1815 roku kongresie wiedeńskim Prusacy. Niegdyś prężne miasto zamieniono w silny garnizon. Stacjonujące w nim oddziały przeniesiono pod koniec XIX w. do nowych koszar we Wrzeszczu, Nowym Porcie i na Dolnym Mieście. W 1890 r. stworzono z nich 36. Dywizję Cesarstwa Niemieckiego. W jej skład wchodził kwiat pruskiego wojska, m.in. Cesarscy Czarni Huzarzy i 5 Pułk Grenadierów Króla Fryderyka Pierwszego. Rozwiązano ją w 1919 r. Ze względu na lokalny charakter przez szeregi dywizji przeszło wielu mieszkańców Pomorza - Niemców, Kaszubów i Polaków. Nie inaczej było w należącym do niej 36. Pułku Artylerii Polowej, którego weterani ufundowali sobie w 1926 r. jedwabny sztandar przedstawiający kościół Mariacki. Został on wystawiony na sprzedaż za 12 tys. zł w Galerii Numizmatycznej przy ul. Szerokiej. Jego właściciel kupił go na zachodnioeuropejskim rynku antykwarycznym. - Sztandar musiał być przechowywany w idealnych wręcz warunkach, o czym świadczy brak uszkodzeń i przebarwień. W zasadzie brakuje mu tylko drzewca - mówi Tomasz Bogdanowicz z Galerii. - Gdańskie sztandary pojawiają się na rynku bardzo rzadko i są zazwyczaj fatalnie zachowane.

- 36. Pułk Artylerii był, jak cała dywizja, ściśle związany z losami Polaków pod zaborami. Wystarczy zajrzeć w listy żołnierzy gdańskich jednostek, którzy zginęli podczas I wojny światowej. Prawie połowa nosi swojsko brzmiące nazwiska - mówi profesor Andrzej Januszajtis, znawca dziejów Gdańska. - Od "garnizonowej" historii miasta nie uciekniemy. Choćby dlatego, że do dziś stoją dawne koszary. Dlatego warto, aby ten zabytek pozostał w Gdańsku.
_________________
Pozdrowienia z Małego Kacka
 
Gdynka 

Dołączyła: 03 Lut 2006
Posty: 760
Wysłany: Wto Sty 08, 2008 8:25 pm   

Gdańska Galeria Fotografii kupiła zdjęcia Zygmunta Reinhardta
Cytat:
Nie mogę patrzeć na to, jak rozprasza się bezcenne rodzinne archiwa, na jarmarku wyprzedaje fotografie, zdjęcia, których dziś nikt już nie zrobi. Dlatego zbieram z nich co tylko się da - mówi Stefan Figlarowicz, szef Gdańskiej Galerii Fotografii, która właśnie wzbogaciła się o kolekcję gdańskich zdjęć Zygmunta Reinhardta.

- Kolekcję Reinhardta możemy postawić w jednym rzędzie z najbardziej znanymi powojennymi zbiorami fotografii, będącymi w zbiorach naszej galerii: Wiesława Gruszkowskiego, Kazimierza Lelewicza, Henryka Radowicza i innych - mówi Grażyna Goszczyńska, kustosz GGF. - Galeria posiada największy zbiór fotografii dokumentujących powojenny Gdańsk, większość z nich pochodzi z wyszukanych przez nas archiwów rodzinnych. Wciąż prowadzimy te poszukiwania.

Kolekcja Reinhardta to 80 fotografii pokazujących Gdańsk w latach 1946-52. - Z pierwszą z nich zetknąłem się przeglądając archiwum prof. Jana Borowskiego, pierwszego powojennego konserwatora zabytków Gdańska - opowiada Figlarowicz. - Niezwykłe to zdjęcie przedstawiało płynącą w chmurach, pozbawioną dachu wieżę kościoła Mariackiego. Na odwrocie był stempel "Fot. Zygmunt Reinhardt". Zacząłem więc poszukiwania. Reinhardta odnalazłem w Hamburgu, gdzie mieszka od lat 80. Okazało się, że ma całe archiwum niezwykłych zdjęć dokumentujących Gdańsk, jakiego już nie ma: zrujnowany, zniszczony, ale jednocześnie pełen życia - widać to po ludziach, których Reinhardt fotografował.

Zygmunt Reinhardt, rocznik 1926, urodził się w Gdyni. W czasie wojny praktykował w tamtejszym zakładzie fotograficznym "Foto Elite". Później, już jako uczeń Liceum im. Chrobrego w Sopocie był tzw. laikarzem - zarabiał wykonywaniem pamiątkowych zdjęć na molo i plaży. Za uzyskane w ten sposób pieniądze w 1946 r. kupił dwuobiektywowego Rolleifleksa średniego formatu i zaczął fotografować Gdańsk. - Studiował już wówczas architekturę na Politechnice Gdańskiej i pracował w Biurze Projektów na ul. Żytniej - opowiada Figlarowicz. - Idąc do pracy, przechodził codziennie przez zrujnowane Główne Miasto. Z tych wędrówek powstała cenna kolekcja fotografii wykonanych przez twórcę świadomego wagi powstających dokumentów, mającego opanowany warsztat i dobry sprzęt. Wiele z tych fotografii zwraca uwagę syntetyczną kompozycją, wyczuciem perspektywy i światła, co w efekcie daje precyzyjny obraz zniszczonego miasta. Fotografował także miejsca mniej odwiedzane przez fotografów. Zespół 80 fotografii Zygmunta Reinhardta Gdańska Galeria Fotografii kupiła za 20 tys. zł ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego przeznaczonych na rozwój instytucji muzealnych w ramach programu operacyjnego "Dziedzictwo kulturowe".

Multimedialny pokaz fotografii Zygmunta Reinhardta odbędzie się w Gdańskiej Galerii Fotografii (Gdańsk, ul. Grobla I 3/5, róg św. Ducha) w czwartek 17 stycznia o godz. 17 :evil: wstęp wolny.

Aleksandra Kozłowska
_________________
Linkologia - 230 stron o Gdańsku. Dodaj do ulubionych!
 
feyg 


Dołączył: 23 Kwi 2007
Posty: 1162
Wysłany: Nie Sty 27, 2008 12:47 am   

Nowa ekspozycja w Muzeum Poczty już wkrótce
Cytat:
Sugestywna kolorystyka. Duże zdjęcia i wielkie szklane gabloty z wieloma oryginalnymi zabytkami - tak ma wyglądać nowa ekspozycja Muzeum Poczty Polskiej w Gdańsku

Placówkę otwarto 1 września 1979 r. Wtedy też odsłonięto pomnik i epitafium poświęcone obrońcom gmachu. Od tamtej pory muzeum jest stałym punktem większości polskich wycieczek odwiedzających Gdańsk. Co roku, 1 września, jest to też jedno z najważniejszych miejsc obchodów kolejnej rocznicy wybuchu II wojny światowej. Od 2003 r. placówka jest częścią Muzeum Historycznego Miasta Gdańska.

- Zaraz po przejęciu placówki wiedzieliśmy, że należy się jej gruntowny remont. Muzeum Poczty miało wiele interesujących eksponatów, które były prezentowane w przestarzałej aranżacji - mówi Monika Kryger z MHMG. - Nowa ekspozycja jest już prawie gotowa. Mamy nadzieję, że uda się ją udostępnić zwiedzającym w kwietniu.

Jak dawniej, w Muzeum Poczty będą prezentowane akcesoria pocztowe i sprzęt telekomunikacyjny sprzed ponad 60 lat. Będą też mundury polskich pocztowców z Wolnego Miasta Gdańska i symboliczna skrzynka na listy do Polski. W nowej ekspozycji znacznie większą uwagę poświęcono jednak sugestywnemu oddaniu walk o budynek pomiędzy pocztowcami a oddziałami policji i SS 1 września 1939 r. Sala przywołująca te wspomnienia została pomalowana na szaro i czerwono. Na ścianach wiszą wielkie zdjęcia z walk, a w szklanych gablotach możemy oglądać m.in. osobiste przedmioty obrońców, wydobyte z ich mogiły przy pasie startowym na Zaspie.

- Chcemy, aby wystawa, podobnie jak w Muzeum Powstania Warszawskiego, jak najbardziej przemawiała do wyobraźni - tłumaczy Monika Kryger. - Dziś nie wystarczą eksponaty i dokumenty. Historia musi być żywa.

To właśnie z tego powodu muzeum przymierza się do zaaranżowania 1 września tego roku dużej inscenizacji obrony. Ma w niej wziąć udział około 40 rekonstruktorów, działa i samochód pancerny. Takie są plany. Czy uda się je zrealizować - jeszcze nie wiadomo. Na taką inscenizację potrzeba sporo pieniędzy.
_________________
Pozdrowienia z Małego Kacka
 
parker 


Dołączyła: 08 Wrz 2004
Posty: 4927
Wysłany: Pon Sty 28, 2008 9:15 pm   

2008- Rokiem Żuław

Cytat:
Sejmik pomorski jednogłośnie podjął wczoraj uchwałę o uznaniu roku 2008 Rokiem Żuław. Za dwa tygodnie zrobi to też sejmik warmińsko-mazurski.
Uchwały tego typu to już tradycja pomorskiego sejmiku. Z inicjatywą taką po raz pierwszy wystąpiły do sejmiku samorządy i organizacje Kociewia w roku 2005. Potem był Rok Kaszub, ostatnio Rok Powiśla, a obecnie będziemy mieli Rok Żuław. - Te uchwały mają nie tylko takie symboliczne znaczenie - mówi prof. Brunon Synak, przewodniczący pomorskiego sejmiku. - Chodzi o promocję regionu, o pokazanie, że Pomorze jest bogate kulturowo. Mają też zachęcić samorządy do większej aktywności.

Jak pokazała praktyka, uchwały takie skutkują zwiększoną liczbą najróżniejszych imprez związanych z obchodami roku danego regionu.

- Część z nich jest zawsze finansowana lub współfinansowana przez samorząd województwa - dodaje przewodniczący Synak. - Tradycją stało się również, że jedna sesja sejmiku w roku odbywa się na terenie obchodzącym swój rok.

Także i teraz żuławskie samorządy zaplanowały sesję sejmiku u siebie, a nawet dwóch sejmików.

- Dwóch sejmików, bo nasz pomysł skopiowało województwo warmińsko-mazurskie i 12 lutego też przyjmą uchwałę o Roku Żuław - dodaje Synak. - To bardzo dobrze, bo choć Żuławy podzielono administracyjnie, to pokazujemy, że nadal jest to jeden organizm kulturowy.

W ramach obchodów roku żuławskiego tamtejsze samorządy, głównie starostwo Nowy Dwór, zaplanowały mnóstwo imprez - m.in. festiwale muzyczne, warsztaty etnograficzne, rajdy rowerowe, targi rolne, dożynki wojewódzkie. W czasie trwania Jarmarku Dominikańskiego ma się też odbyć Dzień Żuławski.

Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto
 
villaoliva 
Olivaer


Dołączył: 23 Wrz 2004
Posty: 3297
Wysłany: Pon Sty 28, 2008 9:25 pm   

Cytat:
Sejmik pomorski jednogłośnie podjął wczoraj uchwałę o uznaniu roku 2008 Rokiem Żuław. Za dwa tygodnie zrobi to też sejmik warmińsko-mazurski.


To się trochę spóźnili. 28 dni stycznia były bezpańskie :hihi:
_________________
Ponury Zwracacz Uwagi na Wykraczających Poza Ramy


www.staraoliwa.pl
 
feyg 


Dołączył: 23 Kwi 2007
Posty: 1162
Wysłany: Nie Lut 03, 2008 8:57 pm   

Jeden procent na organy
Cytat:
Przyjaciele kościoła św. Trójcy marzą, że część z nas wspomoże odbudowę barokowych organów w tej świątyni. Przypominają: - Każdy z nas może przeznaczyć jeden procent swojego podatku na dowolny cel.
W Stowarzyszeniu Przyjaciół Kościoła św. Trójcy "Dziedziniec" działa 20 osób, którym leży na sercu przyszłość tej drugiej co do wielkości świątyni w Gdańsku. Konserwatorzy, historycy, muzycy, fotografowie związani z tym franciszkańskim kościołem, czy to emocjonalnie, czy poprzez Stowarzyszenie chcą przywrócić należną jej rangę. Starają się pozyskać środki na odbudowę organów ze św. Trójcy, przygotowują koncerty muzyki dawnej, jakich dotąd w Gdańsku nie było.

- Układ architektoniczny zespołu św. Trójcy daje mnóstwo możliwości: kościół główny, prezbiterium, kaplica św. Anny, budynki Muzeum Narodowego. Ogromny, niewykorzystany dla kultury potencjał - mówi Andrzej Szadejko, prezes "Dziedzińca", absolwent Akademii Muzycznej w Warszawie w klasie organów oraz Instytutu Muzyki Dawnej "Schola Cantorum Basiliensis", wykładowca na AM w Gdańsku. - Wrocław ma słynny festiwal muzyki dawnej Wratislavia Cantans, Gdańsk oryginalne wnętrza św. Trójcy doskonałe do odbioru takiej muzyki i organy, które po zrekonstruowaniu zabrzmią nam dokładnie tak, jak gdańszczanom w XVIII w. To instrument niezwykły na skalę europejską. Już choćby to, że siedząc w kościelnej ławce mamy je przed sobą, a nie za plecami, jest wyjątkowe.

Do dziś ocalało 70 proc. prospektu, czyli "szafy", w której mieściły się organy. Część prospektu została na ścianie, reszta leży na kościelnym strychu. Piszczałki i mechanizm trzeba zrekonstruować, prospekt odgrzybić, zakonserwować i także częściowo odtworzyć. W pracach pomoże dokładna dokumentacja z rozbiórki organów w latach 40. ub. wieku, którą Andrzej Szadejko studiuje od czterech lat.

- Nasz instrument przyciągnął do Gdańska IX Światowy Zjazd Budowniczych Organów. Specjaliści przyjadą tu we wrześniu, żeby je zobaczyć i podyskutować o szczegółach odbudowy - mówi Szadejko. - Koszty na pewno pójdą w miliony, cały proces potrwa lata. Marzy nam się, by w 2014 roku na 500-lecie kościoła organy były gotowe. Dużo zależy od tego, w jakim tempie uda nam się uzyskać pieniądze na ten cel. Dlatego prosimy gdańszczan, by przekazali nam choć ten jeden procent od podatku.

Stowarzyszenie nie czeka na odbudowę - już teraz chce udowodnić, jak magicznym dla muzyki miejscem jest zespół św. Trójcy, i zaprasza 16 lutego o godz.18.30 do prezbiterium na pierwsze spotkanie z cyklu "Koncerty dla gdańszczan". W programie "Motety" Jana Sebastiana Bacha w wykonaniu Schola Cantorum Gedanensis i Andrzeja Szadejko. Bilety w cenie 10 i 5 zł. Kolejne koncerty 9 i 16 marca o 16.30.

By przekazać jeden procent podatku, w odpowiedniej rubryce zeznania podatkowego trzeba wpisać numer KRS 0000276836 oraz pełną nazwę stowarzyszenia.
Izabela Jopkiewicz
_________________
Pozdrowienia z Małego Kacka
 
Horhe 
Twierdza Gdańsk

Dołączył: 22 Kwi 2005
Posty: 234
Wysłany: Czw Lut 07, 2008 11:40 am   

Gdańsk jednoczy Niemców i Polaków-czyli Westerplatte ciąg dalszy

Cytat:
Niemcy chcą współtworzyć z Polakami Muzeum Wojny i Pokoju w Gdańsku oraz współfinansować restaurację obiektów na Westerplatte. - To powrót do normalności - mówi prof. Władysław Bartoszewski, odpowiedzialny w kancelarii premiera za kontakty z Berlinem.

Zgodzili się też na naszą propozycję wybudowania w stolicy Niemiec muzeum historii Polski poświęconego głównie Solidarności i jej wkładowi w obalenie muru berlińskiego. To wszystko efekt spotkania profesora Bartoszewskiego z Berndem Neumannem, wysłannikiem kanclerz Angeli Merkel.

Komentatorzy mówią o przełomie. Inne zdanie ma Władysław Bartoszewski: - To tak, jakby poranną kąpiel nazwać przełomem - powiedział "Gazecie" profesor, który pojechał wczoraj do Berlina kontynuować rozpoczęte w Warszawie rozmowy. - Brak dialogu polskiego rządu z własnym sąsiadem był nienormalny. Wtorkowe spotkanie z przedstawicielami kanclerz Angeli Merkel zawróciło Polskę z tej drogi. Pierwszy raz niemiecki rząd pozytywnie ustosunkował się do naszych propozycji. To najlepszy dowód na chęć dialogu. Dla nas szczególnie ważna jest troska o upamiętnienie 70. rocznicy II wojny światowej, która zapoczątkowała przecież tragedię kilku narodów - polskiego, żydowskiego, a w konsekwencji nawet niemieckiego.

O pomyśle utworzenia muzeum w Gdańsku Donald Tusk pierwszy raz powiedział w opublikowanym w grudniu wywiadzie dla niemieckiego dziennika "Frankfurter Allgemeine Zeitung". - To ma być wspólna placówka muzealna, badawcza i historyczna, która zajęłaby się wszystkimi aspektami II wojny światowej, a nie tylko jednym wycinkiem, który budzi kontrowersje - tłumaczył. - Mamy za sobą wieloletni spektakl zawstydzających prób wmuszenia Polsce akceptacji dla przedsięwzięć, których Polska nie akceptuje. Mówię o wyróżnieniu losów przesiedleńców niemieckich, zwanych w Niemczech wypędzonymi. Mam nadzieję, że Angela Merkel zrozumie w ułamku sekundy, że lepszego miejsca na świecie niż Gdańsk na muzeum nie ma.

Profesor Bartoszewski dodaje jednocześnie, że za wcześnie, by mówić o kwotach, jakie Niemcy zainwestują w odrestaurowanie Westerplatte, czy o zawartości Muzeum Wojny i Pokoju w Gdańsku. Choć John Reyels z Ambasady Niemiec deklaruje: - Na pewno nie będziemy żałować pieniędzy. Bardzo się cieszymy, że polska strona zaprosiła nas do udziału w tych dwóch projektach.

Koszt odbudowy reliktów obrony na Westerplatte to 50 mln zł. Nawet drugie tyle może pochłonąć niwelacja terenu. Przebudowa, która przemieni Westerplatte w Muzeum Pola Bitwy, ruszyła już dwa lata temu. Ma ona przywrócić wygląd tego miejsca z 1939 r. Najpierw rozpoczęto prace nad przywróceniem stanu zieleni sprzed 68 lat, potem zabezpieczono zagrożone obiekty, m.in. wartownie i stanowisko artyleryjskie, następnie ruszono z pracami archeologicznymi.

- Deklaracja niemieckiego rządu bardzo cieszy, nawet jeśli mieliby dać tylko jedno euro. To znak pojednania - mówi Marian Kwapiński, wojewódzki konserwator zabytków. - Odbudowa obiektu musi być kontynuowana. Należy głośno powiedzieć całemu światu, gdzie zaczęła się wojna, a sugestywna plastyka wpłynie na wyobraźnię młodych ludzi.

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz o Westerplatte rozmawiał wczoraj z ministrem kultury. Bogdan Zdrojewski zaproponował, by miasto wzięło na swoje barki część prac oraz odpowiadało potem za utrzymanie obiektu. Westerplatte miałoby stać się instytucją gdańsko-rządową.


- Od miesięcy zabiegałem, by 1 września 2009 r. stał się międzynarodowym wydarzeniem polityczno-historycznym w Gdańsku, do którego zjadą światowi przywódcy - cieszy się prezydent. - To wielka rzecz. Nie widzę też przeszkód, by Muzeum Wojny i Pokoju wybudowano właśnie na Westerplatte.

Katarzyna Włodkowska, Bartosz Gondek
_________________
Czeladź rządzi!
 
 
parker 


Dołączyła: 08 Wrz 2004
Posty: 4927
Wysłany: Pią Lut 08, 2008 6:53 pm   

Jak odzyskać duszę budynku?

Cytat:
Rozmawiała Bożena Aksamit
2008-02-07, ostatnia aktualizacja 2008-02-07 20:02

O rewitalizacji zdewastowanych obiektów rozmawiamy z Maciejem Kotarskim z firmy konsultingowej TPS S.A.
Bożena Aksamit: Długo się szuka takich perełek jak dawny lombard miejski na Dolnym Mieście w Gdańsku?

Maciej Kotarski: Długo. Obejrzeliśmy już setki budynków, dla ponad 100 zrobiliśmy kompletne analizy - budowlane, prawne, marketingowe. Najważniejsza jest wyobraźnia - czy z często bardzo zaniedbanego budynku można zrobić coś dochodowego? Jak odzyskać "duszę" budynku, podkreślić i wykorzystać jego najlepsze cechy? Czy zrobić tam biuro, hotel, może nietypowe lofty? Kluczowe jest opracowanie projekcji finansowej. Budynek powinien po remoncie przynosić zyski.

Ile ruin już kupiliście?

- Zaczęło się od Letniewa. Jesteśmy firmą konsultingową i pierwszą nieruchomość dostaliśmy w zarządzanie w ramach projektu doradczego, którego celem było ratowanie firmy przed bankructwem. Miała biurowiec oraz magazyny w Letniewie. Nazwaliśmy ten projekt "Wynajem", a potem rewitalizacja poszła tak sprawnie, że zaczęliśmy szukać następnych budynków - już do kupienia. I kupiliśmy m.in. magazyny w Gdyni, w Gdańsku na Dolnym Mieście i biurowiec we Wrzeszczu, na Białej, między budynkiem policji, GPEC-u i starym rynkiem.

Tę zdewastowaną piramidę.

- W latach 70. wygrywała konkursy architektoniczne, ale sam budynek był mało funkcjonalny. Przed remontem była to ruina, bez podłóg, tynków, ze zrujnowaną elewacją, kaloryferami wiszącymi na rurach. Parking zarastał, a najemcy dokarmiali bezdomne koty. Surrealistyczne wrażenie robiły wielkie drewniane drzwi garażowe na 1. i 2. piętrze - wychodzące bezpośrednio na elewację. Wyglądały, jakby ktoś chciał skakać dużą ciężarówką z 1. piętra. Służyły kiedyś do transportowania komputerów do budynku. Po 1989 r. przechodził z rąk do rąk, kolejni właściciele próbowali go remontować. Niestety, kilka firm zbankrutowało. Dziś kwitnie tam życie biurowe, a jednym z najemców jest hinduska firma ZenSar, tworząca oprogramowania komputerowe.

Jak zmieniła się okolica, gdy rudera stała się efektownym biurowcem?

- Zakorkowała się. Gdy opuszczony budynek zaczyna żyć i nagle przyjeżdża kilkadziesiąt-kilkaset samochodów więcej, to robi się problem z miejscami parkingowymi. Na ul. Białej w dni targowe zrobiło się niebezpiecznie. Pobocza i chodnik całkowicie blokują samochody, a piesi przeciskają się między jadącymi autami. Zwróciliśmy na to uwagę i miasto zareagowało bardzo szybko - planowana jest gruntowna przebudowa ulicy. W oczywisty sposób rewitalizacja podnosi wartość okolicznych budynków.

Co zmieni się na Dolnym Mieście, gdy zaadaptujecie stary lombard miejski na apartamenty lub biura?

- Efekt może być niesamowity i dużo szybszy niż przy innych, dużych, gdańskich projektach, np. budowie Młodego Miasta na terenach postoczniowych. Miejsce jest naszpikowane zabytkami, urokliwe. Trwa remont Urzędu Marszałkowskiego, kilka lat temu uporządkowano ziemne fortyfikacje i odpływ Motławy, obok siedziby ASP jest pięknie odnowiony akademik. Jedyne problemy to bardzo zniszczone kamieniczki tuż za lombardem i opinia, że to "zła" dzielnica. Może, gdy oddamy budynek do użytku i będzie działał monitoring, to zwiększy się bezpieczeństwo i pojawią się kolejni inwestorzy. Wierzę, że ta cześć Dolnego Miasta stanie się atrakcyjna. Dla mieszkańców i turystów, z kafejkami, parkiem, fortami, Bramą Nizinną i kanałem Motławy.

Można wyżyć z liftingowania starych domów?

- Rynek nieruchomości dojrzewa, konkurencja jest coraz ostrzejsza, buduje się wiele atrakcyjnych budynków biurowych. Ale zawsze będzie miejsce dla inwestorów, którzy umieją twórczo spojrzeć na nieruchomość. Twórczo - czyli być może przekształcić dany budynek w coś innego, na co w danym miejscu i czasie jest zapotrzebowanie.

Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Dawny Gdańsk Strona Główna

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template subTrail v 0.4 modified by Nasedo. adv Dawny Gdansk